2018-06-30

Letni kocyk, czyli o tym, jak nie poszłam na koncert Perahii.


Potrzebny był lekki, mały kocyk na wieczorne spacery, albo coś "do narzucenia" w czasie drzemki (kilkugodzinnej, na mamusi). Wymyśliłam sobie, że ma być koniecznie w zygzaki i z mieszanki bawełny z wełną. I powstało coś takiego:


Wzór: chevronowych dziecięcych kocyków na Ravelry od groma i jeszcze trochę. Ja rozliczyłam wzór po swojemu, bo chciałam mieć wyraźne "żeberka", a oczka dodawane bez narzutów. Raport na 19 oczkach.

Włóczka: w sierpniu zeszłego roku kupiłam bilet na koncert w maju tego roku. Murray Perahia, czyli Idol Z Czasów Młodości, więc się nie mogłam doczekać. A tu na jakiś tydzień przed wydarzeniem przyszedł mejl - koncert odwołany. Perahię miał zastąpić inny amerykański pianista, za którym ja akurat nie przepadam. Ta zniewaga nowej włóczki wymaga... Poszłam do Filharmonii i oddałam bilet. Perahia miał paskudne problemy z palcem kilka lat temu (zaciął się nutami, czego rezultatem było kilka lat przerwy w graniu). Spytałam pana w kasie, czy to było powodem odwołania koncertu. Pan nie wiedział, ale potwierdził, że "poszła" cała trasa.

Tak więc prosto z Filharmonii udałam się do Makeri 14. Jeżeli ktoś się wybiera do Sztokholmu na wycieczkę, to warto zajrzeć. Sklep jest w Gamla Stan (czyli Stare Miasto), więc trudno nie trafić. Między innymi mają Coast, czyli 55 % merynosa i 45 % bawełny, 350 metrów na 50 gram. Ja robiłam podwójną nitką na drutach 3,5 mm. Kolory nie są jednolite, a gotowa dzianina ma rustykalną fakturę. Po praniu mięciuteńka.


W ramach wykańczania wymyśliłam sobie śliczne, słodkie, malutkie, okrąglutkie, puchate pomponiki na szpicach brzegowych. Zrobiłam jedną kuleczkę, zaczęłam kręcić drugą...

Gdy to ujrzał Rag, to zbladł.
Już wiem, co ja będę jadł!

No cóż. Wyciągnęłam obślinionego, przerzutego szczura zamiast pomponika z wydającej oburzone odgłosy paszczy i jednak odpuściłam...


Kocyk już przetestowany na spacerze. I na drzemce na mamusi też. A Perahii mi zostało posłuchać z płyty...

2018-06-25

Na podstawie...

Zaczęłam tak dawno temu, że sama nie pamiętam kiedy. Do tego kompletnie nie szło mi robienie, dopadł mnie syndrom drugiego rękawa, nie miałam czasu jechać do centrum po guziki, zaczęłam robić coś innego i tak dalej.


Włóczka: zarówno "ach" i "buuu". Malabrigo Arroyo, kolor Chircas, 306 metrów na 100 gram. Skuszona kolorami zamówiłam z Love Knitting. Potem się (niesłusznie) przestraszyłam , że mi zabraknie na wykończenia, a wiadomo, jak to jest z ręcznymi farbowańcami. Dokupiłam jeszcze jeden precelek, a tu okazało się, że farbowania się wstrzeliły idealnie.

Kolory to piękne, leśne odcienie zieleni z pasmami fioletowego. To właśnie one były przyczyną zakupu - mimo, że to superwash (czyli dla mnie "buuu"). Pooling mimo zmiany motków odnotowałam, ale się nim jakoś nie przejęłam. Wielkie "ale" to dla mnie okropne mechacenie. Sweter jest golony, strzyżony, ale cały czas widać na nim meszek. Poza tym, jak na super wash przystało, już się lekko powyciągał. Tak więc w przyszłości Malabrigo, jako materiał dla mnie, odpuszczam zupełnie.

Wzór: zobaczyłam Walnuss projektu Ankestrick, spodobała mi się konstrukcja karczku (contiguous) z marszczeniami i trzeba było sprawdzić, co zacz. Tak wygląda przód:


...a tak tył. Widać "zaszewki" przy karku na tym zdjęciu:


Co do samego wzoru, to jest on bardzo porządnie rozpisany. Różne rozmiary są podane w tabelkach, więc wybieramy swoją kolumnę i jedziemy. Od czasu do czasu jest upomnienie w stylu "Nie zapomnij o dziurkach na guziki".


Ja początek zaczęłam po bożemu według instrukcji, ale im dalej w las, tym mniej patrzyłam w opis. Mogę spokojnie powiedzieć, że z oryginału mam tylko karczek - reszta to kompletny frilans. No bo nie podobały mi się zaszewki po bokach, fruwajce u dołu, dekolt się kończył nie w tym miejscu, rękawy muszę mieć 10 centymetrów dłuższe, niż 99 % populacji, więc nie mogę zwężać, jak w opisie, jak do sweter bez ściągacza u dołu i tak dalej. Oczywiście szwy też muszę mieć, więc pojechałam fałszywymi, które później zszyłam. Takie to jest moje kupowanie wzorów - wybieram, co mi się z techniki podoba, a reszta i tak po swojemu i wedle uznania.


Dziergadło skończyłam z ulgą, ponosiłam trochę i... dopiero wtedy się polubiliśmy. Wyszedł fajny, codzienny sweter. Jeszcze jedna włóczka z Przydasiów (tak, tak, super wash) chyba zostanie więc wykorzystana do tego wzoru :-)

PS: Uprzedzam ewentualne pytania: tak, będą opisy pozostałych rzeczy ze stosiku :-)

2018-06-23

Ale się porobiło...


...czyli udłubki ostatnich miesięcy. Jedyna korzyść z dłubania symultanicznego jest taka, że wszystko jest gotowe na raz :-)


Od dołu: ragowy kocyk własnego pomysłu, sweter wełniany rozpinany własnego pomysłu, rozpinany sweter Bohus, wzór modyfikowany oraz sweter rozpinany, karczek continguous z kupionego wzoru, reszta frilans.

Aktualnie na drutach chusta, a w planach na lipiec karne szycie :-)