2009-08-11

Landmannalaugar - Skogar (2)

Dzień - 4 -Dag
Hrafntinnusker - Alftavatn
Etap 12-kilometrowy, spadek terenu 490 metrów.
Den här dagen skulle vi gå ca 12 kilometer. Ännu roligare var det att vi skulle gå neråt - ufff :-)




Widoki ładne, ale tylko na obrazku... Brrr... Gwizdało, ale na szczęście już były zejścia w dół. Ujmę to tak: łażenie po rozmiękłym śniegu z plecakiem nie należy do najłatwiejszych zadań :-) Szliśmy przez ten śnieg, szliśmy, potem już zaczęły pojawiać się mchy. Aż w końcu przed nami otworzył się..
Det var verkligen en konstig stämning däruppe. Kallt, blåsigt; fascinerande och deprimerande på sätt och vis... Vi gick i snön men ganska snart visade sig mossa och andra växter. Och helt plötsligt stod vi och tittade på...



...widok na raj! Mój aparat tylko smętnie zakiwczał na takie odległości, więc wydarłam Johanowi jego obiektyw z doczepionym aparatem numer dwa. Na zdjęciu po lewej stronie jest widoczny lodowiec Slettjökull, jęzor lodowca Myrdalsjökull. Zejście z tego masywu, na którym robione jest zdjęcie było naprawdę paskudne - teoria w przewodniku wyjaśnia to następująco: jeżeli masz zamiar zasznurować swoje buty na nowo, to zrób to teraz :-)
...paradiset!!! Min kamera klarade inte så pass stora avstånd, jag fick helt enkelt låna Johans. Till vänster syns glaciären
Slettjökull, som är en del av en mycket större glaciär Myrdalsjökull. Från det ställe som bilden är tagen ifrån går man ganska mycket neråt; det var faktiskt mycket brant. I guideboken läste man tipset: om du ska snöra om dina skor är det bäst om du gör det nu :-)


Doszliśmy do schroniska; w sumie to przy Alftavattn wspominam najmilej - czysto, urządzone pod wygodę turystów. Standradu z polskimi schroniskami porównać nie mogę (bo w polskich nigdy nie byłam), ale jedną z podstawowych różnic na pewno są porozwieszane instrukcje, co należy zrobić w razie erupcji wulkanu. W razie czego piszę, może się komuś przyda: należy wejść na najbliższe wzniesienie (bo woda w rzekach ze stopnionego erupcją lodowca zmiata wszystko na swojej drodze), ale nie może być za wysoko (bo pyły i gazy). Nie, nie przesadzają z tymi planami ewakuacji; naukowcy w sobie tylko wiadomy sposób wywróżyli, że wulkan Ketla powinen wybuchnąć przed rokiem 2010.
Na tym zdjęciu my już po obiedzie i w drodze na wycieczkę. Mówię Wam, jakie pstrągi w tym potoku były!!! Zaczęłam coś bredzić na temat łapania ryb gołymi rękami, Jasiek tylko szatańsko zachichotał i poradził sporóbować :-)))
Efter de mycket spartanska villkorna natten innan kändes vandrarhemmt vid sjön Alftavattn verkligen skön! Det som är lite udda är alla instruktioner vad man ska göra om ett vuklanutbrott händer. Nej, de överdriver inte, forskarna har fastställt att en eruption från vulkanen Ketla förmodligen kommer att ske innan 2010. På bilden ser man utsikten mot vandrarhemmet och sjön; vi var på väg till en annan utflykt. I den lilla bäcken fanns otroliga mängder av forell. När jag såg hur snabba de var började jag fundera över alla dessa historier om att fånga fisk med bara händer :-)


Celem wycieczki był kanion rzeki Torfakvisl.
Målet med vår utflykt var flodens Torfakvisl kanjon.

... z niesamowitymi formacjami skalnymi :-)
... med mycket fantasifulla klippformationer.

***

Dzień - 5 -Dag
Alftavatn - Botnar


Psiakość, ale nudy. 16 kilometrów, z czego większość po pustyni. Pustynia, bo piasek lawowy jest tak porowaty, że wszelka woda przecieka przez niego i mało roślin ma szansę w takich warunkach przetwać (no dobra, coś tam rosło, ale jakieś cherlawe...). Do tego ten sam widok na ten sam lodowiec prawie przez całą drogę, więc robię dygresję. Jak mówiłam znajomym, gdzie jadę i co bądę robić, to jedno z głównych pytań brzmiało a co wy tam macie zamiar jeść. My się nad tą kwestią zaczęliśmy zastanawiać już w marcu. Oczywiście można było albo 1) przeżyć na gorących kubkach tudzież drzemikach lub 2) kupić gotowe specjalistyczne jedzenie. Opcja numer 1 odpadała, bo stwierdziliśmy, że jedziemy na urlop (naprawdę??? :-))), a nie na obóz przetrwania. Opcję numer 2 wykluczyła eksperymentatorska natura Johana. Jasiek zaczął grzebać bo stronach i książkach dla terenowych specjalistów i oznajmił mi, że robimy własne suszone jedzenie.
Oj, vilken tråkig sträcka... 16 kilometer, varav det mesta genom öknen. Knappt några växter kan leva på den porösa sanden som vatten bara rinner rakt igenom. Vägen ledde genom en ganska platt terräng, men en och samma glaciär som synten den stora delen av vägen. Därför avbryter jag nu och ska berätta om något helt annat. När jag berättade till våra bekanta att vi skulle på hiking på Island var en av de oftast ställda frågorna: vad ska ni äta där? Johan började fundera över det redan i mars. Det fanns några lösningar: ett - att leva på typ gröt och sylt; två - att köpa färdiglagade rätter (dyrt!). Johan, född för att experimentera med mat, tyckte att vi ska torka och göra vår egen mat istället.


Na zdjęciu nasz codzienny obiad po zejściu z trasy. Zupa, która się składała z obgotowanych i suszonych plastrów ziemnaków i surowych suszonych warzyw (marchew, pasternak, badyle selera, por). Rano przy śniadaniu zalewaliśmy warzywa wrzątkiem, w porze obiadu wkładaliśmy to do gara, dodawaliśmy smażone suszone mięso, makaron, kostkę rosołową oraz - jedyny świeży składnik -ząbek czosnku. Zupa była pycha! Pozostałe posiłki: na śniadanie jajecznica z suszonych jajek i ziemnaków, na obiad np. chili con carne z ryżem. Na trasie pogryzaliśmy domowe batoniki orzechowo-czekoladowe i suszone owoce (banany, kiwi, truskawki). Muszę przyznać, że Johan naprawdę włożył w przygotownie tego jedzenia mnóstwo czasu i pracy, a nasze domowe obiadki i sposób ich przyrządzenia w obozowiskach wzbudzały sensację :-)
Och så blev det faktiskt! Så här såg våra luncher ut! En soppa som bestod av blancherade och torkade potatis, torkade grönsaker (morötter, palsternacka, selleristjälkar, purjolök), stekt och torkad köttfärs, en buljongtärning och - den enda färska ingrediensen - en klyfta vitlök. Mums! Frukostar bestod av äggröra gjord på hemmatorkade ägg med torkade potatis, middagar av t.ex. torkad chili com carne med ris. Under dagen knapprade vi på torkad frukt såsom kiwi, banan, jordgubbar och hemmagjorda energirutor. Johan ansträngde sig verkligen mycket att förbereda all denna mat och la ner massor med tid och energi på detta. Och det blev verkligen ett mycket lyckade matexperiment :-)

Po dojściu do schroniska Botnar i obiedzie kolejny wypad w teren, Markarfljotsgljufur. Oczywiście padało i wiało. Ale i tak było pięknie :-)

Tillbaka till Island nu :-) En utfykt från Botnar till Markarfljotsgljufur. Det regnade och blåste. Och dessutom var det otroligt vackert där!

3 kommentarer:

  1. Aż się zaśliniłam przy tym opisie posiłków!... *^v^*

    SvaraRadera
  2. a ja się zaśliniłam przy wszystkim:) Islandia to moje wielkie, niespełnione do tej pory marzenie.... olimpiadę z geografii miałam min na ten temat:)
    ale chyba po 2010 pojadę:))po wybuchu Ketli:)
    jestem również pod ogromnym wrażeniem ogromu pracy, którą Johan włożył w przygotowanie posiłków:)
    a widoki takie, że musiałabym taczkę przed sobą prowadzić, a wiozłabym tam własną szczękę:)
    pozdrawiam

    SvaraRadera
  3. Pytałaś mnie, skąd się w Polsce bierze gazetkę Rebecca - z internetu się bierze, po niemiecku, napisz do mnie maila to Ci pokażę skąd... *^v^*

    SvaraRadera