2013-08-14

Migawki, cz. 2

4.


Ku mojej uldze zrobiło się 17 stopni. Wyciągnęłam więc skończone już kilka  tygodni wcześniej lniane wdzianko. Tak, wiem, że nic na zdjęciu nie widać, ale prawdę mówiąc, to jak stoję, to też NIC oprócz Brzucha nie widać. Dlatego zdjęcie na wisielca:

Sedan blev det plötsligt bara 17 grader. Då tog jag fram en tröja som har legat klarstickad i några veckor, men det hade varit alldeles för varmt för att ha den på. Nej, det syns inte så mycket på bilden, det syns faktiskt inte så mycket mer än min Mage även när jag stå upprätt, därav en bild på en galge:


Nowa technika: rękawy wrabiane od góry rzędami skróconymi. Korzystałam z logicznego, rzetelnego opisu na blogu Wydziergane przez K. Dziękuję! Na początku wydawało mi się, że główka rękawa będzie za bardzo spiczasta, ale się na szczęście mi się tylko wydawało :-)

Włóczka: 100 % lnu Kalinka, Karin Öberg, 320 metrów na 100 gram, poszło 354 gramy. Lnu się do tej pory bałam jak jasna cholera, jakoś tak miałam nieciekawe skojarzenia po przygodzie z bawełną (bleeeeh). Myślałam, że z lnu będzie się robić, jak ze sznurka na prezenty, a tu kompletna niespodzianka! Na początku a i owszem, lekko sztywnawe, ale w robocie płynne.

Druty: 3 mm do przerabiania lewej strony, i 3,5 mm do przerabiania prawej strony. Ponieważ robię lewe oczka luźniejsze, niż prawe, więc przy ściegu gładkim robią mi się żeberka. Ale gdy biorę dwie różne grubości drutów, to struktura widocznie się wyrównuje.

Model: jak oko poleciało, a drut wyhaczył. Miały być kompletnie inne poły przodu, ale oczywiście moja koncepcja przegrała z antykoncepcją grawitacji.

Pranie: uprałam w pralce, w normalnym płynie do prania, w siateczce do prania rzeczy delikatnych, bez środka zmiękczającego. Potem wsadziłam też w siateczce tak na chwilę (!!!) do suszarki. Doczytałam się mianowicie, że len dobrze po praniu trochę skurczyć, to gotowy wyrób będzie się mniej wyciągać. Suszarkę włączyłam i... na amen o swetrze zapomiałam. Jak już się wszystko wysuszyło i suszarka zapiszczała, to spłynęła na mnie Łaska Pamięci. Przerażona wyciągnęłam sweter, a tu zaskoczenie - mięciuteńki, lejący, ale nie rozlazły. Uformowałam na płasko, zostawiłam do ostygnięcia, doschnięcia i... jest lepiej, niż moje oczekiwania od początku :-)

Ny teknik: ärmarna är stickade uppifrån och ner med hjälp av förkortade varv. En fantastiskt fiffig teknik om man har en slätstickning!

Garn: lin! För första, men absolut inte sista gången. Jag köpte Kalinka från Karin Öberg förra året, men kom inte riktigt överens med mig själv vad och hur jag skulle sticka. Först trodde jag att det skulle kännas som om att sticka med ett presentsnöre, men jag hade fel!

Stickor: jag får lösare aviga och tätare räta maskor. Därför tog jag sticka 3 mm till aviga och 3,5 mm till räta, strukturen jämnade ut sig tydligt.

Modellen: tja, eget påhitt. Den skulle inte knäppas på framsida, det finns ingen mening med detta längre :-)

5.

Postanowiłam sprawdzić Inne Miejsce Jagodowe. Generalnie się raczej nie nastawiałam na większe zdobycze, gabaryty nie te :-) Tak więc siedzę sobie w krzakach...

Jag satt i blåbärsriset och svor tungt över: foglossning, andfåddhet, svullnaden, halsbrännan, you name it.


...klnę na rozmiękczone stawy, ból kręgosłupa, spuchliznę, zgagę, ale najbardziej to chyba na swoją własną głupotę. A tu drogą idzie pani. Jak tutejszy obyczaj nakazuje trzeba się było ładnie przywitać, porozmawiać o pogodzie, po czym wymienić poglądy o urodzaju jagód. (Według corocznej tradycji ja twierdzę, że jest bardzo dużo, a miejscowi, że nie ma w ogóle. I tak sobie żyjemy w symbiozie, a o logikę rozumowania mnie proszę nie pytać). W życiu pani nie widziałam na oczy, ale stoję i konwersuję, do zbierania jakoś mi się nie paliło. Pani do mnie, ze tutaj to już wyzbierane, ale tam dalej, w głębi lasu, jest o wiele więcej i po wczorajszym deszczu są duże. Ja jej na to, że zbieram tutaj i tyle ile dam radę,  bo w tej chwili nie jestem bardzo mobilna. Pani patrzy i pyta, kiedy planowana data. Na informację popatrzyła na mnie i zdziwiona: "I ty tutaj sama w lesie???. Po czym dodała: "Ja w poniedziałek pozbierałam drugie tyle, co mam tutaj w wiaderku, weź je sobie. Ja zbieram, bo lubię, ale już więcej mi nie trzeba". Yyyyyyy???? Słucham????

Tym sposobem pojechałam do lasu z dwoma pustymi pojemnikami litrowymi, a wróciłam z wiaderkiem 15 litrów wypełnionym do połowy... Przyjechałam do domu i stwierdziłam, że jutro bandażuję głowę, biorę kule i siadam pod jakimś bankiem :-))) Oczwiście próbowałam ustalić ze starszyzną, kim ta pani mogła być - może jakichś grzybów jej za dwa miesiące mogłabym jej podrzucić. Niby wszyscy się w wiosce znają, ale kim była owa pani póki co się nie dało dojść. Starszyzna opis dostała, pewnie będą z czystej ciekawości dociekać na własną rękę.

På skogsvägen förbi mig passerade en kvinna. Som man gör därnere i Småland började jag småprata med henne, om bärplockning, skogen och annat. Kvinnan sa att det inte fanns så mycket att plocka just där jag var, men längre inne i skogen var bären mycket större och finare. Jag förklarade att jag inte var så mobil längre och att jag tänkte bara plocka lite grann, för skojs skull. Då erbjöd denna snälla människa att jag skulle ta hennes egna hink, som var ca 15 liter stor och halvfull med bär! Jag trodde inte mina öron... När jag kom hem och beskrev henne för Johans familj (jag kan ju lika gärna dyka upp hos henne om några veckor med en rejäl kasse trattkantareller, tänkte jag) kunde de tyvärr inte komma på vem det kunde vara. Naja, de har signalementet, förhoppningsvis kommer gåtan att lösa sig :-)


I tak to na deser było ciasto okruszkowe...

Det blev smulpaj till efterrätt denna eftermiddag. 


A na kolację były raki. Tak się zastanawiam, czy jest jakaś inna potrawa na świecie, gdzie nie to, że można, ale wręcz trzeba przy jedzeniu mlaskać, ciamkać, siorbać, dłubać, jeść rękami i w dodatku oblewać się zalewą :-)

Till kvällsmat blev det kräftor. Jag undrar om det finns någon annan maträtt i världen där man SKA sörpla, smaska, pilla, äta med händerna och spruta runt med lag :-)

3 kommentarer:

  1. Wcale mnie ta życzliwość nie zaskoczyła,parę lat temu spędzaliśmy w Szwecji wakacje i mieliśmy tam "sąsiadkę", która organizowała nam wycieczki, podarowała nam komplet porcelanowych filiżanek-uwaga!- ręcznie malowanych przez swoją babcię. "Sąsiad" z kolei zaprosił nas "na wino" i opowiedział bardzo ciekawą historię okolic. Do dziś nie możemy wyjść z zaskoczenia. "Szwedzkie jagody", to oddzielna historia - w czasie drugich szwedzkich wakacji mieszkaliśmy prawie w lesie, a że jagód było w bród, to nawet je przerabiałam i mieliśmy zimą smaczne wspomnienia z wakacji. W tym roku byłam na jagodach w naszej puszczy i uzbierałam ich tylko tyle, że starczyło na jedno ciasto :(
    Obudziłaś tym wpisem miłe wspomnienia i się rozpisałam... Pozdrawiam serdecznie

    SvaraRadera
  2. Ujme to tak: mieliscie szczescie :-) Nawet rodzina Johana stwierdzila, ze czegos takiego by sie nie spodziewali. Ale fakt, ze w metrze/pociagu, jak zazwyczaj wszyscy nosy w ajfony i komputery, tak miejsca mi ludzie ustepowali. Takze to raczej aktualne okolicznosci spowodowaly naplyw uczuc :-)

    W zbieraniu jagod o to mi chodzi - smaczne wspomnienia z wakacji :) Nie ma to jak w lutowy, niedzielny poranek wyciagnac z zamrazarki pachnace sloncem maliny lesne :-)

    SvaraRadera
  3. Den här kommentaren har tagits bort av skribenten.

    SvaraRadera