2015-05-04

Ale za to niedziela...

Plany mieliśmy zupełnie inne, ale je nam pokrzyżowały choroby. Jak się trochę odchwyciliśmy, to spakowaliśmy manatki i udaliśmy się w pobliską zieloną dal.



Dla każdego coś miłego: Matka Wyrodna siedzi i w słońcu dłubie na drutach. Dziecko leży w tym czasie na środku dróżki i sprawdza, z czego się składa gruz. Biegacze i spacerowicze z uśmiechem i stoickim spokojem Dziecko starannie omijają. Pomysłowy Ojciec szura w tym czasie po krzakach i szuka kleszczy (albo one jego).

***


Ciasto rabarbarowo-migdałowo-kardamonowe. O smaku niech świadczy to, że upiekłam je drugi łikęt z rzędu, a to się u nas rzadko zdarza. A może nawet nigdy? :-)

***
Z cyklu "Szczyt profesjonalizmu"

Bardzo ważne spotkanie. Przy czym jakoś tak wyszło, że Główna Zainteresowana i Osoba Towarzysząca to Polacy, więc był potrzebny tłumacz dla reszty towarzystwa.

Spotkanie trwa, Główna Zainteresowana w pewnym momecie wybucha: "Przecież ja od tego wszystkiego to kota dostanę!". Osoba Towarzysząca, mrucząc: "No to niech on im tego kota teraz przetłumaczy".

Miłego życzę.
A, i nie dostawajcie kota :-)

2 kommentarer:

  1. Ja już mam jednego, to i drugi jakoś by się wykarmił, nie byłoby tragedii. *^w^*~~~
    Teraz wszystkie dzieci takie wyszorowane domestosem i pozbawione najmniejszego zarazka, a wyrastają alergicy! Dziecko musi w swoim życiu zjeść trochę ziemi i pogrzebać w gruzie, żeby było zdrowe i szczęśliwe! *^O^* (w każde wakacje wywożono mnie na wieś do rodziny, gdzie czas spędzałam z ciotecznym rodzeństwem na polach i lasach, i w błotach, i takich tam... ^^*~~)

    SvaraRadera
    Svar
    1. A bomby z piasku robiliście? Siedziało się na polnej drodze, brało w ręce tyle piasku, ile się dało i FUUU w powietrze :-D Jeżeli moja córka wpadnie kiedyś na ten pomysł, to jest duża szansa na to, że się do niej dołączę, bo zabawa przednia!

      Radera