2011-05-08

András Schiff

En riktigt, riktigt bra konsert som jag var på för hela tre veckor sedan. Varför skriver jag om konserten först nu? Tiden rinner bara iväg, dagarna försvinner efter varandra, jag hinner helt enkelt inte skriva allt jag skulle vilja. Men en sådan kväll vill jag inte glömma, därav inlägget :-) Pianistserien på Konserthuset är det en obligatorisk närvaro på för sådana nördar som jag :-) Sist var det en ungersk pianist, András Schiff. Programmet finns här och en recension från konserten kan man läsa här, på SvDs hemsida. Mest tyckte jag faktiskt om Schumanns variationer. Det är två konserter till som är kvar i denna serie och gissa om jag har biljetter till dem :-)
Na solowych koncertach pianistów najpierw zapełnia się lewa strona sali, tłum rozpływa się od środka sali - czyli tam, skąd najlepiej widać klawiaturę. Na balkonach przeważają studenci. Ich cecha charakterystyczna? Zupełna abnegacja w kwestii ubrań, pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu zajęła pani w najmodniejszych niebieskich kaloszkach. Co tam ubrania, ach, ten zadziorny błysk w „Ja też tak umiem"! Na parkiecie najdroższe miejsca, więc i towarzystwo bardziej, jak to się mówi po szwedzku, "posprzątane". Perły, sweterki, garnitury. Wiek tak od sześdziesiątki wzwyż. Całe towarzystwa żwawo dyskutujące program koncertu i co na temat owego koncertu powiedzieli dzisiaj rano w radiu. Fakt, że ta część publiczności jest wychowana świetnie - nikt nie klaszcze pomiędzy częściami, nikomu nie dzwoni telefon. Rozglądam się ostrożnie, podsuchuję dyskretnie (a jakże! :-). Bez problemu wyłuskuję z otoczenia tych, którzy sami grają - zazwyczaj panie około czterdziestki wzwyż, przychodzą na koncert same. Zdradzają je ręce, a właściwie nerwowe bębnienie palcami po programie koncertu. Nie, to nie jest przypadkowe przebieranie, widać w pełni kontrolowane pasaże i podwójne seksty. Uśmiecham się do siebie i przez głowę przelatuje mi myśl, czy one w moich oczach jeszcze mogą zobaczyć to samo, co ja widzę w ich...
Program:
Mozart - 12 wariacji B-dur KV 500
Mendelssohn-Bartholdy - Variations sérieuses, op. 54
Haydn - Sonata f-moll "Un piccolo divertimento"
Schumann - Wariacje Es-dur, WoO 24
Beethoven - Wariacje na temat walca Diabellego, op. 12o
Bis - Bach - Temat z Wariacji Goldbergowskich




Najbardziej z programu mi się spodobały wariacje Schumanna. Po przerwie było, jak przeczytałam w recenzji (tutaj, ale po szwedzku), "mistrzowskie" wykonanie wariacji Beethovena. Jakieś 50 minut skondensowanego grania, a ja niestety mam poważny problem w niedziele o dziewiątej wieczorem - mistrzowsko to mi się o tej porze zamykają oczy. Desperacko próbowałam się skupić, ale niestety zmęczenie było górą. A tu nagle, w środku utworu jakiś pan... kichnął. Ale nie było to stłumione kichnięcie apsik-przepraszam-że-przeszkadzam, ale istna eksplozja wybudzająca alikwoty w fortepianie. Przez publiczność przeleciał prąd, groźba linczu wisiała w powietrzu. No i co zrobił Schiff? W tym samym momencie, dokładnie pomiędzy jedną Bardzo Trudną Wariacją, a drugą Bardzo Trudną Wariacją na dosłownie ułamek sekundy zawiesił ręce nad klawiaturą i odwrócił w stronę kichacza głowę z niezaprzeczalnym wyrazem uznania na twarzy. Po czym... momentalnie wrócił do grania, tak, jak gdyby nic się nie stało. Reakcja ludzi? Jedyna słuszna, czyli wybuch śmiechu. Prawdą mówiąc pierwszy raz byłam świadkiem, że ktoś w trakcie grania, ze sceny, zareagował na to, co się działo wśród publiczności. Co najciekawsze w dodatku nie stracił koncentracji, tylko kontynuował granie na tym samym poziomie, co wcześniej. I tym mi piekielnie zaimponował :-)

Inga kommentarer:

Skicka en kommentar