2009-12-21

Wesołych Świąt - God Jul!


Kartki wysłane (i dostane :-)

Produkcja kartek miała być rozwiązaniem tymczasowym, a się porobiła tradycja. W tym roku miałam do dyspozycji: papier, stempel z motywem ostrokrzewu, czerwony sznurek, zieloną kredkę, czerwony mazak i klej. I ze zdzwieniem odkryłam, że dało się zrobić 7 różnych wersji :-)
Julkorten borde ha kommit fram nu...
Årets julkort blev gjorda med stämpel med motiv av järnek, papper, rött snöre, grön krita, röd penna och lim. När jag kom igång upptäckte jag att jag lyckades skapa 7 olika varianter :-)
***



Mieszkanie ubadylone...
Juldekorationer hemma...
***
Ulubione zimowe ciasto upieczone. Puchate, soczyste, o staroświeckim smaku szafranu, ośnieżone cukrem pudrem :-)
En ny vinterfavorit: saffranskaka (från 7 sorters kakor, sidan 59 :-). Saftig, fluffig och med den fantastiska gammaldags smaken av saffran :-)
***
...i to już ostatni wpis tym roku, więc życzę wszystkim
Wesołych Świąt i dobrego Nowego Roku!

...och det är årets allra sista inlägg :-) Därför önskar jag alla
God Jul och Gott Nytt År!

2009-12-19

Myyyy preeeeeciouuuuusssssssss


W jesiennym numerze Vogue Knitting (oj, przepraszam, Designer Knitting...) z 2007 znalazłam sweter z wzorami Fair Isle. Podobał mi się, ale wiedziałam, że techniki to mi nie wystarczy na taki projekt. Czapka była przymiarką, a że dobrze poszła, to wyciągnęłam gazetę, rozliczyłam pięknie wszystkie wzory do mojej własnej wersji i włóczki, no i zaczęłam dłubać. Długo się nie nadłubałam, bo wkrótce objawił się Autorytet Dziedzin Wszelakich z nieśmiertelnym pytaniem "CO ROBISZ?". Mówię, pokazuję, na co usłyszałam: "A jakieś inne wzory tego typu to są?". Wzięłam z półki książkę Sarah Don i wręczyłam mu ze złośliwym komentarzem "Ależ proszę bardzo!". Myślałam, że się go pozbyłam... Ale okazało się, że byłam w błędzie, bo po 10 minutach usłyszałam dziarskie:
I ett gammalt nummer av Vogue Knitting från hösten 2007 hittade jag en Fair Isletröja (egentligen två... men den första uppfattade jag som alldeles för svår...). Jag tyckte inte att min teknik skulle räcka till så jag gav upp med projektet då. Efter jag har stickat mössan tänkte jag att nu är det kanske dags att ta itu med något större :-) Jag tog fram tidningen, räknade ut, gjodre om grundmönstret, anpassade till mitt garn och började sticka. Då dök Johan upp, med hans eviga fråga "VAD GÖR DU?". Efter att jag förklarade och visade upp ritningarna hörde jag: "finns det andra mönster av denna typ?". Fnittrande räckte jag fram Sarah Dons bok till honom, jag trodde inte att han skulle ens kika i den. Men efter 10 minuter hörde jag:

"TEN! Pomarańczowy ma być tutaj, niebieski tutaj, a brązowy tu". Tym sposobem wszelkie rozliczenia poszły w las... Dodatkowo po zrobieniu drugiego rękawa odkryłam, że zrobiłam błąd we wzorze - górne ząbki przesunęłam o 3 oczka... Odcięłam rękaw na wysokości górnych pomarańczowych czworokątów, złapałam wszystkie oczka, zrobiłam poprawnie wzór i doszyłam do górnej części rękawa graftingiem.

"Det HÄR! Det blåa ska du ha här... och det bruna garnet här!". Nåja, mina ritningar och mätningar behövde jag inte längre... :-) När jag var klar med den andra ärmen upptäckte jag att jag gjorde fel i mönstret: delen med de övre "vågorna" flyttade jag med 3 maskor... Jag ville inte repa upp hela ärmen, därför åkte saxen fram - jag klippte av vid de oranga fyrkanterna i övre delen, stickade rätt och sydde sedan ihop med den övre delen av ärmen med grafting.

Tradycyjnie pokazuję lewą stronę :-)

Avigsidan ser ut så här.

A tu prawa strona, na mnie, na sześciostopniowym mrozie i w padającym śniegu. Zaczęłam 30 października, w ostatnim tygodniu co wieczór wplatałam luźne końcówki nitek. Wełna 100%, Marks & Kattens , 127 metrów na 50 gram, druty 3 i 3,5. W robocie włóczka była dość sztywna, ale po praniu (i bardzo długim suszeniu - ciepły więc będzie) zmiękła. Co w końcowym rozliczeniu przyczynia się do ogólnego bardzozadowolenia ze swetra :-)
Tröjan med rättsidan utåt, på mig och ute i kylan och snön :-) Jag började sticka tröjan den 30e oktober, den allra sista veckan gick åt att väva in alla lösa trådar. Ull från Marks & Kattens, 127 meter per 50 gram, stickor 3 och 3,5. När jag stickade kändes garnet lite stelt men efter tvätten blev dock ullen _mycket_ mjukare och fylligare. Och då blev jag ännu mer nöjd med tröjan :-)

2009-12-09

Martha Argerich

Rozdanie nagród Nobla zawsze poprzedza koncert w Filharmonii. Koncerty są bardzo oficjalne, z dress code, hymnem szwedzkim, królem we własnej osobie oraz laureatami nagród oczywiście. To, co mnie w tym wszystkim najbardziej interesuje, to zasada, że solista na ten koncert jest - powiedzmy - starannie wybierany. W tym roku padło na Martę Argerich - jedną z czołowych pianistek na świecie, z Koncertem G-dur Ravela. A za którego to koncertu drugą część to ja bym się dała posiekać. W całości :-)

To był trzeci koncert Argerich, którego słuchałam na żywo. I trzeci, z którego wyszłam zachwycona jej klasą. To, jak gra, jest niesamowicie wyważone - żeby było słychać solowy temat w orkiestrze w drugiej części wyciszyła swoja partię. Ale do tego przepięknie zgrała barwę fortepianu z brzmieniem innych instrumentów; mimo minimalnej dynamiki fortepian nie znikł - to, co było słychać, to krystaliczne, czyste przebłyski... W opisie utworu spotkałam się z określeniem the jazziness of the concerto. Argerich i to umiała pokazać, a jej techniczna perfekcja umożliwiła granie z nieprawdopodobną swobodą i lekkością. Efekt prostoty był tak przekonujący, że podczas mojej rozmowy z jakimś Anglikiem na przerwie zostałam spytana, czy ten koncert jest trudny. Bo jak Argerich to gra, to wszystko tak łatwo wygląda... :-)

Tutaj można posłuchać tej mojej ukochanej drugiej części (na wtorkowym koncercie pianistka robiła mniejsze rubato - co mi osobiście się trochę bardziej podoba :-):
...och igår hamnade jag på Nobelkonserten i Konserthuset :-) Martha Argerich, en av de absolut bästa pianisterna, spelade Ravels konsert. Det var tredje gången som jag fick chansen att gå och lyssna på henne och återigen blev jag helt imponerad av hennes klass. Allt hon gör är otroligt balanserat; jag beundrade den enkelhet och lätthet som hördes i hennes tolkning, samtidigt som jag visste hur krävande stycket egentligen var... Nedan kan ni lyssna på andra satsen i Ravel, en av mina favoriter :-)


2009-12-08

Regina Spector

Jej płytę Begin to Hope przyniósł do domu Jasiek. Puścił zachwycony, a ja? Zatykając uszy i jęcząc "Aaaaaaaaaa" zwiałam z pokoju. Następnym razem ta sama płyta została włączona w samochodzie na autostradzie, a stamtąd to ja nie miałam dokąd uciec :-) Nie dało rady, musiałam jej wysłuchać i... z każdym kawałkiem topniałam i byłam Reginą coraz bardziej zachwycona. Gdy okazało się, że będzie grała koncert w Sztokholmie, to natychmiast kupiliśmy bilety.

Koncert miał dwie części - w pierwszej grała z zespołem (wiolonczelista, skrzypek i perkusista, skład ciekawy :-) i tu były utwory z jej najnowszej płyty. W drugiej części był materiał z Begin to Hope, czyli grała sama: na gitarze basowej, fortepianie, syntezatorze oraz drewnianym krześle (lewa ręka fortepian, prawa krzesło, śpiewała i do tego elementu beat boxu :-))). Jak zazwyczaj nie lubię tego typu koncertów (bo są szumy, jest inne brzmienie, inne efekty i tym podobne marudne zrzędzenie :-), tak tym razem stwierdziłam, że TEN koncert był lepszy niż płyty :-) Co mi się w niej podoba? Co i jak gra, oczywiście, ale poza tym jej głos. Słuchając jej zastanawiłam się, ile technicy muszą ją "czyścić" na nagraniach. Po tym koncercie stwierdzam, że niewiele - ona nie tylko ma dużą skalę, ciekawą barwę, ale i niesamowitą kontrolę nad tym, co z tym głosem robi. Ma niezwykłą energię, co momentalnie widać mniej więcej jedną sekundę po tym, jak się pojawia na scenie. No i na żywo widać, że się świetnie muzyką bawi i ma odwagę - w trakcie jednego z bisów zespół się z nią zupełnie rozminął. Ze śmiechem przerwała, podała im tempo, razem weszli i jechali dalej. Po prostu widać, że to jest talent i osobowość, a nie kolejny plastikowy produkt znudzonych menadżerów :-)
Igår var vi på Cirkus och lyssnade på Regina Spectors konsert. Först spelade hon låtarna från sin allra sista skiva Far, sedan var det dags för materialet från Begin to Hope. Jag är helt förtjust i henne; jag tycker om hennes stil, musik och den speciella rösten. När man lyssnar på hennes skivor undrar man hur hon egentligen sjunger "det där", men på en konsert blir allt så självklart och enkelt... Hon sätter sätter alla toner helt rent, har fantastiskt kontroll över sin röst. Dessutom kommer fram hennes sprudlande personlighet kommer så fort hon dyker upp på scenen. En helt fantastisk konsert och en rejäl energikick var det :-)


2009-11-22

Gdzie czaple zimują - Sol, hägrar och en tunika.

Ciemno, zimno i ponuro. Pani w telewizorze powiedziała, że w sobotę będzie słońce. Potem w gazetach napisali, że w sobotę będzie słońce. A żebym nie przeoczyła tej unikalnej okazji, to jeszcze znajomi mi przysłali smsy, czy oby na pewno wiem, że w sobotę będzie słońce. Było :-)
Trist, grått och mörkt. När jag fick veta under veckan att det skulle bli sol på lördag bestämde jag mig för att gå runt Råstasjön: av någon anledning brukar hägrar övervintra just där. Jag tycker att de är en av de absolut snyggaste fågelarterna och då var det bara att ta fram kameran :-)

***

A tu już pogoda dzisiejsza, czyli "normalna". Tunika zaczęta w maju, skończona we wrześniu, pozszywana w październiku, wciąganie nitek i pranie na początku listopada, sfotografowana dzisiaj rano... 75% moheru, 25% jedwabiu, Kid Silk Dropsa. Nieprawdopodobnie miękka i lekka, więc sfotografowanie jej jest trochę trudne - wygina się tak, jak jej pasuje, a nie mi :-) W zamierzeniu miał to być najprostszy, poprawiający humor otulacz w cukierkowych kolorach, do picia ulubionej herbaty, jedzenia rogalików i słuchania ciekawej książki. Po dzisiejszych testach stawiających te niezwykle wyśrubowane wymagania stwierdzam, że cel został osiągnięty :-)
Min nystickade tunika i den "korrekta" ljussättningen idag. Jag började att sticka den i maj, blev klar i september, sydde ihop i oktober, drog in trådarna och tvättade den i november... 75% mohair, 25% silke, Drops Kid Silk (köpt i butiken på St. Eriksplan för ett trevligt kampanjpris i maj). Tunikan är otroligt mysig, skön och lätt - så lätt att det blev svårt att plåta den, den böjer sig och viker som den vill :-) Jag tänkte mig ett mycket enkelt plagg som jag har på mig en söndagsmorgon när jag äter hembakade gifflar, dricker mitt favoritthé och lyssnar på en bok. Tunikan testades imorse och det verkar som att den håller dessa uppskruvade krav :-)

2009-11-06

Myszoptica ma mnie na oku :-) - En utmärkelse och en sommarutflykt


Dziękuję :-) Wiem, że według reguł powinnam przesłać wyróżnienie dalej. Ale jak tu sprawiedliwie wybrać między tymi wszystkimi ciekawymi blogami, na które regularnie wpadam i na których (bardzo nieregularnie) zostawiam komentarze??? :-)
Jag har fått en trevlig utmärkelse från Myszoptica. Jag väljer dock att inte skicka den vidare; hur ska jag välja mellan alla dessa intressanta bloggar som jag besöker och där jag (oregelbundet) lämnar kommentarer? :-)

***
Sierpniowa wycieczka w Góry Pieprzowe i do Sandomierza. Kierowcy, a zarazem fundatorowi lodów o smaku czosnkowym po raz kolejny pięknie dziękuję :-)))

En utflykt i somras när jag var hemma hos mina föräldrar: Pepparbergen (ett mycket gammallt bergsmassiv, ca. 500 milioner år) och en stad i närheten, Sandomierz.



***






***


2009-11-02

Sokolov 2

A co ty, groupie jesteś? - spytał mnie Niezawodny na wiadomość, że znowu idę na koncert Sokołowa. No wychodzi na to, że jestem, bo tym razem kupując bilety nawet nie sprawdziłam, co będzie w programie. Na parę dni przed koncertem stwierdziłam jednak, że wypadałoby sprawdzić cokolwiek, żebym nie siedziała jak zdziwiony kołek przez bite 2 godziny. Sprawdziłam więc, co będzie i oczy mi wypadły. Program się składał tylko z dwóch utworów, ale za to jakich... Sonata Schuberta DV 850, a potem Sonata Schumanna f-moll op. 14 (dla mniej zorientowanych w temacie: normalni ludzie tego nie grają :-)))
Obgryzając paznokcie razem z palcami siedziałam na sali i czekałam na koncert. A tu wychodzi pani, która zazwyczaj ludziom przypomina, że trzeba wyłączyć komórki (niektórym i to nie pomaga, niestety...). Tym razem oznajmiła, że jest zmiana w programie: zamiast trzech części Schumanna Sokołow ma zagrać cztery; ta dodatkowa część opublikowana była tylko w pierwszym wydaniu tego utworu (grzebałam w poszukiwaniu, o co chodzi, ale się nie mogę dogrzebać...). No jasne, jak się już gra taki program (a potem jeszcze poprawia sześcioma bisami), to jedna część więcej kompletnie nie ma znaczenia :-)))
Nie lubię się powtarzać; to co napisałam o nim w zeszłym roku podtrzymuję w całości, a nawet jeszcze bardziej. Ale zaczęłam się zastanawiać nad innym aspektem, a dokładniej wrażeniem o koncercie jako całości. Myślałam i myślałam
, co mnie tak w tej muzyce zachwyciło. W końcu wymyśliłam: dojrzałość. Po pierwsze dojrzałość jako pianista - żeby być w stanie technicznie zagrać taki program, od początku do końca i udźwignąć to czysto fizycznie. Po drugie - dojrzałość jako człowiek. Fascynuje mnie umiejętność znalezienia i w granych utworach i, przede wszystkim, w sobie samym takiego ładunku i takiego spektrum emocji. A potem jeszcze trzeba te emocje umieć urzeczywistnić i przekazać... Po trzecie dojrzałość jako artysta: on pozwolił sobie na zestawienie bardzo nietypowego programu, a mimo tego (a może dlatego? :-) sala była zapełniona. Jak zwykle u niego słychać było pewność interpretacji; on wie, że ludzie przyjdą na jego koncert, bo są ciekawi, jak _on_ to zagra...
För två veckor sedan var det dags för en konsert av den ryske pianisten Sokolov
igen. Jag var på Konserthuset och lyssnade på honom förra året, då blev jag helt förtjust i hans spel. Årets upplevelse var ännu starkare - han spelade ett mycket svårt program (dessutom följt av sex extranummer...). Mig fascinerar han med sin mognad - som pianist, som människa och som artist. En helt oförglömlig kväll, helt enkelt...

2009-10-28

Head diameter: 54 cm

Najpierw Gunilla
poleciła gazetę. Tak ogólnie ją poleciła, a że ja akurat tej gazety nigdy nie miałam w rękach, to stwierdziłam, że trzeba osobiście sprawdzić, co zacz. W
gazecie była czapka, która mi się spodobała, i w dodatku techniką Fair Isle, którą już dawno chciałam rozgryźć. Wyciągnęłam resztki alpaki z jaśkowego szalika i zaczęłam dłubać. Czym oczywiście stworzyłam nowe pole popisu dla pytań Dociekliwego. Zaglądając mi przez ramię spytał, co robię. Pokazuję wzór, tłumaczę, na co padło pytanie: ale dlaczego robisz czapkę, która ma mieć średnicę 46 cm??? Popatrzyłam w opis no i...
Gunilla rekommenderade en tidning, som jag aldrig hade sett eller bläddrat i innan. Jag blev mycket nyfiken och köpte den. Där hittade jag en Fair Isle-mössa och eftersom jag hade velat att prova på tekniken under en längre tid tog jag fram det garn som blev kvar efter Johans halsduk
och började sticka mössan. Johan blev såklart nyfiken och även han började läsa mönstret. På hans min syntes det att något inte stämde, till slut kom frågan: "Varför vill du sticka en mössa som har diameter på 54 cm?".


...racja :-))) Obśmialiśmy się obydwoje, ale widać było po rozmiarach ściągacza, że czapka raczej będzie jednak na człowieka, a nie na młodego słonia :-)

Japp, han hade rätt :-) Ett tryckfel! Tack och lov kunde man se redan på resårens mått att mössan skulle passa snarare mig än en liten elefant :-)

Carin, ekspertka od wzorów wrabianych, pokazała mi chyba rok temu, jak się prowadzi nitki w tego typu wzorach. Jak zobaczyła moją czapkę w zeszłym tygodniu, to po pierwsze się zdziwiła, że ja tą technikę pamiętałam, a po drugie, że tak starannie powplatałam nitki. Dlatego z dumą prezentuję lewą stronę :-) Większość dyndajłowych końcówek do zdjęcia już była powciągana, ile ich naprawdę było, to...
Carin på Hurtigs visade för mig (för ett år sedan? :-) hur man stickar med flera färger på ett smidigt sätt. Hon blev förvånad att jag kom ihåg detta och tyckte att jag gjorde ett bra arbete med att väva in trådarna (TACK, Carin!!! :-). Därför presenterar jag STOLT den aviga sidan :-) På bilden ser man bara en liten del av de lösa trådarna, hur många de var från början...

...sobie samemu można policzyć :-) Jak już napisałam użyłam resztek z innej robótki, musiałam dokupić motek żółtej włóczki. Czarnej alpaki w Przydasiach nie miałam i byłam dosyć pewna, że nawet, jeżeli ją kupię, to do niczego innego jej nie będę używać. Zastąpiłam ją więc naszym Kashmirem, 100% wełny (identyczny metraż z alpaką :-). Blokowanie, jak widać na zdjęciu, wykonałam na balonie i metodę polecam! W sumie robótka mała, szybka, kolorowa i łatwa, czyli coś w sam raz na moje znękane ostatnio aj-kju :-)
...kan man räkna själv om man vill :-) Som jag skrev tidigare använde jag Drops alpacka från ett annat arbete. Stickningen var både rolig, färgglad, enkel och snabb, något som jag tyckte mycket om nu. Dessutom är jag helt såld på Fair Isle nu... vilket känns liiite farligt... :-)

2009-10-25

d)

Ostatnia część alfabetu obrusowego, czyli resztę materiału podzieliłam na 6 serwetek i obrobiłam mereżkami. Ponieważ Kompletny Brak Podstaw Teoretycznych podpieram z wdziękiem i entuzjazmem Zupełnym Brakiem Praktyki, więc trochę czasu mi to zajęło :-) Aha - wiem, że obiecałam wkleić większe zdjęcie samego obrusa - próbowałam coś z tym zrobić, ale w ciemnościach zdjęcia wyszły tak paskudne, że ja się do nich nie przyznaję...
Den allra sista delen i mitt dukalfabet: sex servetter gjorda av tygresterna och sydda med hålsöm. Lite tid tog det såklart, men det var ett skönt sätt att träna både tålamod och ödmjukhet :-)

2009-10-14

Pręty do blokowania. - Blockningsvajrar.

Tak, jak obiecałam: pręty do blokowania. Druty stalowe, proste jak drut (no chyba, że ktoś ma szal o kształcie koła, to pewno można użyć drutu prosto ze szpuli ;-), długość 1 metr, średnica 1,5 milimetra. Nadziewamy obiekt blokowany na drut, mocujemy do podłoża szpilkami - jak widać wystarczą dwie szpilki zamiast stu dwudziestu :-) Jeżeli coś wyszło nierówno, to po prostu przesuwamy pręt razem z całym pakietem, a nie bawimy się w przypinanie od nowa (Swallowtail na zdjęciu jest tylko przykładowo; nie blokowałam go jeszcze w ten sposób i naprawdę _widać_ różnicę :-). Moim zdaniem druty spokojnie mogłyby mieć długość 1,5 metra, absolutnie nie dłuższe (problem z przechowaniem plus będą się wyginać przy nadziewaniu). Mam nadzieję, że odpowiedziałam na pytania i wątpliwości, miłego dnia :-)
Efter mitt sista inlägg blev det lite frågor om blockningsvajrar. Jag vet att ganska många av er redan har sådana, jag skaffade mina nyligen. De är 1 meter långa, diametern är 1,5 milimeter; jag köpte dem på Marias garn och är riktigt förvånad varför jag inte skaffade sådana tidigare :-)

2009-10-11

Liście i mgła. - Löv och dimma.


***






PS: Bardzo dziękuję za wprawiające mnie w samouwielbienie komentarze o Nielaminarii :-) Obiecuję wszystkie druty obfotografować i dokładnie wyjaśnić w ciągu najbliższych kilku dni; dzisiaj znowu się szwędałam (czego rezultat powyżej :-) i już na przyzwoite śwatło się nie załapałam...

2009-10-10

You talkin´ to me?!


Rączy Żółw, czyli Mały Zwierz z Dużym Charakterem. On po prostu WIE, że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie trawnika. I że do tej trawy trzeba ruszyć galopem :-)
Den Lilla Sköldpaddan med Den Stora Personligheten! Han vet att gräset faktiskt ÄR grönare på andra sidan av gräsmattan. Och att dit ska man galoppera :-)
***
Doganiania zaległości ciąg dalszy: przepiękniasta Laminaria Olgi przesądziła sprawę :-) Wyciągnęłam włóczkę z Przydasiów, nabrałam oczka, zrobiłam kawałek i...
Jag fortsätter med att avsluta alla mina gamla påbörjade projekt och idéer. Laminaria spanade jag en lång tid på men Olgas undesköna sjal avgjorde till slut :-) Jag tog fram stickorna, ett nedhamstrat garn, la upp maskorna, började sticka och...


...no zaraz, zaraz, przecież ten wzór nie jest symetryczny!!! Może na cieniutkiej włóczce nie byłoby tego tak widać, ale na mojej, dosyć mięsistej i z połyskiem różnica była wyraźna. Chwilę pomyślałam, spróbowałam, co wymyśliłam w zakresie przekręcania oczek i...
...upptäckte att mönstret inte var symmetriskt. Kanske skulle det inte synas på ett garn utan lyster och lite tunnare. På mitt lite tjockare, "köttigare" garn med silke kunde man se det alldeles för tydligt. Jag vred maskorna på den vänstra stickan och stickade de tillsammans framifrån...


...podziałało :-) Tym sposobem przekręcałam te piekielne oczka przez cały Blossom Chart... Następne schody się zaczęły przy robieniu koronkowych wykończeń. Nie podeszły mi one mianowicie ani trochę. Po prostu zwiewne dziurawce do włóczki o tej strukturze mi zupełnie nie pasowały. Znowu musiałam pomyśleć i postanowiłam, że wykończyć chustę pazurkami, dokładnie tym wzorem, którym się cały projekt zaczyna i zakończyć na prosto.
...och det funkade alldeles utmärkt. Jag forsatt att vrida på maskorna genom hela Blossom Chart (oj, vad roligt... NOT :-). När jag kom upp till spetsarna blev det tvärstopp. Garnet skulle inte räcka till och dessutom tyckte jag inte att sådana skira spetsar passade till den struktur som jag fick genom att använda mitt garn. Beslutet var ganska snabbt ändå - jag fortsatt helt enkelt med de små stjärnor som man börjar sjalen med och avslutade med helt raka kanter.

Włóczka Sea Silk z Handmaiden, produkcja kanadyjska, ręcznie farbowana. 400 metrów na 100 gram, 70% jedwabiu, 30% sea cell. Tym razem do blokowania użyłam stalowych prętów i ujmę to tak: rewelacja! Po pierwsze o wiele szybciej, po drugie pierwsze o wiele prościej, po trzecie pierwsze o wiele równiej :-)
Så här blev den :-) Garnet är Sea Silk från Handmaiden, handfärgat. 400 meter per 100 gram, 70% silke, 30% Sea Cell. Den här gången använde jag mina blockningsvajrar (nyinköpta på Marias garn) och måste erkänna att blockningen gick 1) snabbare, 2) enklare, 3) jämnare. Rekommenderas varmt, mao :-)

2009-09-25

...a o grzybach? - ...om svamp?

...o grzybach chcecie? :-)

...vill ni läsa om svamp? :-)


Chropiatka cuchnąca. Można używać do farbowania wełny :-)

Busksvamp. Vad fin den är! Jag har hört att det är en bra svamp för att färga ull med :-)


Lejkowce dęte - tutaj uważane za rarytas. Trudno je znaleźć, ale jak się trafią, to w ilościach przyprawiających o zbuntowaną reakcję "ooo nie! ja już nie zbieram ani jednego!" :-) A że takie czarne? No jakby takie czarne nie były, to by tak pięknie nie kontrastowały z...
Massor av svart trumpetsvamp. Svåra att hitta men när man väl hittar en plats då undrar man hur mycket svamp det egentligen kan finnas på ett och samma ställe... Färgen skapar en fin kontrast med...

...curry i kurkumą w zupie grzybowej (bulion, podsmażone grzyby, cebula, śmietana, ocet z czerwonego wina, no i przyprawy oczywiście; pomysł z książki johanowego idola kucharskiego Jensa Lindera). Miłego weekendu! :-)

...curry och gurkmeja i en soppa enligt Jens Linders recept från boken "Långkok" :-) Trevlig helg!

2009-09-20

Shosholosa

1) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 2) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 3) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 4) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 5) Nigdy więcej...
1) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 2)
Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 3) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 4) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 5) Aldrig mer...
***
Wiem, że miałam cicho siedzieć i nie pisać...
...a Wy mieliście nie czytać! A tu licznik sobie cyka i cyka... :-)))
Ja, jag vet att jag skulle sitta tyst och inte skriva. Men familjen protesterade. Ivrigt. De vet nämligen inte vad jag hittar på och det känns tydligen liiiite läskigt :-) Och eftersom jag har en grej som är klar ändå så gör jag ett uppehåll från mitt uppehåll; hoppas ingen misstycker...
***

Z ciekawszych rzeczy w pracy wyłożyli instrukcje, co trzeba robić na wypadek pandemii: należy pracować jak zwykle oraz się nie zjawiać, jeżeli ma się objawy grypy. A stojący (jeszcze i póki co) na nogach mają grzecznie brać dodatkowe godziny za tych, co już leżą. Optymizm bijący z mejla od szefostwa był powalający... Szczepić w każdym bądź razie mają wszystkich mieszkańców Sztokholmu i okolic.
Ale, ale, do rzeczy (w tym przypadku to od rzeczy może raczej). W czerwcu na wyprzedaży kupiłam włóczkę. Co prawda na kupowanie nowych motków miałam szlaban, ale skusiłam się, bo nigdy z czegoś podobnego nie robiłam: cieniowana wełna i w dodatku o ciekawej strukturze. Zaczęłam grzebać po Ravelry i doszłam do wniosku, że jedyne, co jestem w stanie z tak małej ilości zrobić i w dodatku da się to robić w autobusie (bo wtedy mam czas), to My So Called Scarf. Dłubanie spodobało mi się, ale szybko się okazało, że włóczki na taką długość szalika, jak ja chciałam, jest o wiele za mało... No to trzeba dokupić. Pierwszy sklep - już nie nie mają. Drugi sklep - nigdy nie mieli. Trzeci sklep - może będą mieli. Na moje radosne pytanie "Kiedy?" odpowiedzieli "Najwcześniej za miesiąc". W czwartym sklepie pani się uśmiechnęła i pokręciła głową - o tą włóczkę w ogóle nikt nie pyta. No paczcie, paczcie jaka ja się oryginalna nagle zrobiłam... W internetowych sklepach nici - ale nie te, które ja akurat potrzebuję. Włóczka jest duńska, więc pozostały mi tamtejsze sklepy. A i owszem, znalazłam bez problemu, ale jak zobaczyłam koszty przesyłki, to osłupiałam... Nie lubię zostawiać rozgrzebanych rzeczy, więc po stwierdzeniu no i będziesz miała nauczkę jednak (zgrzytając zębami) potrzebną mi
ilość ściągnęłam.
I juni tog jag in en sväng till Panduro, de hade rea och dessa skyltar reagerar min hjärna starkt på. Naja, det visade sig att i ett hörn låg några nystan Cocoon från HPgruppen. Jag tyckte om färgerna och kom fram till slutsatsen att på rea kan man köpa ett konstigt garn som man är nyfiken på och som man aldrig stickat av. Trots att man VET att man egentligen inte behöver något nytt garn och man vet att garnet itne räcker till något större... Då blev det 3 nystan.
På Ravelry började jag leta vad som skulle kunna stickas av detta garn, förutsättningen var dessutom att stickningen ska vara pendel/bussvänlig (ni vet, sådana tonåringar med något jättetjockt garn som stickar på pendel med ett helt fascinerat uttryck på ansiktet och viftar helt vilt med
sina bambustickor nummer 12 så att INGEN, men ABSOLUT ingen vågar sätta ner sig på sättet bredvid :-))). Naja, det blev ett snabbt beslut, My So Called Scarf. Ganska fort insåg jag dock att tyvärr, till den längd som jag vill ha måste jag absolut skaffa mer garn. Panduro först - nej, de hade inget kvar. Sedan några stickbutiker i stan, ingen hade det inne... Nätbutiker - nix, garnet är danskt då återstod bara att hitta någon dansk internetaffär. En sådan lyckades jag hitta snabbt, men när jag såg försändningskostnaderna... mamma mia, det skulle gott räcka till några nystan till... Men att lämna halsduken och - ännu värre - glo genom fönstret på väg till Huddinge och tillbaka hem - naja, valet var avgjort till slut. Då blev det ett paket med garn (och två miniaturgodis :-) från Danmark. Och dessutom ett förbud mot att köpa garn på rea...



Włóczka: Coats/HPgruppen, Cocoon, kolor numer 49, 7 motków. Plusy: świetna struktura, mięciutki, w ogóle nie gryzie (ale ja z tych mało zgryźliwych jestem, więc się proszę za bardzo nie sugerować), ciepły, a wzór przyjaźnie autobusowy :-) Minusy: struktura, bo się trzeba pilnować, żeby nie rozszczepić nici podczas robienia, niestety mam też powody przypuszczać, że się będzie cholernik jeden mechacił.
No i w dużym skrócie cena szalika wyszła raczej w katogorii luksusowa, a nie przecenowa... Arrrrrrghhhhhhh.....
Cocoon från Coats, färg nummer 49. Trevligt att sticka för att: den har en fin struktur, är mjuk, varm och sticks inte. Mönstret var perfekt till en halvtimmesresa. Lite mindre trevligt: återigen strukturen, för att man måste vara försiktig med att inte klyva sönder garnet när man stickar. Och dessutom tror jag att den kommer att rufsa till sig (ni vet, inte noppigt, men förlorar fastheten ändå).

***

Jak się jedzie do pracy, to można albo dłubać na drutach, albo na ten przykład śpiewać. Raz mi się jakaś szwedzka miła piosnka przyplątała w metrze i zaczęłam sobie nucić, na co pan siedzący obok na mnie dziwnie popatrzył. Artystycznie kontynuowałam w domu (no wiecie, taki kawałek, który utyka w głowie i się go pozbyć nie można,
tutaj ciekawy link o tym zjawisku), na co Johan z rozbawieniem mnie spytał: A co ty śpiewasz? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie wiem, ale bardzo bym się chciała dowiedzieć. Na co on rechocząc mnie oświecił: Przecież to psalm, który się śpiewa na pogrzebach!

Nnno tak... od tamtej raczej siedzę w autobusach cicho, lepiej dłubać jednak szaliki na drutach... Więc śpiewanie zostawiam komu innemu - tytułowa Shosholosa to pieśń robotników południowoafrykańskich jadących do pracy w kopalniach:
När man åker till jobbet kan man sticka eller sjunga. Jag sjunger inte (längre... :-) på bussar men här kan man lyssna på sång som arbetare i Sydafrika sjöng på väg till gruvorna:




...98) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 99) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 100) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży.
...98) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 99) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 100) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea.

2009-09-03

Landmannalaugar - Skogar (4)


Dzień - 8 - Dag

Fimmvörduhals - Skogar

W nocy wiatr zaczął się uspokajać... I bardzo dobrze, bo gdyby się okazało, że jednak by nas musieli ściągać, to nie zobaczylibyśmy jednego z najbardziej malowniczych odcinków tej trasy. Wyjaśnię to tak: jak w jakiejś okolicy jest wodospad (albo i nawet wodosik), to miejsce staje się momentalnie pułapką turystyczną. Natomiast na trzynastokilometrwym odcinku do Skogar jest ponad 20 wodospadów, więc nawet najbardziej wybrednemu turyście któryś z nich się może spodobać:
På natten började vinden lugna ner sig. Det var fortfarande blåsigt och molnigt på morgonen, men det var inte omöjligt att ta sig ner till Skogar i dessa väderförhållanden. Och bra var det också - om vi verkligen hade blivit tvungna att åka ner i bilar skulle vi missa en av de vackraste och mest pitoreska vandringssträckan. Hur ska jag förklara... Om det finns ett vattenfall någonstans, oavsett dess storlek, blir det genast en turistfälla. Under dessa 13 kilometer ner till Skogar kunde man se över 20 vattenfall:






No a najlepszy dowód na to, że schodzi się (mocno) w dół to roślinność i pasące się owce bardzo wysokogórskie.

Det bästa beviset att man går ner - först kommer tillbaka växtligheteten. Och sedan dyker upp alla får :-)


Reykjavik



Po takim spacerze byliśmy trochę zmęczeni :-) więc zostaliśmy jeszcze 2 dni w Reykjaviku. Wybraliśmy się między innymi na morze, żeby zobaczyć wieloryby. Niestety wporównaniu z zeszłym rokiem klapa - udało nam się zobaczyć tylko płetwale karłowate, a i to z daleka... Według pana objaśniacza na statku płetwale pływają samotnie, nie w stadach (czyli jak się widzi, to tylko jednego) i w dodatku są szybkie, do 60 km/h (czyli jak się takiego zobaczy, to on i tak zaraz zwieje). W Islandii już wtedy zrobiła się wczesna jesień i mniejsze gatunki podobno już zniknęły.

Po drodze do portu wzrok mi zaczepił o jakichś marynarzy w charakterystycznych, wielkich czapach. Rosjanie, ani chybi... ale jakoś nie mogłam skojarzyć, co to może być. Podeszliśmy bliżej, zobaczyłam charakterystycznie pomalowane burty. No tak...

Efter vandringen stannade vi kvar i Reykjavik i två dagar, jag ville åka på en valsafari. I jämförelse med förra årets utflykt blev det inte mycket att hänga i jugranen - vi såg bara en art, vikvalar och på ett ganska lång avstånd. Ledaren berättade att vikvalar bildar inte flockar, simmar ensamma (dvs. även om man hittar arten, så är det bara ett djur) och dessutom är de snabba, upp till 60 km/h (dvs. även om man ser dem, så simmar de iväg mycket fort). Det var redan tidig höst på Island och de andra arterna har simmat iväg till andra områden.


På väg till hamnen såg jag några sjömän i karakteristiska, höga hattar. De där hattarna hade jag sett innan, tänkte jag, men kunde inte riktigt associera något vettigt. När vi kom närmare visade sig...


...Kruzensztern! Coś przepięknego!!!

...Kruzenshtern i all sin prakt!!!

***

Olga - tack snälla för din trevliga kommentar :-) Du har helt rätt - utsikterna var sagolika. Sanningen är att även den bästa fotografen med den bästa kameran inte kan återspegla i 100% det som man kunde se med egna ögon där. Island har en helt fantastisk natur, helt enkelt! :-)

Jag måste även förklara varför jag inte använde diakritiska tecken när jag skrev alla platsnamn i inläggen om Island: det gick tyvärr inte! Jag skrev med deras bokstäver tecken i det alla första inlägget och då meddelade blogger att det var helt fel... Lite synd, tycker jag!

Po pierwsze się tłumaczę, dlaczego nie użyłam znaków diakrytycznych w pisowni islandzkich nazw. Próbowałam, ale się po prostu nie dało - blogger mi nie przepuścił literek i poinformował o błędach w HTML-u (Nie, nie wiem jakich błędach. I nie chcę wiedzieć :-)

Kocurek - napisała, że podobno na Islandii noce są krótkie. To zależy kiedy :-)))

Kruliczyca - na Islandii na piechotę nie tylko się da, ale i trzeba, bo w niektóre miejsca po prostu inaczej nie dotrzesz. Są odcinki w głębi kraju, które dostępne tylko latem i tylko w samochodach z napędem na cztery koła. Czasami trzeba nawet i z takiego samochodu wysiąść i kawałek podejść :-)

Widoki - a i owszem, obłędne, jak się trafi na dobrą pogodę. No ale ta reguła to raczej obowiązuje we wszystkich górach :-)

Jedzenie - Johan puchnąc z dumy bardzo dziękuje! W takich warunkach mieć tego typu żywność to był najczystszej wody luksus. Oczywiście można się odżywiać inaczej - spotkaliśmy trójkę Niemców, którzy szli z Akureyri do Skogar, czyli coś około 250 kilometrów, włączając w to góry i pustynie. Spytaliśmy ich, jak oni rozwiązali sprawę jedzenia, no bo na trzy osoby nieść przez kilkanaście dni żywność to przecież bardzo duże obciążenie. Na co Niemcy nam opowiedzieli o swoim jadłosposie - rano musli na wodzie, a wieczorem mus ziemniaczany z sosem z torebki. Co trzeci dzień tabliczka czekolady dzielona na trzy osoby. I TYLE. Oczywiście czy się wytrzyma taki wysiłek, czy się padnie jak kawka, zależy też od ogólnej kondycji i - ekhem - początkowej zawartości tłuszczu w organizmie. Oni dali radę, ale ja podejrzewam, że moje nogi na takiej diecie odmówiłyby współpracy już pierwszego popołudnia...

Myszoptica - jest takie ładne polskie wyrażenie szlajać się :-) Ja się szlajać zawsze lubiłam, a że z Johanem to klasyczny przypadek "trafił swój na swego", to urlopy mamy takie, jakie mamy. Chociaż - po tej wyprawie Johan spytał mnie entuzjastycznie: "Kochanie, to gdzie chcesz wędrować w przyszłym roku?". Moja ponura odpowiedź brzmiała: "Na Krecie. Z pokoju hotelowego do basenu...". Ale on za dobrze mnie zna, żeby w to uwierzyć :-)

***

... i tym optymistycznym wpisem zawieszam niestety pisanie bloga. Powód? Banalny, ale dopiekający - czyli koszmarny brak czasu. Muszę w tej chwili się skupić na innych rzeczach i na przyjemności po prostu brakuje mi doby.

Wszystkim, którzy tu zaglądali, bloga czytali i komentowali, ogromnie i pięknie dziękuję :-)

...och med detta inlägg avbryter jag tyvärr mitt bloggande tills vidare. Anledningen är tidsbrist - jag måste koncentrera mig på andra saker helt enkelt; har mindre och mindre tid och energi för stickning och andra nöjen... Då passar jag på och tackar alla som har kikat förbi, läst och lämnat en trevlig kommentar - ETT STORT TACK! :-)

2009-08-28

Landmannalaugar-Skogar (3)

Wczoraj wróciłam z Polski, już teraz będę bardzo stacjonarna :-) Bardzo dziękuję za komentarze, odpowiem na pytania i wszystko wyjaśnię zbiorowo po ostatnim wpisie o Islandii.


Dzień - 5 - Dag
Botnar - Torsmörk

W schronisku Alftavatn spotkaliśmy między innymi rodzinę holenderską, parę Francuzów no i pięcioosobową grupę Hiszpanów. Wszyscy grzecznie sprzątali po sobie w kuchni, pytali, czy jeszcze ktoś chce wrzątku i byli bardzo mili... do czasu, do czasu... Bo w nocy wyszło szydło z worka :-) Okazało sią mianowicie, że jeden z Hiszpanów chrapie. I to JAK!!! Tak głośnego rzężenia, charczenia, dławienia się to ja nigdy nie słyszałam... Długo się zresztą tego słuchać nie dało, więc przepełzłam w śpiworze niczym gąsienica do plecaka, wykopałam zatyczki do uszu i tym sposobem udało mi się przespać całą noc.

Rano weszliśmy do kuchni, gdzie zastaliśmy już Holendra. Ten pogwizdując beztrosko Always Look on the Bright Side of Life był zajęty zmywaniem naczyń w lodowatej wodzie. Ale gdy do kuchni weszli Hiszpanie przerwał szorowanie garnka i zagaił: I have one question for you... WHO WAS MAKING THE NOISE LAST NIGHT??? Takiego ataku zbiorowego śmiechu chrapiący Hiszpan się nie spodziewał. Kolega winowajcy oznajmił chytrze: "Wiem, kto to, ale ja chcę żyć i nie pokażę palcem", a żona zaprotestowała z oburzeniem: "Ale w nocy chrapały przynajmniej jeszcze dwie inne osoby!". W każdym bądź razie Holender zaczął się zastanawiać, jak ten niewątpliwy problem rozwiązać: albo na trasie do następnego schroniska zdarzy się mały wypadek, albo trzeba będzie wybudować jeszcze jedno schronisko, gdzie wstęp będą miały tylko i wyłącznie osoby, które nie chrapią.

My miejsca w schronisku Botnar nie mieliśmy, więc o dalszych pomysłach Holendra dowiedzieliśmy się dzień później od rozchichotanych Francuzów. Hiszpanie mieli z Botnar do Torsmörk wyjść wcześnie rano, żeby złapać popołudniowy autobus do Reykjaviku. Ale niezawodny Holender w całej swej życzliwości doradził Hiszpanom, że skoro tą trasą idzie się około 6 godzin, a poranny autobus jedzie o koło 7 rano, to najlepiej niech wyjdą ze schroniska o północy. W ten sposób na pewno dojadą do Reykjaviku na czas, a i innym dadzą się wyspać. Rada ta, aczkolwiek genialna w swej prostocie, ze zrozumieniem Hiszpanów się nie spotkała. Tak więc następnego poranka wyruszyli do Torsmörk pozostawiając za sobą schroniskowych współspaczy półprzytomnych i zastanawiających się, jakim cudem takie odgłosy wytrzymuje żona Hiszpana.

I vandrarhemmet Alftavatn träffade vi bland annat en holländsk familj, ett par francoser och en grupp spanjorer på fem personer. Alla städade efter sig i köket, frågade om någon ville ha kokande vatten och var mycket artiga och trevliga... fram till natten. För att då visade det sig att en av spanjorerna snarkade. Och HUR han snarkade - jag hade aldrig hört något liknande... Det gick helt enkelt inte att sova, jag kröp över till min ryggsäck, tog fram mina öronproppar och först då somnade jag...

På morgonen gick vi in till köket. Där stod holländaren och diskade en kastrull i det iskalla kranvattnet. Han verkade vara mycket glad och visslade bekymmerslöst Always Look on the Bright Side of Life. Men när spanjorerna dök upp i köket avbröt han och tilltalade dem: I have one question for you... WHO WAS MAKING THE NOISE LAST NIGHT??? Det blev en skrattexplosion, en annan från den spanska gruppen sa att han visste men han inte skulle berätta för at han ville leva. Frun till den skyldige killen protesterade att det var ju åtminstone tre killar till som snarkade (vilket som faktiskt stämde :-). Dock tyckte holländaren att problemet måste lösas på något sätt: antingen skulle det hända en liten olycka på väg till Botnar eller så måste man bygga ett vandrarhem till, där bara personer som inte snarkar ska få inträde.

Vi fick ingen plats i Botnar-vandrarhemmet så de fnittrande fransoserna berättade om holländarens kamp mot snarkandet. Spanjorerna skulle nämligen gå ut från Botnar till Torsmark tidigt på morgonen för att hinna med Reykiavikbussen samma eftermiddag. Holländaren hade dock en bättre idé - eftersom etappen skulle ta ca 5-6 timmar att gå föreslog han att den spanska gruppen ska lämna vandrarhemmet redan vid midnatt. Då skulle de både hinna till morgonbussen som gick runt 7 på morgonen samt de andra gästerna i vandrarhemmet skulle få äntligen sova. Tyvärr gick spanjorerna inte med på förslaget och lämnade Botnar först på morgonen. Och lämnade alla undrande hur den snarkande killens fru står ut med detta otroliga ljud...


Dzień - 6 - Dag
Torsmörk



Stwierdziliśmy, że przed następnym etapem należy nam się dzień odpoczynku. Tak więc w Torsmörk tylko połaziliśmy po okolicy podziwiając piękne formacje skalne. Pogoda była cudna, więc mieliśmy nadzieję, że następnego dnia, na trasie o dosyć stromych podejściach, nam się poszczęści.
I Torsmörk blev det en vilodag. Vi gick bara lite runt och beundrade de vackra klippformationer. Vädret var underbart och vi hoppades verkligen att det skulle hålla sig - nästa dags etapp var igen upp mot bergen, inklusive vandring på snöområden.
Dzień - 7 - Dag
Torsmörk - Fimmvörduhals

...ale się niestety nie poszczęściło. Wychodzę rano ze schroniska i... pada. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle kontynuować trasę, czy też złożyć broń i wracać do Reykiaviku. Po śniadaniu stwierdziliśmy, że przeprawiamy się przez rzekę Krossa, idziemy do schroniska-bazy Bazar, tam się dowiadujemy o dokładną prognozę pogody i dopiero wtedy podejmujemy decyzję.

Nej, det blev tyvärr inget bra väder... När jag klev upp och gick ut på morgonen var det regningt och kallt. Vi började fundera om vi skulle åka tillbaka till Reykiavik istället. Till slut bestämde vi oss at vi går över flogen till vandrarhemmet Basar, frågar om väderprognos där och först då beslutar om vi fortsätter eller avbryter vandringen.


Wymarzone wakacje, czyli zdejmujemy buty i w sandałach brodząc po łydki przełazimy przez rzekę ze stopionego lodowca... Najpierw się człowiek pociesza a nie taka zimna ta woda... po czym się czuje ból. A potem to już się nic nie czuje :-))) Zdjęcie robiłam na wysepce między głównym nurtem rzeki (po lewej stronie), a jej odnogami. Nad głównym nurtem położony był most, nikt by przez tak wartką wodę nie przeszedł. W schronisku można było sobie pooglądać album z kolekcją zdjęć samochodów, które przez rzekę przejechać chciały, ale im się to BARDZO nie udało...

W Bazar znaleźliśmy opiekuna schroniska i szczegółowo go wypytaliśmy. Rześko nam oznamił, że będzie padać i będzie wiało, ok. 15 metrów na sekundę. Ale to dopiero koło 16, my do tego czasu na pewno do schroniska dojdziemy. Trasa jest wery najs, tak, jest dobrze oznaczona, nie, nie jest niebezpieczna i tak, są łańcuchy. Jeżeli nie jesteśmy pewni, to on nam da numer telefonu do schroniska, możemy zadzwonić z trasy, jeżeli coś się będzie dziać i mamy do niego zadzwonić, jak już dotrzemy na miejsce. Wysłuchaliśmy tej mowy ku pokrzepieniu serc i stwierdziliśmy, że w takim razie idziemy.

Drömsemester, dvs. vada i sandaler över en flod från den smälta glaciären... Först tröstar man sig - nej, det är ju inte SÅ kallt... Sedan känner man att det gör ont. Och sedan känner man ingenting. Bilden är tagen från en liten ö mitt i floden, huvudströmmen är till vänster och där fanns det en bro. Tack och lov, ingen människa skulle klara att gå över där... I vandrarhemmet fanns det två album med bilder på bilar som inte klarade att ta sig över floden under vårperioder...

Vi kom fram till Basar, hittade
warden och frågade om väderprognosen. Han tyckte inte att vi skulle oroa oss - det skulle förvisso blåsa ca 15 meter per sekund, men först runt 16-tiden. Och då skulle vi redan vara framme i vandrarhemmet Fimmvörduhals. Han tyckte att etappen var mycket trevlig, inte alls svår, bekräftade att det fanns kedjor, men om vi kände oss osäkra kunde vi ringa upp Basar och eventuellt få hjälp. Han ville dessutom att vi skulle ringa honom när vi kommer fram till Fimmvörduhals.



Przeszliśmy przez odcinek zwany w przewodnikach niemieckich "koci grzbiet". Czyli ścieżka o szerokości no coś koło metra, z stromymi spadkami po prawej i po lewej stronie..

I början gick det ganska smidigt, vi klarade "kattryggen" dvs. en mycket smal stig uppe med väggarna rakt neråt på båda sidorna utan problem.


Wszystko było w porządku, trochę wiało, no ale tego się raczej należało spodziewać w tak ukształtowanym terenie. Doszliśmy do miejsca na zdjęciu i ja z uznaniem oznajmiłam Jaśkowi: ty, ale tu musi wiać, skoro te skały są tak ukształtowane! Okazało się, że miałam rację:

Vi kom fram till stället på bilden och jag sa beundransfullt till Johan: Du, det måste blåsa rejält här om klipporna är så pass skulpterade!



Przywiało. Mniej więcej po 10 sekundach po zrobieniu tego zdjęcia leżałam na ziemi wypłakując i wypluwając piasek. Po chwili się uspokoiło, zaczęliśmy znowu iść, ale szybko się okazało, że prognoza pogody, którą dostaliśmy, jest delikatnie mówiąc nieścisła... Wspinaliśmy się pod górę na przemian po kamieniach, piasku i grząskim śniegu. Chwilami świeciło ostre słońce, cały czas wiał przewracający i nie pozwalający oddychać wiatr i do tego padało - o ile padaniem można nazwać deszcz, który siecze poziomo... W pewnym momencie deszcz zamienił się w kryształki lodu - dostać czymś takim w twarz i w nogi to był po prostu okropny ból. Byliśmy dość blisko schroniska, więc wiedzieliśmy, że po prostu musimy tam dojść..

Ja, jag hade helt rätt... Ungefär 10 sekunder efter jag tog denna bild låg jag nere på marken, hostade och grät i ett (helt misslyckat) försök att bli av med all sand i munnen och ögonen... Det lugnade ner sig efter en tid men det visade sig snabbt att den väderprognos som vi hade fått nere milt sagt stämde inte.... Vi gick uppför, på stenar, sand, snö. Solen sken, samtidigt blåste en stark vind då man inte kunde andas normalt, man tappade balansen och regnet kom horisontellt. Sen ändrades regnet till iskristaller, tro mig att få det rakt in i ansiktet gjorde otroligt ont... Trots allt detta var sikten relativt bra, vi såg vandrarhemmet och därför kändes det lättare att ta sig fram dit.

Udało nam się! Zrobiliśmy coś ciepłego do picia, rozgrzaliśmy się i przede wszystkim zadzwoniliśmy do Bazar. Opowiedzieliśmy, co się działo, ich odpowiedź brzmiała: w takim razie nie puszczamy nikogo więcej na trasę. Mniej więcej po godzinie wpadła para Niemców. Dziewczynę wiatr przewrócił na trasie... Myśleli, że nie dojdą, nie planowali noclegu w schronisku, tylko iść dalej, ale gdy zadzwonili do bazy usłyszeli stanowcze: macie się stamtąd nie ruszać!

Po jakimś czasie zauważyliśmy cztery osoby zmierzające w stronę schroniska. Okazało się, że byli to Kandyjczycy. Z miejsca nam oznajmili, że dużo wędrowali, ale czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Towarzystwo było zgrane i wesołe, składało się z majestatycznego Papy Pata, jego syna Colluma oraz Glena i jego żony Sary.

Panowie po przyjściu się przebrali, Glen na wszelki wypadek już w piżamę. Ale po jakimś czasie usłyszeli, że jednak potrzeba będzie więcej śniegu do gotowania jedzenia. Tym sposobem po śnieg wyruszyła malownicza procesja: na przodzie, dzierżąc w objęciach aluminiowy gar, majestatycznie sunął Glen we furkoczących na wietrze flanelowych gaciach z nadrukiem HOCKEY NIGHT. A za nim, w szortach i japonkach, po śniegu i kamieniach kicał Collum, dzielnie pobrzękując równie aluminiowym czajnikiem z pokrywką. Widok był przedni :-)))

Jak już się wszyscy najedli, to okazało się, że w podstawowym wyposażeniu wędrowców niezależnie od ich narodowości jest flaszka czegoś mocniejszego. A w takich okolicznościach ludzie zazwyczaj się robią bardzo rozmowni. Kanadyjczycy opowiedzieli, że schodzili trasy w Kanadzie i USA; podobno jest bardzo przyjemnie, tylko trzeba uważać na niedźwiedzie. Jak jest brunatny, to pół biedy, ale jak grizzly, to w dużym skrócie przerąbane. No a najlepszym sposobem na niedźwiedzie okazuje się ich po prostu nie ściągać do obozowiska: nie wolno myć zębów pastą, używać dezodorantów, żywność trzeba wieszać na drzewach w bezpiecznej odległości od namiotu. Jak się idzie na trasie i napotyka misia, to trzeba się spokojnie wycofać. Na co niezawodny Collum poinformował: a ja prawie wszedłem na niedźwiedzia, był ode mnie o odległości półtora metra i jadł coś. Jak mnie zobaczył, to się nastroszył, po czym... wrócił do jedzenia. Zacząłem odchodzić, ale pomyślałem "a co tam", wyciągnąłem aparat i zacząłem mu robić zdjęcia!

Wiatr dalej sobie duł, Kanadyjczycy zapewniali rozrywkę, a koło ósmej wieczorem Johan zadzwonił do bazy po nową prognozę pogody. Z urywków usłyszeliśmy "wietrznie... przelotne opady", na co ryknęliśmy śmiechem: czyli co? Huragan? I będzie padało cały dzień? Johan odłożył słuchawkę i oznajmił, że pogoda powinna się do jutra poprawić. Ale jeżeli się nie poprawi, to będą musieli wysłać pomoc i nas ze schroniska ściągnąć...

Ungefär en timme efter vi nådde vandrarhemmet kom ett par tyskar. Tjejen blåstes omkull uppe på leden, de hade inte haft avsikten att stanna kvar över natten men ändrade sig. När de ringde ner till Basar fick de höra att de absolut inte skulle fortsätta med sin vandring ner till Skogar utan stanna kvar i
Fimmvörduhals...

Vi sat
t och pratade då vi såg att några stycken till var på väg mot vandrarhemmet. Det visade sig vara en grupp på fyra kanadensare. Lite senare berättade dem att de hade vandrat mycket, både i USA och Kanada, men aldrig tidigare hamnat i något liknande och konstigt oväder. Det blev en lång kväll med vinden blåsande och ylande ute... Kanadensarna berättade om sina vandringssträckor, sina möten med björnar och jag var verkligen förundrad över deras sätt att vara - väldigt avslappnade, sköna människor... Framåt kvällen ringde Johan upp Basar och frågade om väderprognosen till nästa dag. Vi tjuvlyssnade men hörde bara: blåsigt? skurar? Då började vi garva - hur skulle man tolka det? Som en tyfon? Och dessutom spöregn hela dagen? Johan la på luren och berättade att vädret lär bli bättre nästa dag. Men om det inte blir det då måste de skicka hjälp för att ta oss ner...