2011-05-22

Cecilia Bartoli

I tisdags var det dags igen. Bartoli sjöng materialet från "Sacrificium", dvs. arior skrivna för kastrater på 1700-talet . I boken som följde med skivan läste jag att varje år kastrerades ca 2000-3000 pojkar i Neapel. Skrämmande, ännu mer skrämmande om man börjar fundera hur många som överlevde ingreppen...

Jag har aldrig varit med på en konsert där solisten får stående ovationer direkt efter den första delen av konserten. Hon har en röst, en otroligt bra teknik och så älskar hon att göra show :-) Utan tvekan flörtar hon med publiken, men jag tycker inte att det överskrider någon gräns för god smak. Naja, barockopera, finns det några gränser över huvudet taget där?

Hon sjöng med Basels kammarorkestern. Det intressanta var att det inte fanns någon dirigent - och det behövdes verkligen inte. Första violinisten, Julia Schröder, var helt otrolig. Hon spelade med hela kroppen, hade ögon kontakt med de andra musikerna och en stenhård koll på alla. Och någon form av telepatisk kontakt med Bartoli förekom också, annars kan man inte förklara det som pågick där mellan dessa två damer :-)

A jakże :-)))

Rzadko się zdarza, żeby solista dostawał owacje na stojąco już po pierwszej części koncertu. Tym razem tak było, i to naprawdę zasłużenie. Śpiewała materiał z "Sacrificium", czyli arie pisane w XVIII wieku dla kastratów. Doczytałam się w książeczce dołączonej do płyty, że w samym Neapolu kastrowano około 2000-3000 chłopców _rocznie_ w celu uzyskania śpiewaków o odpowiednim głosie . Ciekawe, ilu z nich przeżyło...


Oczywiście przed koncertem oczekiwania miałam wyśrubowane. Co innego słuchać nagrań, a co innego słuchać takiej muzyki na żywo. Oj, nie zawiodłam się :-) Niesamowita technika, do tego nie do pobicia aktorsko. Pierwsze wejście na scenę odbyło się w butach muszkietera z czerwoną podszewką, płaszczem żywcem zdartym z Zorro, również z czerwoną podszewką, oraz idealnie dopasowanych pod kolor rękawiczkach. Ona po prostu uwielbia robić szoł :-) Rozbawiała mnie podczas solówek instrumentów - stała niby spokojnie i słuchała, ale widać było, że coś kombinuje. Tak, ona bez dyskusji robi rzeczy pod publiczność, ale jakimś cudem to nie przekracza granicy dobrego smaku. Zresztą - czy w operze barokowej są jakieś granice? :-)

Bartoli śpiewała z orkiestrą kameralną z Bazylei. Na scenie w porywach było około 26 osób, grali bez dyrygenta. W sumie po co im dyrygent jak oni mieli pierwszą skrzypaczkę, Julię Schröder. To było coś niesamowitego, nie mogłam się na nią napatrzeć. Muzyka barokowa, czyli naprawdę jest CO grać, a ona, oprócz grania swojej partii, miała pełną kontrolę nad orkiestrą. Trzymała kontakt wzrokowy ze wszystkimi muzykami, pokazywała całym ciałem wejścia i wręcz na pograniczu telepatii była wyczulona na najmniejszy sygnał ze strony Bartoli. No i do tego jej sposób grania - po prostu widać było entuzjazm i doświadczenie. Oczywiście rozbawiły mnie rogi - chłopaki sobie coś tam grają, z grubsza się to w tonacji mieści, a co się nie mieści to uznajemy za specyfikę instrumentu zgodnego z epoką :-)))



Ja, strutsfjädrarna var med på konserten i tisdags :-)

Tak, oczywiście, że strusie pióra się załapały na wtorkowy koncert :-)

1 kommentar:

  1. Och matko moja! Szał!!!!
    To coś wspaniałego!

    SvaraRadera