2013-08-27

Wymagająca szefowa


Eva Astrid, urodzona 19 sierpnia. 3280 gram, 50 cm.

Eva Astrid, född den 19 augusti på Danderyds sjukhus. 3280 gram, 50 cm.

2013-08-14

Migawki, cz. 2

4.


Ku mojej uldze zrobiło się 17 stopni. Wyciągnęłam więc skończone już kilka  tygodni wcześniej lniane wdzianko. Tak, wiem, że nic na zdjęciu nie widać, ale prawdę mówiąc, to jak stoję, to też NIC oprócz Brzucha nie widać. Dlatego zdjęcie na wisielca:

Sedan blev det plötsligt bara 17 grader. Då tog jag fram en tröja som har legat klarstickad i några veckor, men det hade varit alldeles för varmt för att ha den på. Nej, det syns inte så mycket på bilden, det syns faktiskt inte så mycket mer än min Mage även när jag stå upprätt, därav en bild på en galge:


Nowa technika: rękawy wrabiane od góry rzędami skróconymi. Korzystałam z logicznego, rzetelnego opisu na blogu Wydziergane przez K. Dziękuję! Na początku wydawało mi się, że główka rękawa będzie za bardzo spiczasta, ale się na szczęście mi się tylko wydawało :-)

Włóczka: 100 % lnu Kalinka, Karin Öberg, 320 metrów na 100 gram, poszło 354 gramy. Lnu się do tej pory bałam jak jasna cholera, jakoś tak miałam nieciekawe skojarzenia po przygodzie z bawełną (bleeeeh). Myślałam, że z lnu będzie się robić, jak ze sznurka na prezenty, a tu kompletna niespodzianka! Na początku a i owszem, lekko sztywnawe, ale w robocie płynne.

Druty: 3 mm do przerabiania lewej strony, i 3,5 mm do przerabiania prawej strony. Ponieważ robię lewe oczka luźniejsze, niż prawe, więc przy ściegu gładkim robią mi się żeberka. Ale gdy biorę dwie różne grubości drutów, to struktura widocznie się wyrównuje.

Model: jak oko poleciało, a drut wyhaczył. Miały być kompletnie inne poły przodu, ale oczywiście moja koncepcja przegrała z antykoncepcją grawitacji.

Pranie: uprałam w pralce, w normalnym płynie do prania, w siateczce do prania rzeczy delikatnych, bez środka zmiękczającego. Potem wsadziłam też w siateczce tak na chwilę (!!!) do suszarki. Doczytałam się mianowicie, że len dobrze po praniu trochę skurczyć, to gotowy wyrób będzie się mniej wyciągać. Suszarkę włączyłam i... na amen o swetrze zapomiałam. Jak już się wszystko wysuszyło i suszarka zapiszczała, to spłynęła na mnie Łaska Pamięci. Przerażona wyciągnęłam sweter, a tu zaskoczenie - mięciuteńki, lejący, ale nie rozlazły. Uformowałam na płasko, zostawiłam do ostygnięcia, doschnięcia i... jest lepiej, niż moje oczekiwania od początku :-)

Ny teknik: ärmarna är stickade uppifrån och ner med hjälp av förkortade varv. En fantastiskt fiffig teknik om man har en slätstickning!

Garn: lin! För första, men absolut inte sista gången. Jag köpte Kalinka från Karin Öberg förra året, men kom inte riktigt överens med mig själv vad och hur jag skulle sticka. Först trodde jag att det skulle kännas som om att sticka med ett presentsnöre, men jag hade fel!

Stickor: jag får lösare aviga och tätare räta maskor. Därför tog jag sticka 3 mm till aviga och 3,5 mm till räta, strukturen jämnade ut sig tydligt.

Modellen: tja, eget påhitt. Den skulle inte knäppas på framsida, det finns ingen mening med detta längre :-)

5.

Postanowiłam sprawdzić Inne Miejsce Jagodowe. Generalnie się raczej nie nastawiałam na większe zdobycze, gabaryty nie te :-) Tak więc siedzę sobie w krzakach...

Jag satt i blåbärsriset och svor tungt över: foglossning, andfåddhet, svullnaden, halsbrännan, you name it.


...klnę na rozmiękczone stawy, ból kręgosłupa, spuchliznę, zgagę, ale najbardziej to chyba na swoją własną głupotę. A tu drogą idzie pani. Jak tutejszy obyczaj nakazuje trzeba się było ładnie przywitać, porozmawiać o pogodzie, po czym wymienić poglądy o urodzaju jagód. (Według corocznej tradycji ja twierdzę, że jest bardzo dużo, a miejscowi, że nie ma w ogóle. I tak sobie żyjemy w symbiozie, a o logikę rozumowania mnie proszę nie pytać). W życiu pani nie widziałam na oczy, ale stoję i konwersuję, do zbierania jakoś mi się nie paliło. Pani do mnie, ze tutaj to już wyzbierane, ale tam dalej, w głębi lasu, jest o wiele więcej i po wczorajszym deszczu są duże. Ja jej na to, że zbieram tutaj i tyle ile dam radę,  bo w tej chwili nie jestem bardzo mobilna. Pani patrzy i pyta, kiedy planowana data. Na informację popatrzyła na mnie i zdziwiona: "I ty tutaj sama w lesie???. Po czym dodała: "Ja w poniedziałek pozbierałam drugie tyle, co mam tutaj w wiaderku, weź je sobie. Ja zbieram, bo lubię, ale już więcej mi nie trzeba". Yyyyyyy???? Słucham????

Tym sposobem pojechałam do lasu z dwoma pustymi pojemnikami litrowymi, a wróciłam z wiaderkiem 15 litrów wypełnionym do połowy... Przyjechałam do domu i stwierdziłam, że jutro bandażuję głowę, biorę kule i siadam pod jakimś bankiem :-))) Oczwiście próbowałam ustalić ze starszyzną, kim ta pani mogła być - może jakichś grzybów jej za dwa miesiące mogłabym jej podrzucić. Niby wszyscy się w wiosce znają, ale kim była owa pani póki co się nie dało dojść. Starszyzna opis dostała, pewnie będą z czystej ciekawości dociekać na własną rękę.

På skogsvägen förbi mig passerade en kvinna. Som man gör därnere i Småland började jag småprata med henne, om bärplockning, skogen och annat. Kvinnan sa att det inte fanns så mycket att plocka just där jag var, men längre inne i skogen var bären mycket större och finare. Jag förklarade att jag inte var så mobil längre och att jag tänkte bara plocka lite grann, för skojs skull. Då erbjöd denna snälla människa att jag skulle ta hennes egna hink, som var ca 15 liter stor och halvfull med bär! Jag trodde inte mina öron... När jag kom hem och beskrev henne för Johans familj (jag kan ju lika gärna dyka upp hos henne om några veckor med en rejäl kasse trattkantareller, tänkte jag) kunde de tyvärr inte komma på vem det kunde vara. Naja, de har signalementet, förhoppningsvis kommer gåtan att lösa sig :-)


I tak to na deser było ciasto okruszkowe...

Det blev smulpaj till efterrätt denna eftermiddag. 


A na kolację były raki. Tak się zastanawiam, czy jest jakaś inna potrawa na świecie, gdzie nie to, że można, ale wręcz trzeba przy jedzeniu mlaskać, ciamkać, siorbać, dłubać, jeść rękami i w dodatku oblewać się zalewą :-)

Till kvällsmat blev det kräftor. Jag undrar om det finns någon annan maträtt i världen där man SKA sörpla, smaska, pilla, äta med händerna och spruta runt med lag :-)

2013-08-11

Migawki, cz. 1

1.

Rano kontrolna wizyta u położnej, która między wierszami stwierdziła, że Dziecina z tych, którym się spieszyć na pewno nie będzie: "W jakiej odległości jest najbliższy szpital? Aha, to możesz jechać". Dostałam wszystkie dokumenty na wszelki wypadek i przykazanie miłego urlopu. Po przyjeździe do lasu niektórzy...

På morgonen blev det ett av de allra sista besöken hos barnmorskan. Mellan raderna sa hon att barnet inte kommer att ha bråttom, det var alltså helt OK för mig att åka iväg. Barnmorskan frågade bara om det ligger något sjukhus inom ett vettigt avstånd, skrev ut några pappper "ifall att" och önskade en trevlig semester. Därefter blev det en välbehövlig semester i Småland :-) Fast vissa fick några uppgifter att utföra direkt efter ankomsten.  


...od razu zostali zagonieni do pomocy.

2.

Mieliśmy kiedyś w pracy studenta wymiennego z Ugandy. Oj, duuużo rzeczy go zadziwiało (Pani miała pieska  w torebce i go pocałowała! Czy coś się stało, że tu nikogo nie ma  na ulicach po 20? I.t.d., i.t.p). Przyszła zima, student wpadł  rano przerażony i spytał, czy szwedzkie dzieci mają w wózkach KALORYFERY. Bo jak to maleństwa wynosić na takie zimno??? Kaloryferów w wózkach co prawda nie ma, ale za to są skóry owcze. Przy czym w rodzinie Johana jest zwyczaj, że babcia tę skórę funduje. Przy okazji tej wizyty matka Johana spytała więc, czy jesteśmy w ogóle takim czymś zainteresowani, bo jeżeli tak, to w okolicy jest hodowla owiec gotlandzkich. Skóry tam były według niej bardzo porządne, ona tam kilka razy kupowała prezenty i dla dzieci, i dla dorosłych. Wsiedliśmy więc w samochód i pojechaliśmy do Atelje Guldtackan.

För ett tag sedan hade vi på jobbet en utbytesstudent från Uganda. Det var många saker som han blev förvånad över, men en kall vintermorgon kom han förskräckt till jobbet och ställde en fråga: har de svenska barnen ett element i sina barnvagnar? Det går ju inte att ha sådana småttingar ute i den här temperaturen. Nej du, inga element i barnvagnar. Men ett varmt fårskinn fungerar lika bra :-) Det hade vi inte skaffat innan, Johans mamma föreslog därför att vi skulle åka till Atelje Guldtackan i Gripenberg som säljer skinn (och allt annat gjort) av gotlandsfår.



 I faktycznie. Owce o długich, jedwabistych, mięciuteńkich lokach, coś niesamowitego!

Johans mammas berättelser om gotlandsfåren stämde faktiskt. En otrolig kvalité, med mjuka, långa lockar...


W sklepie były też gotowe ubrania, kurtki, swetery, rękawiczki, poduszki, dekoracje. Teściowa rozanielona oznajmiła: "Ah, jakie tu można piękne prezenty na Gwiazdkę kupić!". Na co ja bezczelnie "Jak ja mam dostać stąd prezent, to z...

Man kan köpa även färdiga plagg, handskar, kuddar, beställa jackor i ateljen. Svärmor var helt lyrisk: "Tänk vilka fina julklappar man kan handla här!". Då svarade jag fräckt: "Ska jag ha någon julklapp härifrån då är det den HÄR..."



...tej półki poproszę". Dostępna była wełna 2ply z ich własnych owiec, w kolorach naturalych (na dwóch najwyższych półkach) oraz mieszanka duńskiej produkcji, w składzie merynos falklandzki z runem gotlandzkim. Oczywiście nerw zakupowy mnie zaswędział, ale jak tu się zdecydować? Johan popatrzył, poklepał parę precelków (tak, tak! :-) i zdecydował...

...hyllan som gäller!". Man kan köpa garn 2ply av ställets egna får (naturfärgade, de två översta hyllorna på bilden), men även en dansk blandning av gotländsk pälsull och falklandmerino. Ja, och min shoppnignerv började klia direkt. Men att bestämma sig vad jag ska ha? Nej, det gick inte. Då ingrep Johan:


...TA. No jak ta, to ta, dużo do powiedzenia nie miałam. (Nie, do płacenia już się tak niestety nie wyrywał). Pani sprzedająca spytała: "Robisz na drutach?" - "Tak" - "A co z tego chcesz zrobić?" - "Sweter. Ale najpierw muszę się trochę skurczyć."

"Det här ska du ha". Tyvärr var han inte lika ivrig på att betala för det :-) Sju härvor blev det, det känns som att garnet inte kommer att vara så drygt. Men en tröja räcker det definitivt till.


I tak, wybraliśmy też ocieplacz na mrozy do wózka. Przy czym te skóry są tak wyprawiane, że można je prać.

Z Gripenberg wycieczka udała się do Gränna; Gränna jest przepięknie położona nad jeziorem Vättern (zdjęć z położenia brak, albowiem trzeba dać radę chodzić, a zwłaszcza pod górkę).  Miejsce jest słynne z produkcji karmelków...

Ja, det blev även ett barnvagnskinn. Skinnen går att tvätta, bra att veta!

Från Gripenberg var det nära till polkagrisparadiset, Gränna, där Johan köpte ett litet förråd med karameller. Själv är jag ingen större fan av dem, men barndomssmakerna diskuterar man inte med :-) 

 

...polkagris. Skład: cukier, ocet, olejek miętowy i barwnik. Johan przeszczęśliwy zakupił zapas; jedyne wytłumaczenie dla mnie to "smaki dzieciństwa" :-).

Po powrocie do domu ja padłam snem pogromionego, a Johan wypruł do lasu uprawiać biegi dziesięciokilometrowe. A w międzyczasie rozpętała się burza. I to naprawdę solidna. Ale ja NIC nie słyszałam, Johan latał w bliżej nieokreślonym miesjcu po lesie, a matka Johana szalała z niepokoju - bo ja na nic nie reagowałam, a Johana wcięło. Jak już burza przeszła, to wylazłam na podwórko. Ja się patrzę, patrzę i oczom nie wierzę. Stara, piękna brzoza, która rosła na skraju jeziora, leży. Okazało się, że nie tylko u nas były straty.

Vi kom hem, jag blev jättetrött och la mig. Och somnade så hårt att jag inte hörde/kände att det blev en rejäl åska. När jag väl vaknade efteråt och kom ut visade det sig att stormen la ner en gammal, vacker björk som vuxit precis vid sjökanten. Det blev tyvärr mer skador ute i samhället än så - både granar i skogen och fruktträd i byn fälldes. Och det blev ett strömavbrott på flera timmar - med en lång kö i pizzerian i byn som följd. Jag kan dessutom avslöja att att stå ut med tre kaffe-, internet- och tv-sugna svenskar är _riktigt_ tålamodsprovande :-)))



Chłopu Wielorolnemu urwało kawał ogromnego, starego klona przed domem, w lesie były połamane świerki, brat Sven-Åke pozbył się jabłoni. A potem cały wieczór już tylko nie było prądu. Tylko. Jasno było jeszcze, więc ja się zajęłam, bo miałam czym. Ale wytrzymać z trójką Szwedów z objawami abstynencji kawowo-telewizyjno-internetowej to była niezła próba cierpliwości :-) No i na obiad zamiast jagnięciny z grilla była pizza, a w pizzerii gigantyczna kolejka, bo, jak się okazało, pół wioski zostało bez prądu.


3.

Sven-Åke w zeszłym tygodniu oddał do naprawy swoją piłę. Ponieważ żadnego piłowania drewna w planach wcześniej nie było, to Naprawiacz został poinformowany, że absolutnie nie musi się spieszyć. A tu się okazało, że trzeba usunąć brzozę... Naprawiacz pożyczył więc swoją własną osobistą piłę, ale z zastrzeżeniem. Otóż jego ulubiona piła jest, ekhem, stjuningowana, bo on z nią jeździ na zawody drwali. Sven-Åke, który jest starym stolarzem z młotkiem w ręce urodzonym, mógł pożyczyć narzędzie Naprawiacza pod warunkiem, że maszyny nie będzie używać na maksymalnej mocy :-)

Po południu pojechałam na miejscowy pchli targ. Miałam w głowie konkretną rzecz do kupienia, oryginalne to to nie było, więc byłam nastawiona, że znajdę co trzeba bez problemu. Niestety byłam w błędzie.  Tego, czego szukałam, nie znalazłam, ale znalazłam coś, nad czym się bardzo długo zastanawiałam: nieżyjąca już babcia Johana była mistrzynią w technice, którą ja pierwszy raz zobaczyłam właśnie w babcinym wykonaniu. Nie wiedziałam, jak się to nazywa, ja się to robi, jaką to ma historię. Babcię oczywiście próbowałam wypytać, ale była już wtedy tak chora, że nie mogła mi udzielić żadnej konkretnej informacji. Sprawę odpuściłam, i jakże sią zdziwiłam, gdy w na owym pchlim targu na półce z książkami robótkowymi zobaczyłam dwa podręczniki z wczesnych lat siedemdziesiątych z dokładnymi opisami i wzorami näversöm (näver = kora brzozy, söm= szew, ścieg).

Nästa dag åkte jag till loppisen i byn. Jag ville köpa en enda, konkret grej som jag trodde var lätt att få tag i på ett sådant ställe. Men nej, tji fick jag... Däremot hittade jag två böcker från 70-talet om näversöm. 



Książki z czystej ciekawości kupiłam. Doczytałam się, że robione tą techniką wczesne tekstylia w muzeach są z XVII wieku, użytku raczej kościelnego. Kawałek lnu napinano na ramie z kory brzozy, po czym wyciągano nitki i z wątku, i z osnowy. Po czym specjalną igłą i nićmi lnianymi się wyszywało ściegi, są ich podstawowe cztery rodzaje. Kolory haftu były zróżnicowane w zależności od regionu. Podstawowe wymiary to 30x30 cm, dłubanina niesamowita.

Johans farmor var en mästarinna på näversöm. När jag såg för första gången några dukar som hon gjort frågade jag om tekniken. Tyvärr var farmor så sjuk då att hon inte klarade att förklara något för mig. Så förblev det en gåta för mig i några år. Därför slog jag till och köpte dessa två böcker direkt. Nej, jag tror inte att jag kommer att göra något i den tekniken, den lär vara riktigt krävande och jag är dessutom ingen större fantast av dukar/prydnadsgrejer. För mig är det mer som ett oerhört intressant, gammalt hantverk som jag blev nyfiken på.

2013-08-04

Ljusterö


Dzień luksusowy, czyli spakować jedzenie, kawę, książkę i wynieść się na kilka godzin nad morze...

En riktig lyxdag... Att bara packa ner en matsäck, en bok och dra iväg till vacker natur....