2009-09-03

Landmannalaugar - Skogar (4)


Dzień - 8 - Dag

Fimmvörduhals - Skogar

W nocy wiatr zaczął się uspokajać... I bardzo dobrze, bo gdyby się okazało, że jednak by nas musieli ściągać, to nie zobaczylibyśmy jednego z najbardziej malowniczych odcinków tej trasy. Wyjaśnię to tak: jak w jakiejś okolicy jest wodospad (albo i nawet wodosik), to miejsce staje się momentalnie pułapką turystyczną. Natomiast na trzynastokilometrwym odcinku do Skogar jest ponad 20 wodospadów, więc nawet najbardziej wybrednemu turyście któryś z nich się może spodobać:
På natten började vinden lugna ner sig. Det var fortfarande blåsigt och molnigt på morgonen, men det var inte omöjligt att ta sig ner till Skogar i dessa väderförhållanden. Och bra var det också - om vi verkligen hade blivit tvungna att åka ner i bilar skulle vi missa en av de vackraste och mest pitoreska vandringssträckan. Hur ska jag förklara... Om det finns ett vattenfall någonstans, oavsett dess storlek, blir det genast en turistfälla. Under dessa 13 kilometer ner till Skogar kunde man se över 20 vattenfall:






No a najlepszy dowód na to, że schodzi się (mocno) w dół to roślinność i pasące się owce bardzo wysokogórskie.

Det bästa beviset att man går ner - först kommer tillbaka växtligheteten. Och sedan dyker upp alla får :-)


Reykjavik



Po takim spacerze byliśmy trochę zmęczeni :-) więc zostaliśmy jeszcze 2 dni w Reykjaviku. Wybraliśmy się między innymi na morze, żeby zobaczyć wieloryby. Niestety wporównaniu z zeszłym rokiem klapa - udało nam się zobaczyć tylko płetwale karłowate, a i to z daleka... Według pana objaśniacza na statku płetwale pływają samotnie, nie w stadach (czyli jak się widzi, to tylko jednego) i w dodatku są szybkie, do 60 km/h (czyli jak się takiego zobaczy, to on i tak zaraz zwieje). W Islandii już wtedy zrobiła się wczesna jesień i mniejsze gatunki podobno już zniknęły.

Po drodze do portu wzrok mi zaczepił o jakichś marynarzy w charakterystycznych, wielkich czapach. Rosjanie, ani chybi... ale jakoś nie mogłam skojarzyć, co to może być. Podeszliśmy bliżej, zobaczyłam charakterystycznie pomalowane burty. No tak...

Efter vandringen stannade vi kvar i Reykjavik i två dagar, jag ville åka på en valsafari. I jämförelse med förra årets utflykt blev det inte mycket att hänga i jugranen - vi såg bara en art, vikvalar och på ett ganska lång avstånd. Ledaren berättade att vikvalar bildar inte flockar, simmar ensamma (dvs. även om man hittar arten, så är det bara ett djur) och dessutom är de snabba, upp till 60 km/h (dvs. även om man ser dem, så simmar de iväg mycket fort). Det var redan tidig höst på Island och de andra arterna har simmat iväg till andra områden.


På väg till hamnen såg jag några sjömän i karakteristiska, höga hattar. De där hattarna hade jag sett innan, tänkte jag, men kunde inte riktigt associera något vettigt. När vi kom närmare visade sig...


...Kruzensztern! Coś przepięknego!!!

...Kruzenshtern i all sin prakt!!!

***

Olga - tack snälla för din trevliga kommentar :-) Du har helt rätt - utsikterna var sagolika. Sanningen är att även den bästa fotografen med den bästa kameran inte kan återspegla i 100% det som man kunde se med egna ögon där. Island har en helt fantastisk natur, helt enkelt! :-)

Jag måste även förklara varför jag inte använde diakritiska tecken när jag skrev alla platsnamn i inläggen om Island: det gick tyvärr inte! Jag skrev med deras bokstäver tecken i det alla första inlägget och då meddelade blogger att det var helt fel... Lite synd, tycker jag!

Po pierwsze się tłumaczę, dlaczego nie użyłam znaków diakrytycznych w pisowni islandzkich nazw. Próbowałam, ale się po prostu nie dało - blogger mi nie przepuścił literek i poinformował o błędach w HTML-u (Nie, nie wiem jakich błędach. I nie chcę wiedzieć :-)

Kocurek - napisała, że podobno na Islandii noce są krótkie. To zależy kiedy :-)))

Kruliczyca - na Islandii na piechotę nie tylko się da, ale i trzeba, bo w niektóre miejsca po prostu inaczej nie dotrzesz. Są odcinki w głębi kraju, które dostępne tylko latem i tylko w samochodach z napędem na cztery koła. Czasami trzeba nawet i z takiego samochodu wysiąść i kawałek podejść :-)

Widoki - a i owszem, obłędne, jak się trafi na dobrą pogodę. No ale ta reguła to raczej obowiązuje we wszystkich górach :-)

Jedzenie - Johan puchnąc z dumy bardzo dziękuje! W takich warunkach mieć tego typu żywność to był najczystszej wody luksus. Oczywiście można się odżywiać inaczej - spotkaliśmy trójkę Niemców, którzy szli z Akureyri do Skogar, czyli coś około 250 kilometrów, włączając w to góry i pustynie. Spytaliśmy ich, jak oni rozwiązali sprawę jedzenia, no bo na trzy osoby nieść przez kilkanaście dni żywność to przecież bardzo duże obciążenie. Na co Niemcy nam opowiedzieli o swoim jadłosposie - rano musli na wodzie, a wieczorem mus ziemniaczany z sosem z torebki. Co trzeci dzień tabliczka czekolady dzielona na trzy osoby. I TYLE. Oczywiście czy się wytrzyma taki wysiłek, czy się padnie jak kawka, zależy też od ogólnej kondycji i - ekhem - początkowej zawartości tłuszczu w organizmie. Oni dali radę, ale ja podejrzewam, że moje nogi na takiej diecie odmówiłyby współpracy już pierwszego popołudnia...

Myszoptica - jest takie ładne polskie wyrażenie szlajać się :-) Ja się szlajać zawsze lubiłam, a że z Johanem to klasyczny przypadek "trafił swój na swego", to urlopy mamy takie, jakie mamy. Chociaż - po tej wyprawie Johan spytał mnie entuzjastycznie: "Kochanie, to gdzie chcesz wędrować w przyszłym roku?". Moja ponura odpowiedź brzmiała: "Na Krecie. Z pokoju hotelowego do basenu...". Ale on za dobrze mnie zna, żeby w to uwierzyć :-)

***

... i tym optymistycznym wpisem zawieszam niestety pisanie bloga. Powód? Banalny, ale dopiekający - czyli koszmarny brak czasu. Muszę w tej chwili się skupić na innych rzeczach i na przyjemności po prostu brakuje mi doby.

Wszystkim, którzy tu zaglądali, bloga czytali i komentowali, ogromnie i pięknie dziękuję :-)

...och med detta inlägg avbryter jag tyvärr mitt bloggande tills vidare. Anledningen är tidsbrist - jag måste koncentrera mig på andra saker helt enkelt; har mindre och mindre tid och energi för stickning och andra nöjen... Då passar jag på och tackar alla som har kikat förbi, läst och lämnat en trevlig kommentar - ETT STORT TACK! :-)

5 kommentarer:

  1. Oooo, jaka szkoda, ledwo Cię znalazłam a już żegnam. Wierzę,że kiedyś sprawy przyjmą inny bieg i wrócisz.
    Życzę wszystkiego dobrego :)!

    SvaraRadera
  2. Hm...wielka szkoda ,że Cię już nie będzie.
    Tak bardzo lubię Twoje opowieści i zdjęcia...te zapierają czasem dech w piersiach.

    A noce , chodziło mi o to ,że kiedyś gdzieś czytałam??, że na Islandii raz są bardzo krótkie noce a raz długie.
    Chyba podobnie jak na biegunie północnym:)
    Chociaż pewnie się mylę.

    Mam nadzieję ,że jeszcze kiedyś będzie mi dane poczytać bloga i pooglądać Twoje przepiękne zdjęcia.

    Wszystkiego dobrego.

    SvaraRadera
  3. Ogromnie mi szkoda ale rozumiem. Nie kasuję Twojego bloga z zakładek , jak wrócisz to bedę wiedziała. Ale na prywatnego chyba można napisać? Uściski serdeczne i pozdrowienia dla Johana.

    SvaraRadera
  4. No, to dopiero jest smutna wiadomość! Może jednak znajdziesz jakąś chwilkę czasu od czasu do czasu o coś skrobniesz? ^^
    Bardzo piękna owca. ~^^~

    SvaraRadera
  5. Ojojoj! Tyle milych slow, dziekuje bardzo! Tak jak napisalam - pisanie bloga _zawieszam_. Mam nadzieje, ze sprawy mi sie poprostuja szybciej, niz w tej chwili mi sie wydaje... Takze 1) nie kasujcie mnie z zakladek i 2) sie nie zegnajcie za bardzo ;-), po prostu mozna sobie ode mnie zrobic dluzszy urlop! :-) A mejle do mnie mozna pisac o kazdej porze dnia i nocy :-) Pozdrawiam Was wszystkie jak najmocniej, B (poglaskana po duszy :-)

    SvaraRadera