2017-09-17

Knit faster...


Część druga, ściśle techniczna. Zdjęcia robocze, robione telefonem o różnych porach dnia i nocy.


Steeki. Tym razem i wzdłuż, i w poprzek robótki - o tym w poprzek za chwilę. Włóczka 100% surowej wełny, więc mogłam sobie pozwolić na ścieg prosty wzdłuż mostka, przecięcie, ułatwienie sobie w ten sposób życia i szycia, a następnie poprawienie kantów zygzakiem. Tak, próbowałam szydełkiem, ale dzianina jest za gruba i za ścisła, więc nie połapałam wszystkich nitek.


Steek w poprzek. A to było tak, że zaczęłam prawdłową nitką dominującą (biała), potem mnie zaćmiło i... zmieniłam nitkę dominującą na zieloną. Na zdjęciu widać to jako ciemniejszy pas. Wbrew temu, co mówiła i teściowa, i reszta świata tak zostawić to się nie godziło, trzeba było coś z tym zrobić :-). Na zaczynanie od zera kompletnie nie miałam ochoty, więc przejechałam zygzakiem i obcięłam to, czego chciałam się pozbyć.


Rezultat steeków był taki, że wszystkie brzegi pozwijały mi się w naleśnik - dogórny w steekach poprzecznych i dodolny w steekach wzdłuż. Czyli trzeba było nie dość, że ukryć szyte maszyną kanty, to do tego jeszcze próbować je wprostować. W tym momencie zaczęły się schody. Najpierw nabrałam oczka na wykończenie "kanapkowe" - oczka podłapane z prawej i lewej strony, potem próbowałam je razem zakończyć graftingiem. Szybko sprułam.


Tutaj próba i-corda, następny etap w zamyśle to podszycie i ukrycie maszynowego kantu tasiemką. Naleśnik, sprułam.


Trzecia próba to nabranie oczek i wykończenia ściegiem francuskim (i po raz kolejny podszycie kantów tasiemką). Naleśnik po raz kolejny. W tym momencie stwierdziłam, że jak ja się znam, to tak będę się bawić jeszcze z pół roku, a i tak dalej nie będę zadowolona. Także ponownie nabrałam oczka wzdłuż brzegów, zrobiłam "tasiemkę" podwójnym ryżem i, dosyć mocno ją naciągając, podszyłam na lewej stronie. Idealnie płasko nie jest, ale taka wersja jest najbardziej do przyjęcia ze wszystkich dotychczasowych.


Teraz półmokre dziergadło leży lewą stroną do wierzchu na macie, rozpięte na ostro na prętach, z dociążonymi brzegami i od wczoraj się suszy. Czyli ciąg dalszy nastąpi :-)

6 kommentarer:

  1. Podziwiam cierpliwość w wykonaniu samej robótki. O próbach wykończenia nawet nie wspominam, bo to już wyższa szkoła cierpliwości.
    Ostatni sposób wykończenia mnie by bardzo zadowolił gdyby to była moja produkcja/. Ciekawam tylko co to ma być? Kocyk? :-)

    SvaraRadera
    Svar
    1. Wychodzę z założenia, że skoro zainwestowałam czas, pracę i materiały, to dziergadło MUSI być wykończone najlepiej, jak umiem. A że wraz z wzrostem umiejętności przeginam w drugą stronę, to insza inszość :-)))

      Co to jest? Wiem, ale nie powiem :) Już wyschło, ale do sfotografowania muszę skoordynować światło, czas, łikęd i takie tam.... Mam skończony sweter i dla siebie, i dla małej i się nie mogę pozbierać :-(

      Radera
    2. Myślałam że to moja kompletna nieznajomość j.szwedzkiego spowodowała że nie wiedziałam co to jest. Skoro to tajemnica to przepraszam :-)), ale i tak podziwiam i się zachwycam. Pozdrawiam.

      Radera
    3. Jakby to była tajemnica, to bym na tym siadła i tylko gdakała ostrzegawczo :-)

      Pozdrawiam również :-)

      Radera
  2. No przy takich schodach to Knit faster nie można. Podziwiam Cię. Ja bym chyba w ch* rzuciła. Albo spruła... Albo nie wiem - może nawet trenowała cierpliwość... ;)

    SvaraRadera
    Svar
    1. Część główną zrobiłam stosunkowo szybko, to wykończenia mnie wykończyły. Teraz robię jedną nitką, na początku jakoś się tak szarpałam bez sensu, dopiero po jakimś czasie załapałam, że mi DRUGIEJ NITKI brakuje :-)))

      Radera