2011-07-31

Skärgården - Archipelag

M i S mają dziewięciometrowy jacht, na którym pływają urlopowo w archipelagu. Tak jakoś wyszło, że nas (wreszcie :-) zaprosili na wspólne pływanie, na co ja zakwiczałam z radości, a Johan nie miał innego wyjścia :-)

En tur i skärgården på M och S-s segelbåt. Jag seglade ganska mycket när jag bodde i Polen, sedan blev det ingenting på flera år. Därför blev jag stormförtjust när vi blev bjudna. Johan var mindre glad, men följde snällt med :-)



Na pokładzie była czwórka dorosłych i Sześciolatek, który - tu uwaga - nie umiał pływać. Miał absulutny zakaz wychodzenia na pokład bez kamizelki, ale raczej sam z siebie trzymał się pod pokładem. Problem rozrywek rodzice rozwiązali w ten sposób, że dali dziecku parę kawałków sznurka i książkę z węzłami. Oprócz tego papier, naklejki i farbki. I się dziecko zajęło. Wychodził od czasu do czasu zagadać do rodziców, ale jak tylko było widać, że coś się będzie działo, to tata mu mówił "Nie w tej chwili, teraz zejdź pod pokład". Zero kłopotów, nie licząc równie głośnego, co fałszywego śpiewania jednej i tej samej frazy z ulubionej piosenki :-) Ostatniego dnia pływania już było widać, że się mu zaczęło nudzić, ale przekupili go obietnicą lodów w najbliższej marinie :-)

Vi var alltså fyra stycken vuxna och en sexåring. Sexåringen höll sig under däcket, han fick några bitar snöre och en fin bok med knopbilder. Plus lite färg, klisterlappar och ”Karlsson på taket” såklart. Och så sjöng han högljutt och glatt några fraser av Saades låtar (tydligen en stor barnidol :-) Sista dagen syntes det att han var lite understimulerad men blev mutad med löfte om glass i den närmaste marinan. Det funkade utmärkt!


Płynęliśmy z północnej części archipelagu (Vätö) na południe (Bullandö). Ogólne moje wrażenie to "takie duże Mazury", z tym, że ktoś jednak cały czas musi pilnować mapy. O, takie brzydale jak na obrazku z wody wystają z nienacka. Nadzialiśmy się na takie paskudztwo w miejscu, w którym według mapy miało być 8 metrów głębokości. Nieciekawie było przez moment…

Vi seglade norrifrån, från Vätö, söderut och avslutade i Bullandö. Det som jag inte var van vid sedan tidigare att man faktiskt måste titta i kartorna och kolla efter bl.a. sådana här fulingar (det var mest insjöar jag seglat förut på).



W sobotę wieczorem szukaliśmy dosyć długo przyzwoitego miejsca do przenocowania. Problem polegał na tym, że jacht miał 1,7 metra zanurzenia i w tej części archipelagu nie dało się podejść odpowiednio blisko do brzegu. W końcu było tak późno, że stwierdziliśmy, że stajemy na kotwicy. Znaleźliśmy miejsce, gdzie dało się stanąć jakieś piętnaście metrów od wyspy. No ale żeby się dostać na ląd to trzeba było wskoczyć do wody (jakieś 18 stopni :-) i te paręnaście metrów pokonać wpław. Na brzeg musieliśmy się jakoś dotrzeć, bo Jasiek zmontował szaszłyki pyszne wielce, które trzeba było położyć na grilu. A gril trzeba było postawić na jakimś kawałku kamienia. Raz przepławilam się na ląd i z powrotem w celu przetransportowania potrzebnych rzeczy, drugi raz już niezbyt miałam ochotę, ale musiałam. Za trzecim razem stwierdziłam, że zasada "Polak potrafi" jednak do czegoś zobowiązuje. Spytałam Sześciolatka, czy mogę pożyczyć nadmuchiwane koło. Mogłam. Wzięłam dwa kawałki liny, przywiązałam końcówki do koła. Potem koniec jednej liny przeciągnąłam do brzegu, a koniec drugiej liny do jachtu. W koło wstawiłam wiaderko i tym sposobem zrobiłam prom :-))) Co trzeba było przetransportować wkładaliśmy do wiaderka i ciągnęliśmy za linę w odpowiednim kierunku. Szwedzi się co prawda zarykiwali ze śmiechu, ale z uznaniem, bo nikt nie miał ochoty się taplać w zimnej wodzie o dziesiątej wieczorem :-)

Det var lite svårt att hitta ett bra ställe att övernatta på i lördags. Till slut hittade vi en ö där man kunde stå på ankare ca 15 meter ifrån stranden. För att ta sig i land fick man simma (jag hade svårt att hålla mig för skratt imorse när mina medarbetare frågade om jag kunde bada i helgen :-). Efter två turer tyckte jag att det var nog – jag lånade sexåringens badring, knöt fast två linor vid den. Den ena linan stannade sedan på båten och den andra fick följa med till stranden. Sedan stoppade jag in en hink i badringen och med en så fiffig färja kunde vi transportera allt vi behövde mellan segelbåten och stranden :-)



Okazało się, że jeżeli chodzi o żeglowanie, to z całego towarzystwa (mimo kilku dobrych lat niepływania) ja umiem najwięcej. Przy czym ja nie znam ani jednego szwedzkiego słowa z branży. Trzeba było zrobić zwrot przez rufę, M i S byli w kabinie, do dyspozycju miałam tylko (znudzonego wielce) Johana. Stwierdziłam, że ze sterem, jednym szotem genui i szotem grota sobie poradzę sama, ale przydałaby mi się jednak para rąk do przerzucenia genui. Johan wie o żeglowaniu tyle, że się trzeba trzymać z daleka od bomu grota, więc musiałam to wykorzystać. Zagaiłam: "Johan, zaraz będzie można dostać w głowę" - Tu ożywione: "Ahaaaaa?" - "Jak powiem TERAZ, to masz pociągnąć za ten czerwony sznurek". Manewr został wykonany według wszelkich zasad sztuki :-)))

Jag har seglat tidigare men jag har inte det svenska ordförrådet med seglarterminologi. Tyvärr... Praktiken satt dock i ryggmärgen, det gick bra även om jag fick be Johan att ”dra i det röda snöret”. En otroligt lyckad helg, jag hoppas verkligen att de vill ha oss med sig någon gång mer :-)

3 kommentarer:

  1. Czyli urlop in plus??? I niech żyje pomysłowy Dobromir! Uściski

    SvaraRadera
  2. Przez zmiane pracy urlop dopiero za kilka miesiecy... Trzeba robic, co sie da, zeby sie nie zanudzic w miescie :-)

    SvaraRadera
  3. Tack för din gulliga hälsning på min blogg :-)
    Måste bara säga att din vinröda cardigan är så snygg, så snygg. Jag är riktigt imopnerad!
    Ha en bra dag.
    /Malin

    SvaraRadera