2012-08-18

Szlakiem Padjelanta (3)

Dzień 5


Gospodyni w schronisku Njunjes ostrzegła, że może być problem z przejściem przez jeden z mostów, bo może być podtopiony. Doszliśmy do mostu i okazało się być odwrotnie - na moście wody nie było, ale żebym ja na niego weszła...


...to Johan po prostu wziął mnie za fraki tudzież inny plecak, wyłowił i mnie na ten most postawił. W momencie podnoszenia trochę się zdziwiłam, co mi nagle tak lekko :-)))


Jakieś dwa kilometry od tej łączki (na której spędziliśmy ostatnią noc na dziko) spotkaliśmy Niemca. Niemiec szedł sam i trasę swojej wędrówki miał wyliczoną na dwa miesiące.


Dzień 6
Mieliśmy spokojnie dotrzeć do Bobäcken, tam przenocować przy przystani łodzi i następnego dnia płynąć do Kvikkjokk.


Ale jakoś tak wyszło, że doszliśmy do przystani trochę szybciej, niż planowaliśmy. Łódź już stała i czekała - mimo że nie na nas, to i tak wsiedliśmy i popłynęliśmy do Kvikkjokk. Tutaj widoki z łodzi, autentycznie byłam zrozpaczona, że już KONIEC i że ja muszę z powrotem do cywilizacji...



Na miejscu w Kvikkjokk okazało się, że autobusy mimo sezonu turystycznego jeżdżą, jak jeżdżą i gdybyśmy zamarudzili ten jeden dzień przy Bobäcken, to nie daliyśmy rady dojechać na czas do Gällivare (stamtąd mieliśmy transport do domu). Zamiast nocy w terenie było wieczorne szwędanie się w pobliżu schroniska w Kvikkjokk. W towarzystwie niezawodnych komarów.



***

Przygotowania: Micke: w zeszłym roku wdział na siebie ubrania przeciwdeszczowe i wlazł pod prysznic. Tak więc ten problem miał odfajkowany. W tym roku wziął swój śpiwór i w jakieś minus 10 stopni poszedł w ramach testów spać na balkon. Po dwóch godzinach stwierdził, że w minus 10 to w tym śpiworze będzie trochę marzł, ale przecież LATO będzie :-)

Johan: "Nie, w tym daniu masz 476 kcal, to masz jeść na lunch. Masz inną czapkę? Nie, wystarczą ci te ubrania, nie bierz tej kurtki". I tak dalej. Aha, namiot rozbity w dużym pokoju przerobiłam :-)

Sprzęt: lekki. Bardzo lekki. Nasz dwuosobowy namiot waży 1,2 kg. Wyjeżdżając ze Sztokholmu zważyłam swój bagaż - 14 kilogramów, z czego ok. 2,5 kilograma to było jedzenie Johana. Po powrocie znowu wstawiłam plecak na wagę - po zjedzeniu, tego co miałam zjeść i zużyciu tego, co miałam zużyć, całość wylądowała na 6 kilogramach!!! Tak to ja mogę jeździć w góry :-) Czekając na peronie na pociąg podsłuchałam rozmowę kilku chłopaków - jechali na 10 dni, plecak jednego z nich ważył 28 kilogramów... Powód naszej lekkości - Johan należy (dobrowolnie) do, jak ja to nazywam - "sekty" pakujących na lekko. Po pierwsze wybiera się specjalny sprzęt, który po prostu waży mniej - "polowanie na gramy" według Micke. Po drugie bierze się tylko to, co naprawdę potrzebne (prawda oczywista, ale czasami trudna do zrealizowania :-). Ubrania - tylko i wyłącznie z cieniuteńkiej wełny. Buty - te, które już pokazałam na w tym wpisie, żadnych "profesjonalnych" butów do chodzenia po górach. Powód - w lekkich butach po prostu nie da rady obetrzeć pięt, jak przemokną (przechodzenie przez brody!), to po prostu woda z nich wycieka, skarpety się wykręca (albo i nie) i się idzie dalej. Fakt, że do tego typu butów trzeba mieć kije - my mamy teleskopowe, które są też używane do rozstawiania namiotu. Kije są też niezastąpione przy... a jakże, znowu  się kłania przechodzenie przez brody - żeby sprawdzić głębokość i prędkość nurtu. Przedstawiciele sekty tradycyjnej używają koronnego argumentu "nie mam zamiaru ryzykowć bezpieczeństwa, namiot i buty mają być _porządne_" (autentyczna, żywa dyskusja przerobiona u nas w domu przy kuchennym stole, tylko czekałam, jak się pozabijają :-). Natomiast według ratowników w górach ludzie z sekty lekkiej raczej nie stanowią ich klienteli... Poza tym okazuje się, że ludzie zawodowo chodzący po górach decydują się właśnie na lekki sprzęt. A oni chyba najlepiej wiedzą, co robią :-)

Turyści: bardzo mało. A ci, którzy byli, to przede wszystkim Niemcy. Nie wytrzymaliśmy i spytaliśmy, czemu jeżdżą na północ Szwecji, skoro mają pod nosem na ten przykład Alpy. Wyjaśnili nam, że w Alpach chodzi się szlakiem od punktu A do punktu B i śpi w schroniskach. Natmiast w szwedzkich górach można nocować, gdzie i jak komu pasuje i iść gdzie oczy poniosą :-)

2 kommentarer:

  1. Jak cudnie!! I ten brak ludzi!!! Wyprawa moich marzeń ale musiałabym chyba męża zmienić:-) A mnie zmusili i jadę na 10 dni na Hel!!! Ja to muszę naprawdę kochać swoje dzieci:-))))) Uściski

    SvaraRadera
  2. Nie zmieniaj meza, jedz z nami za rok :-P

    SvaraRadera