2016-09-04

Myrten Grön



TADAAAM!

Wzór: Myrten Grön, czyli "Mirt zielony", zestaw kupiony tutaj: Angoragarnet. Tak w ogóle to ta pani, co farbuje zwolniła się z pracy jako kapitan lokalnego portu. Po czym zajęła się hodowlą królików na cały (ale chyba raczej więcej, niż cały) etat.



Techniki (oprócz tych, o których pisałam we wcześniejszych wpisach):
  • "Fałszywe szwy": uwielbiam szwy. Sweter bez szwów to nie sweter. Ale co zrobić w robionych na okrągło, jak ten? Po bokach i na rękawach robiłam lewe oczko w miejscu, w którym normalnie bym zszyła. Według Zimerman trzeba te lewe oczko potem spruć i zrobić w tym miejscu łańcuszek, tak jak filmie:


Ja zobiłam po swojemu; pojechałam graftingiem, czyli tak, jakbym normalnie zszywała poszczególne części.


  • Zszywanie kudłatą, cienką nitką jest mało ciekawe. W związku z tym wzięłam ociupiiinę balsamu do włosów i przejechałam palcem po nitce w trakcie do zszywania. O wiele lepszy poślizg i łatwiej się pracowało.
  • Technika na przyszłość, podpadtrzona na norweskiej grupie. BARDZO trudno mi było nabrać oczka na listwy guzików na karczku: grubo, bo dużo nitek, do tego zabezpieczone końcówki, do tego miejscami nierówne oczka i tak dalej. Norweżki wplatają w trakcie robienia nitkę w kontrastowym kolorze - coś jak fastryga wzdłuż kantu pomagająca utrzymać jedną linię przy nabieraniu oczek.

Aha, potwierdzam na 100 %, że steeki robione szydełkiem są o wiele łatwiejsze w wykończeniu niż te obrabiane maszyną do szycia. Nigdy więcej maszyny do tego celu :-)

Druty: 2 mm do ściągaczy, 2,5 mm do reszty. Jak już będę robić kolejny, to jednak naprawdę się zastanowię, czy nie wziąć 2,75 mm do samego karczku. Próbka wzoru mi wyszła 33 oczka na 10 cm.


Co jeszcze? Kupowałam w zaprzyjaźnionym sklepiku guziki. Właścicielka popatrzyła na sweter, uśmiechnęła się i spytała: "Pewnie masz tak dość, że już nigdy czegoś takiego więcej nie zrobisz?" Na co ja spontanicznie, że a i owszem, już u męża zamówiłam prezent urodzinowo-gwiazdkowy :-)

Także plany a i owszem, są. Tylko dopadł mnie problem krajów rozwiniętych, czyli weź i się babo zdecyduj. Na ten przykład...

 "Okna gotyckie"
 "Czerwona krata" 
"Wielki kołnierz koronkowy"
"Blada poświata"
"Szara mgła"


Nic to, jeszcze trochę czasu do zimy jest :-)

2016-08-15

Przecięte



Filozofia tak zaawansowana, że jak się ochłodziło, to wzięłam nożyczki i przecięłam :-) Obrabiany szydełkiem kant podwija się grzecznie, także nie trzeba będzie się bawić w żadne tasiemki. Po prostu podłapię i przyszyję ręcznie.

Listwa kołnierza nabierana metodą "paryską", opis u Makunki tutaj - dziękuję! :-) U Makunki jest co prawda na okrągło, ale przerobieniem tego na od prawej do lewej nie miałam żadnych problemów. Chciałam tym sposobem nabrać też oczka na listwy guzików. Na białej części wyglądało to równie ślicznie, jak powinno, ale na karczku nie przeszło - za grubo i za dużo poplątanych nitek.

Postęp w porównaniu ze zdjęciem już jest - nabrałam oczka na prawą listwę i przerobiłam jeden rząd ściągacza. Z wyliczaniem, dopasowywaniem ilości oczek zajęło mi to... godzinę. Stara dobra prawda, czyli chcącemu nie dzieje się krzywda, jest jak najbardziej aktualna w tym przypadku :-)

2016-07-13

To co? Tniemy?


Było nam bardzo niewesoło ostatniemi czasy. Trzeba było czymś zająć ręce (bo głowy się nie dało), więc siedziałam, siedziałam, i...


...wysiedziałam.

Póki co techniki:
  • Modelowanie przodu rzędami skróconymi. Zawsze wydawało mi się, że w okrągłych karczkach nie wiadomo, gdzie tył, a gdzie przód. A tu proszę, kilka rzędów skróconych koło prawej pachy, kilka koło lewej i przód swetra nam zjeżdża koncertowo tyle, ile trzeba. Genialne i do zastosowania w islandzkich w przyszłości.
  • Jak rzędy skrócone, to tylko German Short Row. Miałam z skróconymi problem, bo w zwykłych odznaczał się guzełek. A z tą techniką nie widać NIC.
  • Nie chciałam bezcześcić maszyną do szycia, a szydełkiem steeków jeszcze nie robiłam. Poczytałam łopatologiczny tutorial Katie Davis i... precz maszyno od mych swetrów ręcznie dłubanych. Wcale nie zajmuje to więcej czasu, a jakoś tak bardziej polegam na tym "oczko po oczku", niż przejechanym maszyną.
Na razie odkładam. Wykończenia będą bardzo pracochłonne. Trzeba będzie siąść w stanie świętego spokoju, który to stan na wakacjach z Córeńką będzie nieosiągalny. Ale za to się potarzamy w piasku, czego i Wam życzę :-)

2016-06-09

Tyresta nationalpark



Zeszły łikęt był długi (święto narodowe) i pogoda dopisała. Wybraliśmy się do parku narodowego Tyresta. Byliśmy tam już dwa lata temu (relacja tutaj). Tym razem do parku postanowiliśmy wejść "od kulisów", czyli od południowego zachodu. Trasa, którą szliśmy ma sześć kilometrów i spory jej kawałek prowadzi przez ciekawy obszar.


W 1999 roku na terenie parku wybuchł potężny pożar: spłonęło 450 hektarów, czyli jakieś 10 % powierzchni lasu. Teren był zamknięty aż do maja 2000 roku - tyle trwało oczyszczanie i zabezpieczanie szlaków. W dalszym ciągu są informacje, żeby nie łazić poza trasami i jest ryzyko, że jakiś przegniły pień poleci w nieodpowiednim kierunku.



Korniki. To na pewno wina korników.

Na początku była panika, no bo to dobro narodowe, las pierwotny i tak dalej. A po kilku latach okazało się, że przyroda sobie świetnie poradziła bez ingerencji człowieka. Na pogorzelisku zaczęły rosnąć rośliny, których do tej pory w tym biotopie nie widziano. Wprowadziły się rzadkie gatunki i owadów, i ptaków. Ten gatunek, który ucierpiał, to głuszce, bo one do rozmnażania muszą mieć warunki innego typu.  



Tu już część nienaruszona. Po prostu _porządny_ las :-) Granicę pożaru oraz zdrowego lasu widać bardzo wyraźnie, z tym że drzewa na styku są nieźle potargane.


Kwiecista suknia z falbanami (deseń w róże i fiolety), fioletowe legginsy, fioletowe skarpetki (w kotki rzecz jasna), czyli w przyszłości pewna kandydatka na Kasprowy w szpilkach. Mijani współwędrowcy uśmiechali się wyrozumiale. Na wyśpiewywane, siedząc w nosidle, na cały gardło piosenki (repertuar leciał w trzech językach) usłyszeliśmy komentarz: "Jakby mnie tu nieśli, to też bym śpiewała".


Szlak był "średni/trudny", długość sześć kilometrów. Dla nas (czyli osobom towarzyszącym prawie trzylatce), w sam raz. A że dziecina się zmachała i pierwszy raz kiedykolwiek w sobotę wieczorem zasnęła o przyzwoitej godzinie, to nam nie przeszkadzało nic, a nic :-)

2016-05-06

Z górki!


Sweter dla Chruszczowa, czyli ależ oczywiście, że nie wytrzymałam...


Technika: Bohus stickning, czyli tej opery jeszcze nie grali. Jestem przywyczajona do norweskich i islandzkich, czyli myślenie geometryczne i w pionie. Tak, jak tu (nie, nie pokazywałam tego swetra):


A tu się trzeba przestawić na myślenie ciągami i w poziomie. Zazwyczaj raport ma sześć oczek i jest powtarzany przez cały rząd. Na pierwszym rzędzie jest budowane pasmo wzoru. Ale przychodzi rządek, na którym karczek jest rozszerzany i cała filozofia idzie się rypać. Czasami ustawiałam pierwszy rząd panelu i na kolejnym myślałam "Przecież to jest kompletnie bez sensu". Ale robiłam, jak we wzorze napisane i... wszystko układało się w logiczną, idealnie dopracowaną całość.


Dodatkowe atrakcje to rzędy, w których zwiększa się ilość oczek. Na rzędzie numer czterdzieści dwa poległam. Po czwartym razie prucia ponad 300 oczek na drutach 2,5 mm... nie, nie rzuciłam w kąt. Przestałam to prucie liczyć i próbowałam dalej. Powód? Na raportach sześciooczkowych trzeba dodać po jednym oczku. Proste, co nie? No nie, jeżeli raport, który właśnie ustawiamy, ma osiem oczek. Trudne? Trzeba dołożyć do tego dwa kolory, idealnie stapiające się ze sobą, co utrudnia liczenie. Trudniejsze? To jeszcze dodam, że na tych dwóch kolorach były prawe i lewe oczka. W nieregularnych kombinacjach.

No piszę przecież, że poległam.

W oryginale swetry mają robione karczki na okrągło. Po czym oczka są rozdzielane na przód/przody, tył i rękawy i te części są robione w tą i z powrotem. Powód? Drzewiej druty były tylko proste. Dla mnie, z dostępem do (trzech par) drutów na żyłce, to ma średni sens - gęstość oczek karczku robionego samymi prawymi będzie zupełnie inna, niż korpusu, robionymi prawymi i lewymi. Do tego ja jestem leniwa. Dlatego robię całość na okrągło i... będę ciąć steeka. Jak hulać, to hulać :-D


Druty: jedyne słuszne, czyli Hiya Hiya Sharp. Nie miałam długości 100 cm, ani dwóch par 2,5 mm, więc myślałam, że się wymigam Addi Lace. Po może pięciu oczkach Addi poleciały do kosza, a ja do komputera zamawiać Hiya. Nie ma porównania.

Stopień trudności: dla mnie pięć gwiazdek na pięć możliwych. Ten projekt na Ravelry ma TRZY skończone wersje, co chyba mówi samo za siebie.

Karczek gotowy, teraz trzeba dorobić tak zwaną resztę. Czyli... do przeczytania tak... za rok? :-)))

2016-03-10

(W)ciąg dalszy

Tak, wiem, że już miałam nie blogować. W ogóle i nigdy.

Najpierw steeki:

Sweter jest robiony na okrągło (bo norweskie tak mają). Aby to można było później założyć robi się "mostek" na przodzie, zazwyczaj z 5 albo 7 oczek. Mostek się obrabia - albo szydełkiem, albo przeszywając maszyną (dwa razy zygzakiem, albo jeden raz zygzakiem i jeden raz prosto). No i się potem to tnie. Podobnie z rękawami - na korpusie robi się mostek tam, gdzie ma wyłazić ręka i na rękawie tam, gdzie rękaw ma być przyszyty.


Tytuł zdjęcia: "Rzeźbię i klnę".

Natomiast co do tego sweterka:


To miał być sweter dla Ewy. Przy czym Ewa przy próbie wbicia jej w dziergadło rzewnie zawyła pod niebiosa, zalała się łzami i trzeba ją było ratować, sweter ściągając teraz, zaraz i natentychmiast. Ponieważ nie ma szansy na to, żeby go nosiła, więc mi się go po prostu nie chce wykańczać. Amen. Nie ma tego złego - ponieważ przeleżał na surowo w szafie, to przynajmniej mogę pokazać steeka, a nawet dwa :-)

Widać niewykończony środkowy steek na froncie i wykończony steek rękawa (ten pasek z granatowej włóczki).

***

Czy Valldal to moja "praca dyplomowa"?

N I E.

Dawno temu się nadziałam na szwedzką technikę Bohus stickning. Wiedziałam, że nie mam na to warsztatu, więc dałam spokój.

Kilka miesięcy temu wydana została książka Bohus stickning på nytt - The Revival (tekst jest i w szwedzkim, i w angielskim - bo Amerykanie i Japończycy za tymi swetrami szaleją). Po połknięciu książki stwierdziłam, że dojrzałam i że trzeba by jednak było spróbować. A jakieś dwa tygodnie temu w sztokholmskim Muzeum Nordyckim był wykład autorki owej książki. Pani prowadząca miała na sobie i ze sobą tego typu swetry, do obejrzenia na żywca. Parę osób na widowni też miało na sobie takie wdzianka. Przepraszam za jakość zdjęć, ale było ciemno, była kolejka i wszyscy sobie te swetry wyrywali.




O co chodzi w duuuuużym skrócie? Swetry są robione od góry do dołu, na drutkach 2 - 2,5 mm. Wzory i włóczki można kupić tylko z Muzeum Bohuslän, lub od pani, która włóczki dla Muzeum ręcznie farbuje. Włóczki tła są farbowane fabrycznie, ale karczków już ręcznie. Kolorów w jednym karczku jest kilkanaście i są kopią kolorów oryginałów. W karczku są i prawe, i lewe oczka, co dodaje struktury - na żywo te kolory aż się mienią. Skład: szwedzkohodowane króliki angory (kto widział film z chińskiej farmy królików, ten wie o co chodzi :-///) oraz wełna. Podsumowując: towar limitowany i ekskluzywny w dalszym ciągu. Dokąd zmierzam z tą wyliczanką? Efekt absolutnie obłędny na żywo oraz _zaporowa_ cena za zestaw do takiego swetra.

Na wykładzie była baaaaardzo starsza pani, która podniosła rękę i zaczęła opowiadać: "Wy sobie nie zdajecie sprawy, jak bardzo luksusowe były te swetry i jaki to był wtedy symbol statusu". To był szwedzki towar eksportowy od lat czterdziestych do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Nosiła je Ingrid Bergman...

Zdjęcie stąd.
...nosiła je Grace Kelly...

Zdjęcie stąd.

...i Nikita Chruszczow też męski model dostał przy okazji jakiejś oficjalnej wizyty.

To ja taki też chcę :-)

2016-03-06

Valldal



Techniki:
  • Steeki. W ilości pięć, czyli środkowy, dwa na rękawy i dwa na rękawach. Pamiętam, jak dyszałam z przejęcia, jak robiłam mój pierwszy steek dawno temu. Teraz jestem tak rozbestwiona, że dopasowując główki rękawa najpierw je cięłam, a potem obrębiałam. Trudno, pójdę do drutowego piekła i każą mi robić z akrylu na tępych drutach alumniowych.
  • Steeki mają to do siebie, że po lewej stronie będą farfocle. I te farfocle trzeba jednak podszyć. Podszywam luźno i staram się spłaszczyć szwy. Co widać na obrazku:
  • Na okrągło. Wszystko, włącznie w główkami rękawów. Ciasno było :-)
  • Tubular cast-on, ale u mnie to chyba nic nowego.
  • Super dodawanie oczek w rękawie, podpatrzone u Strikkepiken.

Wzór: wzór wzoru z zeszytu Sandnes. Cała reszta moja, albowiem nie chciałam mieć swetra z robionymi na prosto rękawami. Nie podobają mi się i już. Za to robiąc tradycyjnie z podcięcami jest mnóstwo innych problemów - dopasowanie wzoru, zgranie szerokości rękawa z podcięciem... W moim swetrze wyszło tak, że miałam i za szeroką główkę rękawa, i za wąski podkrój i za szeroki sweter. I zapał mi w pewnym momencie też przeszedł. Steeki uratowały ten sweter, bo po prostu rzeźbiłam po kawałku, aż spasowało. Idealnie nie jest, ale jest do przyjęcia. Nie, nie wiem, jak sobie poradzić z tym problemem na przyszłość - pewnie dalej będzie metodą prób, ale raczej błędów... :-(


Włóczka: jedyna słuszna, czyli Östergötlands Ullspinneri. Uwielbiam. Kolor to mój ulubiony mleczny szary (ten z Szarej Eminencji) plus czerwony niczym owoc dzikiej róży. Mały hak: przy robieniu kolorami trzeba uwzględnić, że włóczka ma włoski i w związku z tym kolory się będą rozmywać i w siebie wtapiać. O czym ja nie pomyślałam dobierając te kolory... Skutek jest taki, że ten mój ukochany mleczny szary dostał lekko niebieskawej (i nieciekawej) poświaty. No cóż, lesson learned.

Druty: 3 mm ściągacze i 3,5 mm reszta. Próbka ściegu mi wyszła 29 oczek na 36 rzędów. Jak na norweskie, to grubaśnie. Następny będzie na góra 3 mm i z cieńszej włóczki.

Moja guru: Strikkepiken :-) Norweżka, która robi CUDA. Techniki, o których ja wcześniej nie miałam pojęcia ma opanowane do ostatniego oczka, jak coś tłumaczy na blogu, to cholernie pedagogicznie, z filmami i tak dalej. Naprawdę dużo się od niej nauczyłam. Już jej komentarze dziękczynne wysłałam, ale do jej umiejętności mam lata świetlne i... jeszcze kawałek.

***
Z cyklu: "Prosta odpowiedź"

Mama, czyli jakby ja: Jakie chcesz skarpetki? (W domyśle: fioletowe w Pippi, czerwone w Pippi, żółte w Pippi, fioletowe w białe kotki, fioletowe w fioletowe kotki i tak dalej).

Dwuipółlatka: Brudne!
***
Pees: nie, nie wracam do pisania bloga. Wpis informacyjny dla osób głównie zainteresowanych. A jak ktoś jeszcze się na niego załapał, to... pozdrawiam serdecznie :-)