2009-09-25

...a o grzybach? - ...om svamp?

...o grzybach chcecie? :-)

...vill ni läsa om svamp? :-)


Chropiatka cuchnąca. Można używać do farbowania wełny :-)

Busksvamp. Vad fin den är! Jag har hört att det är en bra svamp för att färga ull med :-)


Lejkowce dęte - tutaj uważane za rarytas. Trudno je znaleźć, ale jak się trafią, to w ilościach przyprawiających o zbuntowaną reakcję "ooo nie! ja już nie zbieram ani jednego!" :-) A że takie czarne? No jakby takie czarne nie były, to by tak pięknie nie kontrastowały z...
Massor av svart trumpetsvamp. Svåra att hitta men när man väl hittar en plats då undrar man hur mycket svamp det egentligen kan finnas på ett och samma ställe... Färgen skapar en fin kontrast med...

...curry i kurkumą w zupie grzybowej (bulion, podsmażone grzyby, cebula, śmietana, ocet z czerwonego wina, no i przyprawy oczywiście; pomysł z książki johanowego idola kucharskiego Jensa Lindera). Miłego weekendu! :-)

...curry och gurkmeja i en soppa enligt Jens Linders recept från boken "Långkok" :-) Trevlig helg!

2009-09-20

Shosholosa

1) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 2) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 3) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 4) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 5) Nigdy więcej...
1) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 2)
Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 3) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 4) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 5) Aldrig mer...
***
Wiem, że miałam cicho siedzieć i nie pisać...
...a Wy mieliście nie czytać! A tu licznik sobie cyka i cyka... :-)))
Ja, jag vet att jag skulle sitta tyst och inte skriva. Men familjen protesterade. Ivrigt. De vet nämligen inte vad jag hittar på och det känns tydligen liiiite läskigt :-) Och eftersom jag har en grej som är klar ändå så gör jag ett uppehåll från mitt uppehåll; hoppas ingen misstycker...
***

Z ciekawszych rzeczy w pracy wyłożyli instrukcje, co trzeba robić na wypadek pandemii: należy pracować jak zwykle oraz się nie zjawiać, jeżeli ma się objawy grypy. A stojący (jeszcze i póki co) na nogach mają grzecznie brać dodatkowe godziny za tych, co już leżą. Optymizm bijący z mejla od szefostwa był powalający... Szczepić w każdym bądź razie mają wszystkich mieszkańców Sztokholmu i okolic.
Ale, ale, do rzeczy (w tym przypadku to od rzeczy może raczej). W czerwcu na wyprzedaży kupiłam włóczkę. Co prawda na kupowanie nowych motków miałam szlaban, ale skusiłam się, bo nigdy z czegoś podobnego nie robiłam: cieniowana wełna i w dodatku o ciekawej strukturze. Zaczęłam grzebać po Ravelry i doszłam do wniosku, że jedyne, co jestem w stanie z tak małej ilości zrobić i w dodatku da się to robić w autobusie (bo wtedy mam czas), to My So Called Scarf. Dłubanie spodobało mi się, ale szybko się okazało, że włóczki na taką długość szalika, jak ja chciałam, jest o wiele za mało... No to trzeba dokupić. Pierwszy sklep - już nie nie mają. Drugi sklep - nigdy nie mieli. Trzeci sklep - może będą mieli. Na moje radosne pytanie "Kiedy?" odpowiedzieli "Najwcześniej za miesiąc". W czwartym sklepie pani się uśmiechnęła i pokręciła głową - o tą włóczkę w ogóle nikt nie pyta. No paczcie, paczcie jaka ja się oryginalna nagle zrobiłam... W internetowych sklepach nici - ale nie te, które ja akurat potrzebuję. Włóczka jest duńska, więc pozostały mi tamtejsze sklepy. A i owszem, znalazłam bez problemu, ale jak zobaczyłam koszty przesyłki, to osłupiałam... Nie lubię zostawiać rozgrzebanych rzeczy, więc po stwierdzeniu no i będziesz miała nauczkę jednak (zgrzytając zębami) potrzebną mi
ilość ściągnęłam.
I juni tog jag in en sväng till Panduro, de hade rea och dessa skyltar reagerar min hjärna starkt på. Naja, det visade sig att i ett hörn låg några nystan Cocoon från HPgruppen. Jag tyckte om färgerna och kom fram till slutsatsen att på rea kan man köpa ett konstigt garn som man är nyfiken på och som man aldrig stickat av. Trots att man VET att man egentligen inte behöver något nytt garn och man vet att garnet itne räcker till något större... Då blev det 3 nystan.
På Ravelry började jag leta vad som skulle kunna stickas av detta garn, förutsättningen var dessutom att stickningen ska vara pendel/bussvänlig (ni vet, sådana tonåringar med något jättetjockt garn som stickar på pendel med ett helt fascinerat uttryck på ansiktet och viftar helt vilt med
sina bambustickor nummer 12 så att INGEN, men ABSOLUT ingen vågar sätta ner sig på sättet bredvid :-))). Naja, det blev ett snabbt beslut, My So Called Scarf. Ganska fort insåg jag dock att tyvärr, till den längd som jag vill ha måste jag absolut skaffa mer garn. Panduro först - nej, de hade inget kvar. Sedan några stickbutiker i stan, ingen hade det inne... Nätbutiker - nix, garnet är danskt då återstod bara att hitta någon dansk internetaffär. En sådan lyckades jag hitta snabbt, men när jag såg försändningskostnaderna... mamma mia, det skulle gott räcka till några nystan till... Men att lämna halsduken och - ännu värre - glo genom fönstret på väg till Huddinge och tillbaka hem - naja, valet var avgjort till slut. Då blev det ett paket med garn (och två miniaturgodis :-) från Danmark. Och dessutom ett förbud mot att köpa garn på rea...



Włóczka: Coats/HPgruppen, Cocoon, kolor numer 49, 7 motków. Plusy: świetna struktura, mięciutki, w ogóle nie gryzie (ale ja z tych mało zgryźliwych jestem, więc się proszę za bardzo nie sugerować), ciepły, a wzór przyjaźnie autobusowy :-) Minusy: struktura, bo się trzeba pilnować, żeby nie rozszczepić nici podczas robienia, niestety mam też powody przypuszczać, że się będzie cholernik jeden mechacił.
No i w dużym skrócie cena szalika wyszła raczej w katogorii luksusowa, a nie przecenowa... Arrrrrrghhhhhhh.....
Cocoon från Coats, färg nummer 49. Trevligt att sticka för att: den har en fin struktur, är mjuk, varm och sticks inte. Mönstret var perfekt till en halvtimmesresa. Lite mindre trevligt: återigen strukturen, för att man måste vara försiktig med att inte klyva sönder garnet när man stickar. Och dessutom tror jag att den kommer att rufsa till sig (ni vet, inte noppigt, men förlorar fastheten ändå).

***

Jak się jedzie do pracy, to można albo dłubać na drutach, albo na ten przykład śpiewać. Raz mi się jakaś szwedzka miła piosnka przyplątała w metrze i zaczęłam sobie nucić, na co pan siedzący obok na mnie dziwnie popatrzył. Artystycznie kontynuowałam w domu (no wiecie, taki kawałek, który utyka w głowie i się go pozbyć nie można,
tutaj ciekawy link o tym zjawisku), na co Johan z rozbawieniem mnie spytał: A co ty śpiewasz? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie wiem, ale bardzo bym się chciała dowiedzieć. Na co on rechocząc mnie oświecił: Przecież to psalm, który się śpiewa na pogrzebach!

Nnno tak... od tamtej raczej siedzę w autobusach cicho, lepiej dłubać jednak szaliki na drutach... Więc śpiewanie zostawiam komu innemu - tytułowa Shosholosa to pieśń robotników południowoafrykańskich jadących do pracy w kopalniach:
När man åker till jobbet kan man sticka eller sjunga. Jag sjunger inte (längre... :-) på bussar men här kan man lyssna på sång som arbetare i Sydafrika sjöng på väg till gruvorna:




...98) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 99) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży. 100) Nigdy więcej nie kupię włóczki na wyprzedaży.
...98) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 99) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea. 100) Aldrig mer ska jag köpa garn på rea.

2009-09-03

Landmannalaugar - Skogar (4)


Dzień - 8 - Dag

Fimmvörduhals - Skogar

W nocy wiatr zaczął się uspokajać... I bardzo dobrze, bo gdyby się okazało, że jednak by nas musieli ściągać, to nie zobaczylibyśmy jednego z najbardziej malowniczych odcinków tej trasy. Wyjaśnię to tak: jak w jakiejś okolicy jest wodospad (albo i nawet wodosik), to miejsce staje się momentalnie pułapką turystyczną. Natomiast na trzynastokilometrwym odcinku do Skogar jest ponad 20 wodospadów, więc nawet najbardziej wybrednemu turyście któryś z nich się może spodobać:
På natten började vinden lugna ner sig. Det var fortfarande blåsigt och molnigt på morgonen, men det var inte omöjligt att ta sig ner till Skogar i dessa väderförhållanden. Och bra var det också - om vi verkligen hade blivit tvungna att åka ner i bilar skulle vi missa en av de vackraste och mest pitoreska vandringssträckan. Hur ska jag förklara... Om det finns ett vattenfall någonstans, oavsett dess storlek, blir det genast en turistfälla. Under dessa 13 kilometer ner till Skogar kunde man se över 20 vattenfall:






No a najlepszy dowód na to, że schodzi się (mocno) w dół to roślinność i pasące się owce bardzo wysokogórskie.

Det bästa beviset att man går ner - först kommer tillbaka växtligheteten. Och sedan dyker upp alla får :-)


Reykjavik



Po takim spacerze byliśmy trochę zmęczeni :-) więc zostaliśmy jeszcze 2 dni w Reykjaviku. Wybraliśmy się między innymi na morze, żeby zobaczyć wieloryby. Niestety wporównaniu z zeszłym rokiem klapa - udało nam się zobaczyć tylko płetwale karłowate, a i to z daleka... Według pana objaśniacza na statku płetwale pływają samotnie, nie w stadach (czyli jak się widzi, to tylko jednego) i w dodatku są szybkie, do 60 km/h (czyli jak się takiego zobaczy, to on i tak zaraz zwieje). W Islandii już wtedy zrobiła się wczesna jesień i mniejsze gatunki podobno już zniknęły.

Po drodze do portu wzrok mi zaczepił o jakichś marynarzy w charakterystycznych, wielkich czapach. Rosjanie, ani chybi... ale jakoś nie mogłam skojarzyć, co to może być. Podeszliśmy bliżej, zobaczyłam charakterystycznie pomalowane burty. No tak...

Efter vandringen stannade vi kvar i Reykjavik i två dagar, jag ville åka på en valsafari. I jämförelse med förra årets utflykt blev det inte mycket att hänga i jugranen - vi såg bara en art, vikvalar och på ett ganska lång avstånd. Ledaren berättade att vikvalar bildar inte flockar, simmar ensamma (dvs. även om man hittar arten, så är det bara ett djur) och dessutom är de snabba, upp till 60 km/h (dvs. även om man ser dem, så simmar de iväg mycket fort). Det var redan tidig höst på Island och de andra arterna har simmat iväg till andra områden.


På väg till hamnen såg jag några sjömän i karakteristiska, höga hattar. De där hattarna hade jag sett innan, tänkte jag, men kunde inte riktigt associera något vettigt. När vi kom närmare visade sig...


...Kruzensztern! Coś przepięknego!!!

...Kruzenshtern i all sin prakt!!!

***

Olga - tack snälla för din trevliga kommentar :-) Du har helt rätt - utsikterna var sagolika. Sanningen är att även den bästa fotografen med den bästa kameran inte kan återspegla i 100% det som man kunde se med egna ögon där. Island har en helt fantastisk natur, helt enkelt! :-)

Jag måste även förklara varför jag inte använde diakritiska tecken när jag skrev alla platsnamn i inläggen om Island: det gick tyvärr inte! Jag skrev med deras bokstäver tecken i det alla första inlägget och då meddelade blogger att det var helt fel... Lite synd, tycker jag!

Po pierwsze się tłumaczę, dlaczego nie użyłam znaków diakrytycznych w pisowni islandzkich nazw. Próbowałam, ale się po prostu nie dało - blogger mi nie przepuścił literek i poinformował o błędach w HTML-u (Nie, nie wiem jakich błędach. I nie chcę wiedzieć :-)

Kocurek - napisała, że podobno na Islandii noce są krótkie. To zależy kiedy :-)))

Kruliczyca - na Islandii na piechotę nie tylko się da, ale i trzeba, bo w niektóre miejsca po prostu inaczej nie dotrzesz. Są odcinki w głębi kraju, które dostępne tylko latem i tylko w samochodach z napędem na cztery koła. Czasami trzeba nawet i z takiego samochodu wysiąść i kawałek podejść :-)

Widoki - a i owszem, obłędne, jak się trafi na dobrą pogodę. No ale ta reguła to raczej obowiązuje we wszystkich górach :-)

Jedzenie - Johan puchnąc z dumy bardzo dziękuje! W takich warunkach mieć tego typu żywność to był najczystszej wody luksus. Oczywiście można się odżywiać inaczej - spotkaliśmy trójkę Niemców, którzy szli z Akureyri do Skogar, czyli coś około 250 kilometrów, włączając w to góry i pustynie. Spytaliśmy ich, jak oni rozwiązali sprawę jedzenia, no bo na trzy osoby nieść przez kilkanaście dni żywność to przecież bardzo duże obciążenie. Na co Niemcy nam opowiedzieli o swoim jadłosposie - rano musli na wodzie, a wieczorem mus ziemniaczany z sosem z torebki. Co trzeci dzień tabliczka czekolady dzielona na trzy osoby. I TYLE. Oczywiście czy się wytrzyma taki wysiłek, czy się padnie jak kawka, zależy też od ogólnej kondycji i - ekhem - początkowej zawartości tłuszczu w organizmie. Oni dali radę, ale ja podejrzewam, że moje nogi na takiej diecie odmówiłyby współpracy już pierwszego popołudnia...

Myszoptica - jest takie ładne polskie wyrażenie szlajać się :-) Ja się szlajać zawsze lubiłam, a że z Johanem to klasyczny przypadek "trafił swój na swego", to urlopy mamy takie, jakie mamy. Chociaż - po tej wyprawie Johan spytał mnie entuzjastycznie: "Kochanie, to gdzie chcesz wędrować w przyszłym roku?". Moja ponura odpowiedź brzmiała: "Na Krecie. Z pokoju hotelowego do basenu...". Ale on za dobrze mnie zna, żeby w to uwierzyć :-)

***

... i tym optymistycznym wpisem zawieszam niestety pisanie bloga. Powód? Banalny, ale dopiekający - czyli koszmarny brak czasu. Muszę w tej chwili się skupić na innych rzeczach i na przyjemności po prostu brakuje mi doby.

Wszystkim, którzy tu zaglądali, bloga czytali i komentowali, ogromnie i pięknie dziękuję :-)

...och med detta inlägg avbryter jag tyvärr mitt bloggande tills vidare. Anledningen är tidsbrist - jag måste koncentrera mig på andra saker helt enkelt; har mindre och mindre tid och energi för stickning och andra nöjen... Då passar jag på och tackar alla som har kikat förbi, läst och lämnat en trevlig kommentar - ETT STORT TACK! :-)