2010-09-29

Gdzie trawa bardziej zielona - Gräset är alltid grönare...


Wyprawy islandzkie w dalszym ciągu, jak to się mówi po szwedzku, siedzą na siatkówce (tej od oka, nie od piłki jednakże :-). Pamiętam, jak w Reykiaviku siedziałam w kawiarni i podziwiałam paradę młodszych, starszych, pań, panów, dzieci, miejscowych, turystów i pewnie jeszcze paru innych osób w swetrach islandzkich. Johan mnie przekonywał, że takie swetry są super i że koniecznie muszę taki udłubać. Ja jednak miałam jedno ALE: włóczka. Zgryźliwa to ja nie jestem, ale na oryginalną, islandzką Lopi aż mnie zatrzęsło. Podobno islandzkie owce to jedna z najbardziej prymitywnych ras; jak je wikingowie zawieźli, tak one sobie nieulepszone futrzasto po pastwiskach do tej pory biegają. Druga sprawa - kolory. Na szwedzką jesień po prostu naturalne kolory wełniane takich dzianin mnie niezbyt przekonywały. Ale jak zobaczyłam któregoś dnia w gazecie reklamę tej książki, to mi się sprawa kolorów momentalnie wyjaśniła. Następny problem - znaleźć odpowiedni wzór. Szukałam długo i wytrwale, aż jak na zamówienie wydali Lopi 29 i tam znalazłam to, co mi odpowiadało. Moja włóczka się nijak miała do oryginału, więc trochę musiałam pokombinować. Także z całego wzoru użyłam tylko wzoru karczku - o co mi w sumie od początku chodziło :-)
Islandsupplevelserna sitter kvar på näthinnan :-) Även de ulliga - jag kommer ihåg att vi satt i något café och jag tittade på folk som hade alla dessa fantastiska islandströjor på sig. Både kvinnor, män, småbarn, äldre, turister - naja, alla. Johan tyckte också om tröjorna och försökte övertyga mig att sticka en egen. Jag gick faktiskt till en garnaffär och klämde på den isländska ullen - jag tål att ullströjor sticker, tycker faktiskt till och med att det är lite skönt. Men den där ullen kände jag direkt att jag inte skulle klara. Jag har hört att de isländska fåren är den mest primitiva, oförändrade rasen vars päls inte har "förbättrats" sedan vikingarna släppte ut dem på ön för länge sedan. En annan fundering var färgerna - jag var inte riktigt övertygad om jag ville ha sådana jordnära färger under den mörka årshalvan här i Sverige. Men även det här problemet löste sig - någon dag såg jag en annons med en bild av den här boken. Vad boken handlade om hade jag ingen aning, men färgkombinationen blev jag såld på direkt :-))) Sedan var det bara att hitta ett mönster - vilket jag hittade i Lopi 29. Mitt garn skildes mycket från Lopi så jag använde egentligen bara okets grundmönster, resten fick jag klura ut själv.





Tu na zdjęciu wszywanie domowo skraconego zamka. Z nowych dla mnie technik użyłam steeking'u. Myślałam, że przy cięciu zacznę hiperwentylować, a tymczasem bardzo mi się to spodobało :-))) Rada dla ewentualnych awanturników chcących pociąć gotowy sweter: naprawdę trzeba - tak jak w opisach mądrzy ludzie piszą - najpierw zrobić przeszycia, potem uprać i na samym końcu ciąć. Bo jak nie, to się kanty w praniu jednak trochę fałdują i może być problem z równym wszyciem zamka. Ja szwy robiłam na maszynie do szycia, podobno jest jakaś dobra metoda obszywania ręcznego... ale mi się tak jakoś jakby nie chciało szukać :-)
På bilden syns hur jag sydde in blixtlåset. Det blev en ny teknik för mig, steeking. Jag trodde att jag skulle bli skraj inför att klippa sönder något som jag precis stickat klart. Men nej, nej, jag tyckte faktiskt att det var lite kul :-) Det fel som jag däremot gjorde var att klippa isär först och sedan tvätta tröjan - kanterna blev inte jämna och fina och det blev lite svårare att sy in blixtlåset.



100 % wełny superwash Juvel Schachenmayr, 50 g na 106 metrów. Druty numer 4 do ściągaczy, 4,5 do korpusu. Kolory: trawiasty zielony, biały i granatowy (zdjęcie robione w świetle zachodzącego słońca, więc zielony jest niestety trochę przekłamany).

100 % ull superwash, Juvel Schachenmayr, köpt på Ejes garn i Solna. Stickor nummer 4 och 4,5. Färgerna är saftigt gräsgrön, vit och marinblå - den gröna är dock inte helt korrekt på bilden (bilden togs vid solnedgången idag, därav de gula nyanserna :-).
***
A takie światło było parę dni temu, wcześnie rano:
... och så lyste solen igenom molnen på morgonen för några dagar sedan, när jag klev upp till jobbet:

5 kommentarer:

  1. Bardzo fajne połączenie kolorów, chodzi za mną taki sweter od jakiegoś czasu, ale jeszcze się nie odważyłam, chyba boję się dłubania tego karczku. Ostatnie zdjęcie przepiękne! ~^^~

    SvaraRadera
  2. Imponerad igen! Du är helt otrolig!

    SvaraRadera
  3. Naprawdę ciachnęłaś?! Ja myślałam, że oni sobie żartują w tych mądrych książkach, bo przecież MUSI się popruć.
    Sweterek bardzo miły dla oka - podziwiam technikę wykonania i efekt końcowy.

    SvaraRadera
  4. Co cięłaś?? Rany,nie wytrzymam z Wami... Rzuci hasło o cięciu i teraz muszę szukać o sso chozi...:P
    Piękne toto wyszło,ale chyba Cie mocno osłabiło. Taka rozmyta jesteś :PPP

    SvaraRadera
  5. Gunilla: ett stort tack :-)

    Brahdelt: wlasnie z powodu karczku chcialam miec porzadnie rozpisany i sprawdzony wzor. Dlubanie poszlo bez problemow :-)

    Egunia: naprawde ciachnelam :-) Trzeba tylko miec male, ostre nozyczki, zeby przez przypadek nie nadciac szwu maszynowego. Najwazniejsze to porzadnie przeszyc poczatek i koniec rozciecia. Mi jakos maszyna nie zlapala jednego zakonczenia, wiec cos sie zaczelo dziac (tzn. podpruwac :-). Nachmiast podszylam recznie, tak przeciwpancernie na wszelki wypadek. No ale jak sie okaze, ze sie jednak MUSI popruc, to nie omieszkam Ci o tym napisac :-D

    Laura: karczek (i w sumie caly sweter) jest robiony na okraglo. Zeby sie dalo sweter nalozyc, a to poprzez przeciskanie przez spuchnieta od myslenia glowe, to trzeba po prostu rozciac karczek. Brutalnie, ale bardzo skutecznie :-)

    SvaraRadera