2017-09-29

Ciasto marchwiowe i stare koronki


Kto pamięta moje stare prześcieradło? Swoją drogą gdyby mi ktoś powiedział, kiedy je robiłam, że to będzie ulubione prześcieradło mojej córki, to pewnie bym wtedy popatrzyła, jak na wariata. Nie, względy estetyczne tu nie decydują. W takiej koronce to można sobie przynajmniej palcem podłubać, jak każą iść spać, a tu nogi same brykają. W każdym bądź razie na Pintereście jakiś czas temu nagle mi wychynęły zdjęcia pościeli z wpisu na tym blogu. Ogólnie to baaaaaardzo mi daleko od prezentowanej tam stylistyki, ale biała pościel z ręcznie zrobionymi koronkami... Hmmm, trzeba było pogrzebać.

O ile szukanie koronek szydełkowych szybko odpuściłam (przecież SAMA sobie zrobię!!!), to na koronce klockowej ugrzęzłam. Czego skutkiem był zakup tego:


Nie, nie wiem teraz, co z tym zrobię, bo klockowa jest jednak delikatniejsza, niż szydełkowe. Do pralki wsadzać taką wstawkę naszytą na pościel, to profanacja. Trzymać w szafie tym bardziej. Także póki co wyjmuję z szafy, rozwijam, patrzę intensywnie, podziwiam, wgapiam się w sploty, domyślam, jak było robione, zwijam w kłębki i wkładam do szafy. To chyba jest jeszcze nieszkodliwe, no nie?

Ponieważ na klockowe się na pewno nie porwę (oczywiście kursy są, i to zawodowe!), więc zaczęłam szukać jakichś książek  przynajmniej z wstawkami szydełkowymi. W antykwariatach w sieci wynalazłam cztery tytuły, wszystkie z lat 50-60.


Po pobieżnym przejrzeniu najbardziej mi podchodzą te dwie książeczki w dolnym rzędzie. ALE. W żadnej z nich nie ma schematów, są tylko opisy. I do tego dość archaiczny język szwedzki w wyjaśnieniach. Na szczęście są zdjęcia do każdego wzoru i czego nie zrozumiem, to powinnam się dopatrzyć.

A tak w ogóle, to wyjęłam przesyłki ze skrzynki pocztowej i zamarłam z radości. Panowie antykwariusze podeszli do sprawy profesjonalnie: takich znaczków pocztowych to ja jeszcze nie widziałam. Nie wiem, z którego są roku, ale jeden z nich przedstawia poprzedniego króla. Aha, aktualny król wstąpił na tron w 1973 roku :-)))


Także teraz muszę dorwać nici cieńsze, niż nasza poczciwa Snehurka - po przeliczeniu wyszło mi, że Snehurka jest trochę grubsza od oznaczenia "40" na niciach DMC. Natomiast według opisów z książek metraż ma być "50" albo "60". Czyli cienizna. Coż, jeszcze tylko skończę/wykończę trzy projekty, w których dłubię i mogę się zabierać za następną robotę. Jak to było, "nieszkodliwe", prawda???

A tytułowe ciasto to moje ulubione wrześniowe, czyli marchwiowe. Dobre było - z gałką muszkatołową, cynamonem, orzechami włoskimi i polewą z domowej roboty sera białego.


...no było, piszę przecież, że było :-)

2 kommentarer:

  1. No to przecież przeważnie tak jest, że jak się zdjęcie ciasta wstawia na bloga to jego samego już dawno nie ma.... *^V^* Ale to tylko dobrze o nim świadczy!
    Koronki nigdy mnie nie ciągnęły, kiedyś skupiałam się na podobnie pracochłonnym rękodziele jakim jest haft krzyżykowy, a im drobniejsza rozdzielczość tym lepiej. Ale wyglądają pięknie, tylko jak sobie pomyślę, że miałabym taką cudowną białą pościel z koronkami a w niedzielę przywożę do domu dwa pięciomiesięczne koty, no to chyba poczekam, aż dorosną, pójdą na studia i wyprowadzą się z domu.... *^W^* Ale chętnie pooglądam Twoje dzieła, ucz się tego staroszwedzkiego!

    SvaraRadera
    Svar
    1. Na razie staroszwedzki musi poczekać, bo od tygodnia się męczę z główką rękawa. A rękaw to już chyba trzeci jest, wrrrrrrrr.......

      Kotecków zazdraszczam wielce, ale na początku będziesz mieć urwanie parasola ;-)

      Radera