2013-10-25

Dwa miesiące

Pamiętam, jak w szkole rodzenia położna powiedziała: "Na co wam będzie schodzić najwięcej czasu? Na PATRZENIE na wasze dziecko!". Pomyślałam wtedy coś w stylu "No zwariowała. Bez przesady, siedzieć i się gapić?". Dzisiaj to uroczyście odszczekuję: najwięcej czasu nam schodzi właśnie na patrzenie. I na podziwianie...


Po dziewięciu tygodniach panna waży prawie pięć kilo. Kto, no kto chciałby, aby jego waga w ciągu dwóch miesięcy wzrosła o jakieś 70%? :-).

I tak, byłam na spotkaniu dla mam. Olaboga :-))) Wiem, że dziecko trzeba socjalizować, a samej spotkać innych dorosłych ludzi (blablabla i tak dalej); na zaproszeniu wyraźnie było napisane, że celem spotkań jest zbudowanie kontaktów. Ale.

Po pierwsze byłam najstarsza. Dinozaur.

Po drugie jako jedyna nie zaczęłam się skarżyć na teściową. Wygląda na to, że teściowa to problem międzynarodowy :-)))

Po trzecie - i tu byłam naprawdę zaskoczona - z ośmiu obecnych dziewczyn ja jako jedyna karmiłam tylko i wyłącznie piersią. Rozumiem, że ktoś nie może karmić z powodów, nazwijmy to, fizycznych, różne rzeczy się mogą dziać. Ale słysząc wytłumaczenie mamy wcześniaka (tu w wolnym tłumaczeniu): "Ja wiem, że to system odpornościowy i tak dalej, ale ja mam gdzieś karmienie piersia, bo wolę iść pograć w golfa" odpadłam. Centralnie odpadłam... No mówiłam, żem dinozaur...

A co na to wszystko główna powód uczestnictwa? Na dzień dobry zawrzasnęła gromko, informując wszystkich, że umiera z głodu (jakoś tak po raz dziesiąty tego poranka). Po czym zasnęła wtulona we mnie. A ja siedziałam i na nią się przez jakąś godzinę patrzyłam :-)

2013-10-06

Jesienny

Rezultat spacerów wózkowych. Póki co pozostaję poza zasięgiem Mafii Wózkowej, ale zaproszenie na spotkania mam leży już na stole kuchennym :-)

Bilderna är resultatet av våra höstpromenader. Än så långe har jag inget medlemskap i Barnvagnsmaffian, men en inbjudan till föräldragruppen ligger redan på köksbordet :-)







2013-09-10

Zrób se sam(a): Babynest

"Dzieło" z lekka niedorobione, wylazł mój brak doświadczenia... Przecież pisałam wcześniej, że ja nie umiem szyć :-))) Pokazuję i tak, bo sprawdziło się w stu procentach, może się pomysł komuś przyda.

Nie wiem, jak w Polsce, ale szwedzkie dzieci mają leżeć na plecach. No ale weź i tu takiej wytłumacz, żeby się nie przewracała na ulubioną, prawą stronę i głowy dodatkowo nie podpierała w zamyśleniu ręką. Położne na kontrolach poradziły, żeby podkładać pod boki zwinięte w rulon ręczniki, ale panna zawsze się jakoś wymsknęła.

Jasiek pojechał na plotki.. oj, przepraszam, trening, i wrócił z wskazówką od pozostałych panów z drużyny: Babynest. Ja zaczęłam natychmiast szukać informacji w necie i znalazłam dwa opisy, jak samemu uszyć gniazdo, tutaj LINK NR 1, a tutaj LINK NR 2. Także następnego dnia wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy po materiały:1 metr bawełny, 2 metry ociepliny, 3 metry sznurka, 2,6 metra lamówki ale takiej ze skosu (skośnówki?), no i oczywiści nici.


Półkę z odpowiednimi bawełnami znaleźliśmy szybko i jednocześnie nam się wyciągnęły ręce do tego materiału. Wzór jest dziecięcy, ale nie dziecinny :-) Widziałam, że Tak Zwani Ludzie szyją gniazda np. z tkaniny pościelowej. Ja muszę mieć wszystko przeciwpancerne, więc padło na trochę grubszy materiał. Ociepliny były w sklepie dwie grubości, ja wybrałam tą o gramaturze 200 g.


Jak już wszystko, co mi było potrzebne pozbierałam i podeszłam do kasy, to najlepsza była reakcja pani: "Będziesz szyć babynest?". Czyli nie ja pierwsza i nie ja ostatnia :-))) Na zdjęciu powyżej widać, gdzie popełniłam błąd: za mało ścięłam górne rogi...



Na denko bierze się potrójną warstwę ociepliny. Moja uwaga  przed wkładaniem do pokrowca: dobrze byłoby sfastrygować ze sobą te warstwy, żeby się nie przesuwały w czasie szycia. W opisach jest też podane, że "kiełbasa" do wypychania kantu powinna mieć dwa metry. Ja, już po włożeniu kiełbasy, jeszcze podopychałam wypełnieniem kant przy nóżkach.



Czemu gniazdo się sprawdza? Bo: mała wie, gdzie ma ręce i gdzie nogi i się nie turla na boki w kołysce, więc od razu spokojniej śpi. I na plecach śpi :-) Ja kształt denka dopasowałam do wymiarów dna w wózku (ale kantu już nie - stąd te buły przy głowie, błąd o którym pisałam powyżej). Ponieważ gniazdo da się włożyć do wózka, to po spacerze (śpiącą snem niewiniątka) Ewę można z całym pakietem przenieść bez budzenia do kołyski. Jak mała nie śpi, to kładę ją na podłogę - w ten sposób mamy kontakt wzrokowy, mogę do niej mówić, ona jest spokojna... i ja też jestem spokojna :-)

Do zdjęcia powyżej dumny tatuś włożył dziecko do gniazda, po czym z pieluchą stało się coś, co się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Dziecko ochrzciło hojnie nowe legowisko... Także gniazdo wylądowało w pralce, uprane wieczorem na normalnym programie, rano było już suche :-)

Dopisek dwa dni później: Kasuję zdjęcia małej w tym i poprzednim poście. Pierwotne wyłożenie zdjęć małej było przemyślane i przedyskutowane z Johanem. Po jeszcze jednym przemyśleniu i dodatkowym przedyskutowaniu sprawy z pewną mądrą Blogerką Dzieciową  jednak zdjęcia usuwam. Ewentualne Wielbicielki mojej córki przepraszam za rozczarowanie :-)

2013-08-27

Wymagająca szefowa


Eva Astrid, urodzona 19 sierpnia. 3280 gram, 50 cm.

Eva Astrid, född den 19 augusti på Danderyds sjukhus. 3280 gram, 50 cm.

2013-08-14

Migawki, cz. 2

4.


Ku mojej uldze zrobiło się 17 stopni. Wyciągnęłam więc skończone już kilka  tygodni wcześniej lniane wdzianko. Tak, wiem, że nic na zdjęciu nie widać, ale prawdę mówiąc, to jak stoję, to też NIC oprócz Brzucha nie widać. Dlatego zdjęcie na wisielca:

Sedan blev det plötsligt bara 17 grader. Då tog jag fram en tröja som har legat klarstickad i några veckor, men det hade varit alldeles för varmt för att ha den på. Nej, det syns inte så mycket på bilden, det syns faktiskt inte så mycket mer än min Mage även när jag stå upprätt, därav en bild på en galge:


Nowa technika: rękawy wrabiane od góry rzędami skróconymi. Korzystałam z logicznego, rzetelnego opisu na blogu Wydziergane przez K. Dziękuję! Na początku wydawało mi się, że główka rękawa będzie za bardzo spiczasta, ale się na szczęście mi się tylko wydawało :-)

Włóczka: 100 % lnu Kalinka, Karin Öberg, 320 metrów na 100 gram, poszło 354 gramy. Lnu się do tej pory bałam jak jasna cholera, jakoś tak miałam nieciekawe skojarzenia po przygodzie z bawełną (bleeeeh). Myślałam, że z lnu będzie się robić, jak ze sznurka na prezenty, a tu kompletna niespodzianka! Na początku a i owszem, lekko sztywnawe, ale w robocie płynne.

Druty: 3 mm do przerabiania lewej strony, i 3,5 mm do przerabiania prawej strony. Ponieważ robię lewe oczka luźniejsze, niż prawe, więc przy ściegu gładkim robią mi się żeberka. Ale gdy biorę dwie różne grubości drutów, to struktura widocznie się wyrównuje.

Model: jak oko poleciało, a drut wyhaczył. Miały być kompletnie inne poły przodu, ale oczywiście moja koncepcja przegrała z antykoncepcją grawitacji.

Pranie: uprałam w pralce, w normalnym płynie do prania, w siateczce do prania rzeczy delikatnych, bez środka zmiękczającego. Potem wsadziłam też w siateczce tak na chwilę (!!!) do suszarki. Doczytałam się mianowicie, że len dobrze po praniu trochę skurczyć, to gotowy wyrób będzie się mniej wyciągać. Suszarkę włączyłam i... na amen o swetrze zapomiałam. Jak już się wszystko wysuszyło i suszarka zapiszczała, to spłynęła na mnie Łaska Pamięci. Przerażona wyciągnęłam sweter, a tu zaskoczenie - mięciuteńki, lejący, ale nie rozlazły. Uformowałam na płasko, zostawiłam do ostygnięcia, doschnięcia i... jest lepiej, niż moje oczekiwania od początku :-)

Ny teknik: ärmarna är stickade uppifrån och ner med hjälp av förkortade varv. En fantastiskt fiffig teknik om man har en slätstickning!

Garn: lin! För första, men absolut inte sista gången. Jag köpte Kalinka från Karin Öberg förra året, men kom inte riktigt överens med mig själv vad och hur jag skulle sticka. Först trodde jag att det skulle kännas som om att sticka med ett presentsnöre, men jag hade fel!

Stickor: jag får lösare aviga och tätare räta maskor. Därför tog jag sticka 3 mm till aviga och 3,5 mm till räta, strukturen jämnade ut sig tydligt.

Modellen: tja, eget påhitt. Den skulle inte knäppas på framsida, det finns ingen mening med detta längre :-)

5.

Postanowiłam sprawdzić Inne Miejsce Jagodowe. Generalnie się raczej nie nastawiałam na większe zdobycze, gabaryty nie te :-) Tak więc siedzę sobie w krzakach...

Jag satt i blåbärsriset och svor tungt över: foglossning, andfåddhet, svullnaden, halsbrännan, you name it.


...klnę na rozmiękczone stawy, ból kręgosłupa, spuchliznę, zgagę, ale najbardziej to chyba na swoją własną głupotę. A tu drogą idzie pani. Jak tutejszy obyczaj nakazuje trzeba się było ładnie przywitać, porozmawiać o pogodzie, po czym wymienić poglądy o urodzaju jagód. (Według corocznej tradycji ja twierdzę, że jest bardzo dużo, a miejscowi, że nie ma w ogóle. I tak sobie żyjemy w symbiozie, a o logikę rozumowania mnie proszę nie pytać). W życiu pani nie widziałam na oczy, ale stoję i konwersuję, do zbierania jakoś mi się nie paliło. Pani do mnie, ze tutaj to już wyzbierane, ale tam dalej, w głębi lasu, jest o wiele więcej i po wczorajszym deszczu są duże. Ja jej na to, że zbieram tutaj i tyle ile dam radę,  bo w tej chwili nie jestem bardzo mobilna. Pani patrzy i pyta, kiedy planowana data. Na informację popatrzyła na mnie i zdziwiona: "I ty tutaj sama w lesie???. Po czym dodała: "Ja w poniedziałek pozbierałam drugie tyle, co mam tutaj w wiaderku, weź je sobie. Ja zbieram, bo lubię, ale już więcej mi nie trzeba". Yyyyyyy???? Słucham????

Tym sposobem pojechałam do lasu z dwoma pustymi pojemnikami litrowymi, a wróciłam z wiaderkiem 15 litrów wypełnionym do połowy... Przyjechałam do domu i stwierdziłam, że jutro bandażuję głowę, biorę kule i siadam pod jakimś bankiem :-))) Oczwiście próbowałam ustalić ze starszyzną, kim ta pani mogła być - może jakichś grzybów jej za dwa miesiące mogłabym jej podrzucić. Niby wszyscy się w wiosce znają, ale kim była owa pani póki co się nie dało dojść. Starszyzna opis dostała, pewnie będą z czystej ciekawości dociekać na własną rękę.

På skogsvägen förbi mig passerade en kvinna. Som man gör därnere i Småland började jag småprata med henne, om bärplockning, skogen och annat. Kvinnan sa att det inte fanns så mycket att plocka just där jag var, men längre inne i skogen var bären mycket större och finare. Jag förklarade att jag inte var så mobil längre och att jag tänkte bara plocka lite grann, för skojs skull. Då erbjöd denna snälla människa att jag skulle ta hennes egna hink, som var ca 15 liter stor och halvfull med bär! Jag trodde inte mina öron... När jag kom hem och beskrev henne för Johans familj (jag kan ju lika gärna dyka upp hos henne om några veckor med en rejäl kasse trattkantareller, tänkte jag) kunde de tyvärr inte komma på vem det kunde vara. Naja, de har signalementet, förhoppningsvis kommer gåtan att lösa sig :-)


I tak to na deser było ciasto okruszkowe...

Det blev smulpaj till efterrätt denna eftermiddag. 


A na kolację były raki. Tak się zastanawiam, czy jest jakaś inna potrawa na świecie, gdzie nie to, że można, ale wręcz trzeba przy jedzeniu mlaskać, ciamkać, siorbać, dłubać, jeść rękami i w dodatku oblewać się zalewą :-)

Till kvällsmat blev det kräftor. Jag undrar om det finns någon annan maträtt i världen där man SKA sörpla, smaska, pilla, äta med händerna och spruta runt med lag :-)

2013-08-11

Migawki, cz. 1

1.

Rano kontrolna wizyta u położnej, która między wierszami stwierdziła, że Dziecina z tych, którym się spieszyć na pewno nie będzie: "W jakiej odległości jest najbliższy szpital? Aha, to możesz jechać". Dostałam wszystkie dokumenty na wszelki wypadek i przykazanie miłego urlopu. Po przyjeździe do lasu niektórzy...

På morgonen blev det ett av de allra sista besöken hos barnmorskan. Mellan raderna sa hon att barnet inte kommer att ha bråttom, det var alltså helt OK för mig att åka iväg. Barnmorskan frågade bara om det ligger något sjukhus inom ett vettigt avstånd, skrev ut några pappper "ifall att" och önskade en trevlig semester. Därefter blev det en välbehövlig semester i Småland :-) Fast vissa fick några uppgifter att utföra direkt efter ankomsten.  


...od razu zostali zagonieni do pomocy.

2.

Mieliśmy kiedyś w pracy studenta wymiennego z Ugandy. Oj, duuużo rzeczy go zadziwiało (Pani miała pieska  w torebce i go pocałowała! Czy coś się stało, że tu nikogo nie ma  na ulicach po 20? I.t.d., i.t.p). Przyszła zima, student wpadł  rano przerażony i spytał, czy szwedzkie dzieci mają w wózkach KALORYFERY. Bo jak to maleństwa wynosić na takie zimno??? Kaloryferów w wózkach co prawda nie ma, ale za to są skóry owcze. Przy czym w rodzinie Johana jest zwyczaj, że babcia tę skórę funduje. Przy okazji tej wizyty matka Johana spytała więc, czy jesteśmy w ogóle takim czymś zainteresowani, bo jeżeli tak, to w okolicy jest hodowla owiec gotlandzkich. Skóry tam były według niej bardzo porządne, ona tam kilka razy kupowała prezenty i dla dzieci, i dla dorosłych. Wsiedliśmy więc w samochód i pojechaliśmy do Atelje Guldtackan.

För ett tag sedan hade vi på jobbet en utbytesstudent från Uganda. Det var många saker som han blev förvånad över, men en kall vintermorgon kom han förskräckt till jobbet och ställde en fråga: har de svenska barnen ett element i sina barnvagnar? Det går ju inte att ha sådana småttingar ute i den här temperaturen. Nej du, inga element i barnvagnar. Men ett varmt fårskinn fungerar lika bra :-) Det hade vi inte skaffat innan, Johans mamma föreslog därför att vi skulle åka till Atelje Guldtackan i Gripenberg som säljer skinn (och allt annat gjort) av gotlandsfår.



 I faktycznie. Owce o długich, jedwabistych, mięciuteńkich lokach, coś niesamowitego!

Johans mammas berättelser om gotlandsfåren stämde faktiskt. En otrolig kvalité, med mjuka, långa lockar...


W sklepie były też gotowe ubrania, kurtki, swetery, rękawiczki, poduszki, dekoracje. Teściowa rozanielona oznajmiła: "Ah, jakie tu można piękne prezenty na Gwiazdkę kupić!". Na co ja bezczelnie "Jak ja mam dostać stąd prezent, to z...

Man kan köpa även färdiga plagg, handskar, kuddar, beställa jackor i ateljen. Svärmor var helt lyrisk: "Tänk vilka fina julklappar man kan handla här!". Då svarade jag fräckt: "Ska jag ha någon julklapp härifrån då är det den HÄR..."



...tej półki poproszę". Dostępna była wełna 2ply z ich własnych owiec, w kolorach naturalych (na dwóch najwyższych półkach) oraz mieszanka duńskiej produkcji, w składzie merynos falklandzki z runem gotlandzkim. Oczywiście nerw zakupowy mnie zaswędział, ale jak tu się zdecydować? Johan popatrzył, poklepał parę precelków (tak, tak! :-) i zdecydował...

...hyllan som gäller!". Man kan köpa garn 2ply av ställets egna får (naturfärgade, de två översta hyllorna på bilden), men även en dansk blandning av gotländsk pälsull och falklandmerino. Ja, och min shoppnignerv började klia direkt. Men att bestämma sig vad jag ska ha? Nej, det gick inte. Då ingrep Johan:


...TA. No jak ta, to ta, dużo do powiedzenia nie miałam. (Nie, do płacenia już się tak niestety nie wyrywał). Pani sprzedająca spytała: "Robisz na drutach?" - "Tak" - "A co z tego chcesz zrobić?" - "Sweter. Ale najpierw muszę się trochę skurczyć."

"Det här ska du ha". Tyvärr var han inte lika ivrig på att betala för det :-) Sju härvor blev det, det känns som att garnet inte kommer att vara så drygt. Men en tröja räcker det definitivt till.


I tak, wybraliśmy też ocieplacz na mrozy do wózka. Przy czym te skóry są tak wyprawiane, że można je prać.

Z Gripenberg wycieczka udała się do Gränna; Gränna jest przepięknie położona nad jeziorem Vättern (zdjęć z położenia brak, albowiem trzeba dać radę chodzić, a zwłaszcza pod górkę).  Miejsce jest słynne z produkcji karmelków...

Ja, det blev även ett barnvagnskinn. Skinnen går att tvätta, bra att veta!

Från Gripenberg var det nära till polkagrisparadiset, Gränna, där Johan köpte ett litet förråd med karameller. Själv är jag ingen större fan av dem, men barndomssmakerna diskuterar man inte med :-) 

 

...polkagris. Skład: cukier, ocet, olejek miętowy i barwnik. Johan przeszczęśliwy zakupił zapas; jedyne wytłumaczenie dla mnie to "smaki dzieciństwa" :-).

Po powrocie do domu ja padłam snem pogromionego, a Johan wypruł do lasu uprawiać biegi dziesięciokilometrowe. A w międzyczasie rozpętała się burza. I to naprawdę solidna. Ale ja NIC nie słyszałam, Johan latał w bliżej nieokreślonym miesjcu po lesie, a matka Johana szalała z niepokoju - bo ja na nic nie reagowałam, a Johana wcięło. Jak już burza przeszła, to wylazłam na podwórko. Ja się patrzę, patrzę i oczom nie wierzę. Stara, piękna brzoza, która rosła na skraju jeziora, leży. Okazało się, że nie tylko u nas były straty.

Vi kom hem, jag blev jättetrött och la mig. Och somnade så hårt att jag inte hörde/kände att det blev en rejäl åska. När jag väl vaknade efteråt och kom ut visade det sig att stormen la ner en gammal, vacker björk som vuxit precis vid sjökanten. Det blev tyvärr mer skador ute i samhället än så - både granar i skogen och fruktträd i byn fälldes. Och det blev ett strömavbrott på flera timmar - med en lång kö i pizzerian i byn som följd. Jag kan dessutom avslöja att att stå ut med tre kaffe-, internet- och tv-sugna svenskar är _riktigt_ tålamodsprovande :-)))



Chłopu Wielorolnemu urwało kawał ogromnego, starego klona przed domem, w lesie były połamane świerki, brat Sven-Åke pozbył się jabłoni. A potem cały wieczór już tylko nie było prądu. Tylko. Jasno było jeszcze, więc ja się zajęłam, bo miałam czym. Ale wytrzymać z trójką Szwedów z objawami abstynencji kawowo-telewizyjno-internetowej to była niezła próba cierpliwości :-) No i na obiad zamiast jagnięciny z grilla była pizza, a w pizzerii gigantyczna kolejka, bo, jak się okazało, pół wioski zostało bez prądu.


3.

Sven-Åke w zeszłym tygodniu oddał do naprawy swoją piłę. Ponieważ żadnego piłowania drewna w planach wcześniej nie było, to Naprawiacz został poinformowany, że absolutnie nie musi się spieszyć. A tu się okazało, że trzeba usunąć brzozę... Naprawiacz pożyczył więc swoją własną osobistą piłę, ale z zastrzeżeniem. Otóż jego ulubiona piła jest, ekhem, stjuningowana, bo on z nią jeździ na zawody drwali. Sven-Åke, który jest starym stolarzem z młotkiem w ręce urodzonym, mógł pożyczyć narzędzie Naprawiacza pod warunkiem, że maszyny nie będzie używać na maksymalnej mocy :-)

Po południu pojechałam na miejscowy pchli targ. Miałam w głowie konkretną rzecz do kupienia, oryginalne to to nie było, więc byłam nastawiona, że znajdę co trzeba bez problemu. Niestety byłam w błędzie.  Tego, czego szukałam, nie znalazłam, ale znalazłam coś, nad czym się bardzo długo zastanawiałam: nieżyjąca już babcia Johana była mistrzynią w technice, którą ja pierwszy raz zobaczyłam właśnie w babcinym wykonaniu. Nie wiedziałam, jak się to nazywa, ja się to robi, jaką to ma historię. Babcię oczywiście próbowałam wypytać, ale była już wtedy tak chora, że nie mogła mi udzielić żadnej konkretnej informacji. Sprawę odpuściłam, i jakże sią zdziwiłam, gdy w na owym pchlim targu na półce z książkami robótkowymi zobaczyłam dwa podręczniki z wczesnych lat siedemdziesiątych z dokładnymi opisami i wzorami näversöm (näver = kora brzozy, söm= szew, ścieg).

Nästa dag åkte jag till loppisen i byn. Jag ville köpa en enda, konkret grej som jag trodde var lätt att få tag i på ett sådant ställe. Men nej, tji fick jag... Däremot hittade jag två böcker från 70-talet om näversöm. 



Książki z czystej ciekawości kupiłam. Doczytałam się, że robione tą techniką wczesne tekstylia w muzeach są z XVII wieku, użytku raczej kościelnego. Kawałek lnu napinano na ramie z kory brzozy, po czym wyciągano nitki i z wątku, i z osnowy. Po czym specjalną igłą i nićmi lnianymi się wyszywało ściegi, są ich podstawowe cztery rodzaje. Kolory haftu były zróżnicowane w zależności od regionu. Podstawowe wymiary to 30x30 cm, dłubanina niesamowita.

Johans farmor var en mästarinna på näversöm. När jag såg för första gången några dukar som hon gjort frågade jag om tekniken. Tyvärr var farmor så sjuk då att hon inte klarade att förklara något för mig. Så förblev det en gåta för mig i några år. Därför slog jag till och köpte dessa två böcker direkt. Nej, jag tror inte att jag kommer att göra något i den tekniken, den lär vara riktigt krävande och jag är dessutom ingen större fantast av dukar/prydnadsgrejer. För mig är det mer som ett oerhört intressant, gammalt hantverk som jag blev nyfiken på.

2013-08-04

Ljusterö


Dzień luksusowy, czyli spakować jedzenie, kawę, książkę i wynieść się na kilka godzin nad morze...

En riktig lyxdag... Att bara packa ner en matsäck, en bok och dra iväg till vacker natur....



2013-07-22

Króliczek (doświadczalny)

Postanowiłam się zaprzyjaźnić z moją maszyną do szycia. Wcześniejsze szycie zasłon, poszewek, skracania spodni i.t.d. chyba się nie liczy, więc na pierwszy ogień chciałam coś małego, szybkiego i odpornego na błędy. I uwaga - przeczytałam nawet zawczasu instrukcję obsługi, mimo, iż maszyna działała!!! :-P

Jag tyckte att det väl var dags att bli vän med min symaskin. Tidigare sydde jag lakan, gardiner, kortade ner byxben osv. Men nu ville jag sy något med form, som var snabbt och enkelt. Och det blev en Tildakanin.

"Oooo, robisz Frankensteina?" - by Wiadomokto.
"Oooo, ska du göra en Frankenstein?" - by Gissa Vem.

Materiały: stara lniana zasłona, dwie bawełniane serwetki z przeceny, nici znalezione w kuferku do szycia po babci Johana, odpady z fabryki mebli jako wypełniacz.

Wzór: z norweskiej książki Tone Finnanger "Påske med Tildas venner" ("Wielkanoc z przyjaciółmi Tildy"). Z norweskich opisów zrozumiałam jakieś 80 %, domyśliłam się 10 %, a dorobiłam na własne wyczucie pozostałe 10 % (dziwnym trafem Wszystkowiedzący tym razem nie  P O M A G A Ł). W oryginale zabawki są pomyślane raczej jako dekoracje - z guziczkami, rafią, drutami w uszach na sztorc. U mnie cel był zabawkowy, więc zrezygnowałam z naszywania czegokolwiek, coby Dziecina nie pożarła guziczka i nie wsadziła sobie w oko rafii, albo innego drutu.

Dobrze wiedzieć: znalazłam przydatne instrukcje na temat szycia tego typu rzeczy na blogu Käranån :-)

ALE: nie da rady kupić pojedynczego wzoru. Trzeba całą książkę, która w stosunku zawartości nie jest tania i mi raczej mało imponuje. Wzory się powtarzają, n.p. jest najpierw wzór króliczka, zaraz potem wzór zajączka - który się różni od króliczka tylko i wyłącznie uszami. Potem  jeszcze kilka razy autorka młóci ten sam pomysł w różnych wariacjach. To, że w wykazie materiałów nie ma Wysoko Specjalistycznego Narzędzia do wypychania części nadzieniem (czyli szczotki do butelek) wybaczam, ale zdziwiło mnie, że nie jest podane, ile materiałów trzeba mieć, żeby poszczególne części zabawki uszyć. To na pewno jest dobry pomysł na  wykorzystanie zalegających resztek, ale jak ktoś jest zielony w zakresie szycia (jak ja), to jednak przydałaby się konkretna informacja: "na zabawkę tyle, na ubranko tyle".

36 cm wysokości. W książce jest też wzór na mniejszego króliczka.//
Den blev 36 cm lång men i boken finns även ett mönster till en mindre kanin/hare.

Material: en gammal linnegardin, två tygservetter köpta på rea, en sytråd från Johans farmors syskrin samt spillbitar av fyllningsvadd som jag fått en stor säck av nyligen.

Mönster: från den norska boken "Påske med Tildas venner" av Tone Finnanger. Här har jag blandade känslor: jag ville gärna sy kaninen, så jag köpte boken. En hel bok, som jag egentligen ville ha ett enda mönster ifrån. Jag måste erkänna att jag blev måttligt imponerad av innehållet - många grejer upprepas och görs om lite grann, så fylls sidorna utan att man egentligen har nytta av dem. Sedan blev jag förvånad att det inte finns någon info om tygåtgång - är man en synybörjare, som jag, behöver man mer handfasta instruktioner. Å andra sidan - det blir ett perfekt tillfälle att bli av med tygbitar som man (kanske? :-) har undangömda hemma.

Bra att veta: mycket bra instruktioner med smarta sytips hittade jag på bloggen Käranån :-)

2013-07-17

Kocyki dwa



Nr 1

Teściowa na wiadomość o mojej ciąży: ponieważ ja taaakie rzeczy robię na drutach, to ona przecież nie będzie mogła robić sweterków i różnych innych ubranek, no bo ja przecież zrobię ładniejsze i co ona będzie wtedy robić, a ona tak bardzo lubi robić na drutach, a zwłaszcza dla dzieci, bo to idzie szybko i takie fajne, a tu nici z tego, bo przecież ja lepiej od niej robię na drutach... I tak dalej. Reakcja mnie zaskoczyła, ale zaczęłam jej tłumaczyć, że po pierwsze to nie konkurs, kto więcej, i ładniej, i szybciej. Po drugie ja nigdy rzeczy dziecięcych nie robiłam, a skoro ona tak, to ona wie lepiej, jakie modele i co jest najbardziej użyteczne. (A tak w ogóle, to jak ona obrobi dziecinę, to ja sobie w tym czasie coś dla siebie strzelę :-P). Najpierw ulga w głosie, po kilku tygodniach dostałam wiadomość, że produkcja kocyka już wystartowała.



Wzór: wiem tyle, że Svarta Fåret :-) Na zdjęciu przed blokowaniem.

Włóczka: Svarta Fåret, Baby Merino, 200 metrów na 50 gram. Druty 3 mm.

När svärmorn fick veta att jag var gravid blev hon orolig. Hur ska det gå, när hon tycker så mycket om att sticka barnkläder och mössor och sådant. Och jag är ju så duktig på att sticka, då är hennes grejer helt överflödiga (och sådant här i några minuter till :-). Jag blev överrumplad, förklarade för henne att det här verkligen inte var någon tävling. Dessutom hade jag ingen erfarenhet att sticka den här typen av plagg (Modeller? Mått? Hallå...) och hon visste säkert bättre än jag vad som skulle passa och fungera. Hon andades ut med lättnad, några veckor senare fick jag veta att en barnfilt var på gång :-)

Mönster och garn: Svarta Fåret, Baby Merino, stickor nummer 3. Jag vet ärligt talat inte så mycket mer, har inte frågat heller. I alla fall sa Birgitta att det var det allra största projekt hon någonsin hon gjort. Och det blev jättelyckat!

Nr 2

A mnie w międzyczasie dopadła bezsenność. W nocy, bo w dzień to N I E (położna na kontroli filozoficznie: "No kiedyś trzeba spać"). To co ja mam robić między drugą, a czwartą, jak jest jasno, tłuc się nie będę, nudzić się nie lubię i do tego mam zaawansowany Placenta Brain. Pojechałam do sklepu, kupiłam włóczkę, poogladałam wzory w domu i wystartowałam z kocykiem numer dwa.


Kocyk dłubałam raz na spotkaniu robótkowym. Jedna z pań popatrzyła i spytała (a może raczej stwierdziła?): "To twoje pierwsze dziecko?". Potwierdziłam, ale nie mogłam się powstrzymać: "A co, dla drugiego się takich rzeczy już nie robi?". Pozostałe obecne mamy tylko się uśmiechnęły i usłyszałam zgodne "NIE" :-)

Wzór: numer 028 z japońskiej książki "250 Knitting Patterns Book".

Włóczka: Drops Baby Merino, 100% wełny, 50 gram na  175 metrów. Druty numer 2,5 mm, czyli cieńsze, niż zalecane, ale ja chciałam trochę ściślejszą fakturę.

Czas: dwa tygodnie. Dla tych co myślą "Ale się grzebała": wzór jest na tyle prosty, że mogłam podczas dłubania czytać. Przerobiłam w ten sposób jednego e-booka po szwedzku oraz dwa tomy Kacpra Ryxa. Dla tych, co myślą "Ale szybko to poszło": sen od 1 do 2 w nocy, potem przerwa, potem sen od czwartej (jak dobrze poszło) do siódmej, potem przerwa itd. No cóż, traktuję to jako trening :-)

Och den gula filten är resultatet av mina sömnproblem... Sömnproblemen har jag alltså på natten, på dagen är det INGA problem (som min barnmorska konstaterade: "Någon gång måste man ju sova"). Eftersom något måste man ju göra mellan 2 och 4 samt 6 och 8 så åkte jag till Ljungqvist garn, köpte garn och började sticka på något som inte var så krävande.

Mönster: nummer 028 från den japanska boken "250 Knitting Patterns Book".

Garn: Drops Baby Merino. Jag tog stickor nummer 2,5 mm, ville ha en tätare struktur. Jag ville ha filten lite större men hann inte att komplettera med mer garn - det visade sig att färgen utgick!

Tid: Exakt två veckor. Mönstret var så pass enkelt att jag upptäckte att det gick alldeles utmärkt att sticka och läsa e-böcker samtidigt. På dessa två veckor avvecklade jag en bok på svenska och två på polska. Inte illa :-)



A tu kocyki dwa. W autentycznej, pojaśkowej kołysce, która na strychu przeleżała i odczekała na następne pokolenie :-) Odmalowana, z wymienionymi śrubami oraz utrojstwem do huśtania. Zapewne nie spełnia  ż a d n y c h aktualnych norm dzieciowych, co mi kompletnie nie przeszkadza :-)

Filtarna på Johans gamla, fina vagga. Vaggan har stått och väntat på i flera år. Nu är den nymålad och renoverad av svärmorn och hennes sambo. Så fint!

2013-06-19

Poszła żyrafa do fotografa


Obiecałam Cichej, że się poprawię z blogowaniem a tu mi znowu miesiąc zleciał... Nic to, teraz już obiecuję, że... :-)


Wzór: z TEGO BLOGA (po szwedzku). U mnie jest parę modyfikacji, na ten przykład grzywa miała być robiona w korkociąg. Mi ten korkociąg zupełnie nie podszedł, jakiś taki grubaśny wyszedł. Przymierzyłam pocięte nitki w różnych kolorach, którym Johan, jako były posiadacz długich, ufarbowanych na  czerwono włosów, przytaknął z zapałem. Grzywa więc jest w wariancie rozwianym wiatrem.

Włóczka: wiem, że tak zwani Ludzie tego typu rzeczy robią z akrylu. Jakie ja mam podejście do akrylów i tym podobnych chyba nie muszę wyjaśniać :-) Do tego chciałam, żeby zabawkę można było prać, także w końcu wybrałam bawełnę Dropsa Muskat. Do tego szydełko 1,5 mm. Musiałam robić bardzo, ale to naprawdę bardzo ciasno, bo inaczej żyrafka by się po prostu nie utrzymała na nogach. Czego skutkiem  było  wbijanie szydełka na siłę...

Mönster: från den här bloggen. Mönstret upptäckte jag när jag surfade runt på länkarna från ett av de tidigare avsnitten i Stickpodden :-) Eftersom jag inte virkat sådana grejer tidigare fick jag några problem, t.ex. manen kändes för grov och klumpig, Jag provade med några trådbitar, vilka passade bäst enligt Johan. Då blev det "vind i manen"-varianten istället.

Garn: jag vet att vissa använder akrylgarn. Men jag tycker INTE om akrylgarn, därför köpte jag Drops Muskat - det går ju att tvätta. Jag tog åt mig tipset från kommentarerna på bloggen, att man måste virka riktigt, riktigt tätt för att giraffen ska kunna stå på egna ben. Jag tog virknål 1,5 mm och då blev det tätt, kanske alldeles för tätt :-)



W tym krytycznym momencie skończyło mi się nadzienie, więc porzuciłam biedaczkę i pojechałam do tzw. miasta po resztę matriałów. Szczotka do butelek to nie jest szczotka do butelek, lecz Wysoko Specjalistyczne Narzędzie do ubijania farszu na twardo.

När jag nästan var klar tog fyllningsvadden slut. Jag hittade en rejäl förpackning på Ohlssons tyger. En flaskborste visade sig att vara ett riktigt bra verktyg för att fylla alla vrån med vadden. 

Ogólnie: zabawa fajna, ale piekielnie pracochłonna. Błędów trochę narobiłam, na ten przykład dopiero przy szyi załapałam, jak zmieniać kolor pasków, żeby "szew" na  szyi szedł prosto, a nie skręcał się w lewo. Następnym razem będę już wiedziała lepiej, co da mi niepowtarzalną okazję do zrobienia innych błędów :-)

Mina intryck: det var riktigt kul att göra den, det kommer säkert att vara fler leksaker. Dessutom vet jag nu hur jag ska virka för att undvika vissa fel - jag förstod först vid halsen hur jag skulle byta färg för att "sömmen" skulle gå rakt och inte vrida sig åt vänster.

Całość w dżungli. Wysokość 36 cm. // Giraffen är 36 cm lång.

...a teraz idę strugać Lego :-)

2013-05-18

Rock Island

Właściwie to ja bym wolała sweter. Norweski. Mam w głowie Konkretny Plan, i wzór, i model, i włóczkę. Ale na drodze realizacji planu stanął Brzuch o rozmiarze niewiadomojakim :-) A że dłubać coś trzeba, to w najbliższym czasie przewiduję wysyp szali maści wszelakiej.

Egentligen vill jag sticka en tröja. En norsk, som jag redan har tydligt och klart i huvudet – hur den ska se ut, vilken modell, vilka spännen vid halsen, vilket garn. Men nu, med magen, är det riktigt svårt att bedöma vad jag ska ha för storlek. Att jag läste sist att det kan ta upp till ett år efter att man har fått barn tills man återfår sin gamla klädstorlek (OM man återfår den såklart) har inte uppmuntrat mig heller :-) Då blev det en sjal istället.



Wzór: Rock Island. Miłość od pierwszego popatrzenia zaraz po publikacji, ale swoje musiał odczekać. Bardzo mi się spodobała jego konstrukcja - najpierw się robi koronkę brzegową, przy czym na początku każdego rzędu po prawej stronie robi się pętelkę (narzut, dwa razem). Potem się te pętelki podłapuje i już dalej wypełnia się wzorem trójkąt chusty. Patrzyłam w opis innej chusty, którą mam w planach (wiem, ale nie powiem, która :-P) i widzę, że konstrukcja identyczna. To, co mi się mniej podobało to to, że jest 1) trochę za mały i 2) jest trochę za dużo ściegu francuskiego (nudne prawe oczka, a że druty i włóczka cienkie, to nie bardzo można w tym czasie robić symultanicznie czegoś innego pożytecznego).

Druty: Hiya Hiya!!! Mam wyrzuty sumienia, jak otwieram moją szufladę i z jej głębi smutnie na mnie łypią faworyzowane do tej pory Knit Pro... Dopasowałam się do opisu i wzięłam numer cztery, dla mnie były w robocie dużo za grube jak do tej włóczki. No ale cel "duże dziury" takiego rozmiaru wymagał.

Mönster: Rock Island. Kärlek vid första ögonkastet. Den har en rolig konstruktion - först stickar man kantspetsen och på varje varv på rätt sida gör man en ögla. Sen plockar man upp öglorna och fyller i den trekantiga sjalformen. Jag har spanat på några andra sjalmönster och ser att det är ett återkommande sticksätt. Det som jag inte tycker om med Rock Island är: 1) alldeles för mycket slätstickning - garnet och stickorna var alldeles för tunna för att jag skulle släppa sjalen med blicken och göra något annat konstruktivt under tiden, 2) den är lite för liten.

Stickor: Hiya Hiya, Sharp. Jag har dåligt samvete när jag öppnar min sticklåda och ser mina hittills favoriserade Knit Pro... Jag har tagit nummer fyra, så som rekommenderat i mönstret. De kändes alldeles för klumpiga och för stora, men vill man ha stora hål så får man ta stora stickor.


Włóczka: Grignasco Merinosilk 25 (75 % merino, 25 % jedwabiu, 1400 m/100 g) kupiona w E-dziewiarce. Wcześniej już z niej robiłam Alpine Knit Scarf i mi się spodobała. Tym razem odcień 318, ciemny szafir/naftowy, ciemny dżins, coś w ten deseń.

Garn:  Grignasco Merinosilk 25 (75 % merino, 25 % silk, 1400 m/100 g). Jag stickade Alpine Knit Scarf med det tidigare och tyckte om det. Den här gången använde jag färgen 318 - petrol, mörk jeans, något åt den nyansen. 



Rezultat: ładny :-) Bardzo delikatny i zwiewny. Jak już pisałam trochę mały, ale na wiosnę w sam raz.

Resultatet: en otroligt skir, vårfin och delikat sjal!

2013-04-28

Supersized

Na koleżance w pracy przyuważyłam sweter. Jakoś tak głupio mi było ją atakować, ale w końcu się odważylam. Karin się bardzo ucieszyła, że mi się spodobał jej sweter i bez problemu mi go pożyczyła. Pod jednym warunkiem - jak zobię, to mam go wziąć do pracy i się pochwalić. Sweter do domu przyniosłam, przymierzyłam, wymierzyłam, zrobiłam szkic, żeby dopasować do siebie wymiary (przedłużone rękawy plus długość). Tak wyglądał oryginał na plaskacza:

En arbetskollega hade en fin tröja på sig. Först vågade jag inte men till slut samlade jag mod och frågade om jag fick låna den fina, gråa tröja som hon haft på sig för några dagar sedan. Karin tyckte att det var jätteroligt att jag tyckte om tröjan och lånade den till mig i några dagar. Hemma mättes tröjan, jag antecknade alla mått och skissade vilka ändringar jag skulle göra (längre ärmar så klart och en längre tröja i över huvudet taget). Så här såg det platta originalet ut:


Włóczka: oryginał (Zara) był z kaszmiru. Ja użyłam tego, co miałam w domu, TUTAJ pisałam o tej włóczce. Fleece Artist, ręcznie farbowana, 50 % Suri Alpaca, 50 % Blue Face Leicester, 600 metrów na 100 gram. Niestety już wycofana ze sprzedaży. Do przerobienia jej przymierzałam się z pięć razy, za każdym razem prułam spory kawałek. W końcu stwierdziłam, że musi po prostu odleżeć i poczekać na swój projekt. No i się doczekała - jak zobaczyłam sweter na Karin, to od razu wiedziałam, że to TO :-) Było pół kilo, ostał się jeden precelek i jeden połowiczny kłębek. Czyli jeszcze na jakiś szal wystarczy - tylko musi poczekać. Na swój projekt :-)

Druty: ja, zagorzała fanka Knit Pro, spróbowałam Hiya Hiya i... przepadłam. Uwielbiam ostre druty, a Hiya dostałam w wersji Sharp. No i moje ukochane, niezastąpione Knit Pro poszły w odstawkę! 

Model: czemu w stylu "Giezło Rozlazłe"? Bo w innych swetrach...

Garn: originalplagget (från Zara) var gjort av kashmir. Jättemjukt och skönt, tack och lov hade jag något jättemjukt och skönt hemma "i skafferiet" också :-) HÄR skrev jag om garnet, tyvärr lär det inte tillverkas längre. Handfärgat Fleece Artist, 50 % Suri Alpaca, 50 % Blue Face Leicester, 600 meter per 100 gram, enkelt tråd. Jag försökte sticka NÅGOT av det flera gånger, men varje försök slutade med att jag gav upp. Till slut la jag undan det, kom fram till slutsatsen att garnet helt enkelt måste vänta på sin tur. Och när jag såg Karins tröja visste jag direkt att turen har kommit nu :-) Det blev en härva och ett halvstort nystan kvar så det lär bli någon sjal så småningom ändå. Det får bara vänta på sin tur :-)

Stickor: jag, en stor Knit Pro entusiast, har provat Hiya Hiya. Och nu är jag Hiya-frälst! Jag har rundstickor, Sharp-version. Skarpa, av metall, maskorna bara glider på dem. Tyvärr går de inte att köpa här i Sverige...

Passform: varför så ledig? För att i alla mina andra tröjor...


...brzuch mi się już nie mieści :-) I tym oto sposobem się zgrabnie wytłumaczyłam z kilkumiesięcznego nieodzywania. W BARDZO dużym skrócie rzecz ujmując - mądrzejsza o ostatnie pół roku naprawdę nie polecam kombinacji "praca na cały etat - studia podyplomowe na pół etatu - ciąża" :-)

...får min mage inte någon plats längre :-) Det är bara en av de anledningar att jag inte har skrivit på så länge. För att göra en lång historia kort - jag rekommenderar inte kombon "heltidsjobb - halvtidsstudier på halvdistans - graviditet" :-)