2010-09-14

Port de Soller 1

Catedral de Mallorca
W trakcie rozglądania się po wnęrzu zobaczyłam światło przecedzone przez witraże :-) (Tak Misiu, wiem, że są szumy, ale jakbym nie podkręciła ISO, to by mi nic nie wyszło; wiem, bo próbowałam.)
Av ren nyfikenhet gick jag till katedralen. Och upptäckte de vackra lujsreflexerna som silades genom blyfönstren:



Palma Aquarium

Specjalność zakładu - największe w Europie akwarium (8,5 metra głębokości) z czterema gatunkami rekinów:
Europas största (8,5 meter djupt) akvarium med 4 hajarter. Det tog en lång stund innan jag kunde ta den här bilden med människor som satt - och inte stod - framför rutan:

Załapaliśmy się na karmienie groźnych bestii rekinów młotów (najmniejszy gatunek, ok. 60 cm długości). Pan szołmen dokarmiający wrzucił sardynkę. Rekiny nic, publiczność rozczarowana. Pan szołmen dokarmiający rekiny wrzucił ośmiornicę. Rekiny nic, publiczność rozczarowana. Jakieś małe dziecko postanowiło dopomóc i wrzuciło bucika. Rekiny nic, publiczność podekscytowana. No coż, wyszło na to, że czasami ludzie są bardziej żądni krwi, niż rekiny :-)
Vi kom precis då personalen matade hammarhajarna (den mista arten, ca 60 cm längd) i ett utomhusakvarium. Killen som matade fiskarna slängde in en stor sardin. Hajarna simmade lugnt, utan att bry sig om fisken, publiken stod besviken och betraktade fiskarna. Killen slängde in en bläckfisk. Hajarna fortsatt att simma lugnt, utan att bry sig om maten. Då bestämde sig ett litet barn för att hjälpa till genom att slänga in sin sko i vattnet. Fiskarna reagerade inte, däremot blev det genast fart publiken. Naja, ibland lär mäniskor vara mer blodtörstiga än hajar :-)




Jaszczur obronny. Zamiast rotwajlera by takiego można było :-)
Ödlor. Ett av mina favoritdjur :-)


Absolutnie ostatnie akwarium - to z meduzami i ciekawym światłem.
Det allra sista akvariet - med maneterna och en intressant ljussättning.
***
Siedziałam na plaży i czytałam "Miasto niepokoju"... No dobra, nie czytałam, połykałam :-) Jasiek kupił książki urlopowe, przyniósł do domu. A ja jak zobaczyłam książeczkę 700 stron drobnym drukiem, to biedaka odsądziłam od czci, wiary i zdrowego rozsądku (urlopowe miały przecież być!). Zaczęłam czytać i szybko zmieniłam zdanie - książka jest niesamowita, kawał dobrego czytania, polecam :-)
No. Więc siedziałam, czytałam, ale jak podniosłam wzrok znad książki, to ujrzałam Niemca, który zapalił papierosa. Potem strzepywał popiół z tego papierosa prosto w piasek tam, gdzie siedział. Na samym końcu wykopał dołek zaraz koło swojego ręcznika, papierosa do dołka zakiepował, dołek zasypał i potem jeszcze przyklepał, żeby nie było widać (!!!). A to wszystko jakieś 10 metrów od śmietnika. Nie, nie tylko po nim jednym niedopałki leżały na plaży, ale ja się pytam - jakim trzeba być popaprańcem, żeby coś takiego robić? Potem w tym piasku się bawią małe dzieci, woda przecież wypłukuje różne rzeczy, które pływają w morzu... Skoro się miało siłę przynieść papierosy, to może jeszcze by się przydało jakieś puste pudełko na popiół? :-/
Jag satt på stranden och slukade våra semesterböcker. Johan köpte bl.a. "Ett land i gryningen", en bok som jag ansåg som alldeles för tjock (762 sidor) för att den skulle kvalificeras som en semesterbok. Men jag ändrade mig snabbt - en otroligt bra skriven roman, som man snabbt blir engagerad i.
Så - jag satt på stranden och spanade på en tysk som satt nära oss. Först tände han en cigg, skakade av askan från ciggen direkt i sanden. Sedan, när han hade rökt klart, grävde han ut en liten grop, fimpade där, hällde tillbaka lite sand ovanpå och jämnade ut ytan, så att man inte skulle se det. Alltså, han ansträngde sig ordentligt - allt detta ca 10 meter från en sopkorg. Ja, jag vet att det inte var bara hans fimpar som låg runt överallt men jag har det svårt att förstå hur man kan göra så. Småbarn leker i sanden, havet sköljer ju ut fimparna; om man orkar ta med sig cigaretter - varför orkar man inte ta med sig ett tomt pakett (till exempel) för att inte strö aska och skräp runt omkring sig? :-(
Makro
Skutki czołgania się po hotelowym tarasie:
Så blir det när jag kryper runt om på terassen:


Malutki, pięciocentymetrowy gekon (?) cierpliwie czekał, aż znajdę ustawienia w aparacie :-) Grzecznie pozował (drogę ucieczki miał zapewnioną, przysięgam, że mógł zwiać, kiedy mu się podobało), a po sesji przykleił się do ściany w cieniu krzesełka.
Den lillla geckon (?) på ca fem centimeter väntade med tålamod tills jag hann ändra alla inställningar i kameran. Den poserade snällt (den kunde springa iväg när den bara ville, jag lovar!) och sedan klistrade sig fast i skuggan, på väggen bakom stolen.

A na koniec równie mały, jak wkurzony rak pustelnik :-) Jasiek w czasie pływania z maską odkrył w sumie dwa gatunki, przy czym ten wkurzony gatunek był bardziej fotogeniczny.
En lika liten, som arg eremitkräfta. Vi snorklade ganska mycket - men Johan snorklade mer och upptäckte dessa kräftor. Det visade sig att det fanns två olika arter i havet, men den argare arten såg bättre ut på bilderna :-)

3 kommentarer:

  1. A u nas wczoraj Niemiec sikał w śmietniku - nie potrafiłam zwrócić mu uwagi, bo mnie zatkało. A właściwie co bym mu powiedziała: halt? hendechoch? czy może raus? Nie znam niemieckiego...

    SvaraRadera
  2. No wiedziałam,że jesteś na urlopie. Nie wiem,czy "Miasto" wyszło po polsku,ale po czesku na pewno jest - więc będę czytać. Zobaczymy,co zroumiem :)))
    Zwyczaj palenia na plazy dobija i mnie.Ty, trafiłaś na Niemca, ale myślę,że robią tak wszystkie palące nacje...
    Ohyda. Ja,niestety zwracam uwagę.Język nie ma znaczenia.Tylko czasem robi się z tego pokazówka...i jest niefajnie.Niefajnie ma być jednak "flejom"
    Howk :)

    SvaraRadera
  3. No wlasnie - mnie takie sytuacje wprawiaja w oslupienie, naprawde nie wiadomo jak zareagowac... W zeszlym roku na Islandii _bardzo_ grzecznie zwrocilismy uwage jednej osobie w grupie amerykanskiej, ze _na_szlaku_ sie nie wyrzuca puszek aluminiowych tam, gdzie sie stoi. Cala grupa na nas wsiadla, wlacznie z pytaniami, czy jestesmy Niemcami (bo niby tacy porzadni) i czy jestesmy z policji... Tak, jak to ujela Fanaberia - rasowa pokazowka sie zrobila, ale pan od puszki potem do nas podszedl, przeprosil i powiedzial, ze puszke jednak podniosl i wyrzucil we wlasciwym miejscu... Fajnie, tylko po co takie sytuacje? :-(

    "Miasto niepokoju" widze, ze w ksiegarni internetowej na litere M jest :-) Ja juz mam nastepna ksiazke pana L., tylko znowu nie wiem, kiedy ja to bede czytac. Poprosze o nowy urlop, umotywuje, ze mam zaleglosci w czytaniu ksiazek :-)))

    SvaraRadera