2009-06-22

Midsommar







***






W chaszczach udało mi się znaleźć coś dziwnego. Coś dziwnego okazało się być dziką orchideą o nazwie podkolan biały, naliczyłam ok. 20 roślin :-)
Jag lyckades hitta nattvioler ute i skogen! Vad vackra de är!
***

W budce na brzozie rezyduje rodzina muchołówek żałobnych. Podobno żeby wykarmić jeden miot dorosłe ptaki łapią ok. 15 000 owadów dziennie. Ja chciałam złapać pracowitą mamę muchołówkową z tłustym, pięknym (i wciąż ruszającym się) robalem w dziobie:
Svartvita flugsnappare fångar upp till 15 000 insekter om dagen för att mata sina ungar med. Jag ville fota mamma-snapparen med en fin, fet (och fortfarande levande) mygga i näbben:



...coś w tym stylu. Ale przy okazji trafiło mi się to :-)))
...men fick även kort på hannen på väg rakt in i boet :-)))


2009-06-15

Ufff.....

...Szefowa zatwierdziła moje teorie, można jechać dalej :-))) To uf numer 1. Uf numer 2 to mój wreszcie skończony sweter.
Då är min tröja äntligen klar!

Tak wygląda wzór, znaleziony na jakimś rosyjskojęzycznym forum. Gdzie i kiedy, nie pytajcie, po prostu się nadziałam na niego i spodobał mi się przeokrutnie. Model zrobiony z tego wzoru był bardzo podobny, ale ja rosyjski to tylko z widzenia, więc robiłam po swojemu.
Så ser mönstret ut; jag hittade det på ett ryskt forum. Alla beskrivningar av modellen var på ryska, vilket språk jag kan läsa ganska bra, men - tro eller inte - förstår inte ett dugg :-))) Därför stickade jag helt fritt efter det som jag såg på bilden.


Tak pojechałam. Robiony na prosto, bez żadnych wcięć, bez szwów. Rękawy takoż na okrągło. Przody i wycięcie szyi podszyte ową (przeklętą) tasiemką, falbankowe doły rękawów i korpusu obrobione szydełkiem oczkami rakowymi. Włóczka Magnum, 70% merynosa, 20% jedwabiu, 10% kaszmiru, 150 m/50 g. Jedwab powoduje, że włóczka się dosłownie ślizga między palcami, a kaszmir po upraniu "puchnie" i dodaje dzianinie struktury.
Så ser den ut på mig. Stickad helt rakt och runt, även ärmarna stickades utan sömmar. Framstyckets kanter och urringningen förstärkte jag med ett bomullsband sytt för hand, de vågiga kanterna virkade jag runt med kräftmaskor (heter det så? när man stickar från vänster till höger?.... :-). Garnet köpte jag på Lienes design och det rekommenderar jag varmt! Tack vare silket känns det som att garnet smälter mellan fingrarna. Kashmiren i sin tur orsakar att strukturen i mönstret kommer fram på ett mycket tydligare sätt efter tvätt.

***
Byłam w zeszłym tygodniu na spotkaniu robótkowym; dziewczyny poleciły mi bardzo ciekawy blog: pani postanowiła wydziergać 50 swetrów techniką Fair Isle przed swoimi 50 urodzinami. Ten tego... powodzenia :-))) Podobno kupienie jednej z książek guru w tej technice, Alice Starmore, to kwestia marnych kilkuset dolarów (książka wydana dawno temu, po czym wydawca zbankrutował, Alice nie ma praw autorskich do swoich własnych projektów, więc książki wydać na nowo nie można plus typowo szkockie podejście autorki do problemów itepe, itede). Przy okazji spotkania usłyszałam od jednej z dziewczyn: "no i kupuję włóczki, coś muszę zrobić z pieniędzmi... przecież ich nie przepiję!" :-)))

***

Dostaje anonimy - ale bardzo miłe anonimy :-) Naprawdę życzę powodzenia w klockach - ja już wiem, że to nie dla mnie, więc podziwiam z całego serca!
Kocurku - cieszę się, że mogłam pomóc :-)
***

Dawno temu się żaliłam, że mi zdjęli bardzo ulubione nagranie Sokołowa. Znalazłam ponownie to nagranie, w dodatku ze świetnym komentarzem: "many pianists tried, many pianists failed". Oj, prawda, prawda :-)))
För ett tag sedan var jag på en konsert av en rysk pianist Sokolov. Nu har jag hittat en av hans inspelningar som jag tycker mycket om; dessutom blev jag väldigt road av kommentaren: "many pianists tried, many pianists failed". Oj, vad sant :-)))

2009-06-06

P.S.


Na bardzo szybko dzisiaj: zapomniałam o jeszcze jednym ułatwieniu w robieniu koronek: karteczki post-it. Te żółte, z samoprzylepnym paskiem. Zanim się nie nauczę wzoru, to w trakcie robienia przeklejam karteczkę z rzędu na rząd. Po pierwsze wiem, gdzie dokładnie jestem, po drugie nie muszę za każdym razem odszukiwać wzrokiem i maniacko sprawdzać, czy się wszystko zgadza. Równa się oszczędność czasu :-)
Link do graftingu pozwalam sobie wkleić. Moim zdaniem dobrze go umieć, bo jego cechą charakterystyczną jest to, że go nie ma :-) Niżej wklejam, jak wygląda przyszyta tym ściegiem koronka w moim czerwonym szalu:
Mycket snabbt idag: några personer frågade mig om hur man syr ihop kanter som stickats separat. Enligt mönster ska man sticka ihop dem på en gång, jag har aldrig vågat mig på det; använder grafting istället. Så gjorde jag t.ex. i min allra första sjal:

***


Ponieważ za dużo osób widzi bazylię w mojej doniczce, w której to doniczce przysięgam, że nie ma bazylii :-))) więc wklejam jeszcze jedno zdjęcie (swoją drogą nieźle to porosło przez te parę tygodni):

Ja, jag har en ganska stor balkong. Johan vill tillägga, att den skulle vara ännu större om jag inte hade haft massor med krukor därute :-) Jag visar min största kruka en gång till, för att folk var övertygade att jag hade basilika i den:

Na dwunastej Szalejąca Szałwia, na trzeciej tymianek, na dziewiątej oregano. Bazylię miałam kupić pod koniec maja, ale ponieważ u mnie jest całe 9 stopni i gwiżdze jak w kościele pod wezwaniem Matki Boskiej Od Przeciągów, to póki co niestety muszę sobie odpuścić. Szałwię się ścina, liście kroi na cienkie paski i wrzuca do gorącego oleju (frytuje? że szwedzkie słowa wymyślam, to normalka, teraz już polskie zaczynam? :-). W ten sposób powstają chrupiące wiórki o ciemnozielonym kolorze, które to wiórki super wyglądają (i smakują) na np. mięsie. Albo się podgrzewa szałwię w maśle i się tym cudownie pachnącym masełkiem polewa szparagi.
Nej, det är bara salvia, oregano och timjan. Salviablad kan man strimla i långa bitar och fritera i olja. Det blir krispigt och jättegott till t.ex. kött. Annars värmer jag hackade blad i lite smör och häller på sparris eller kokt färskpotatis - fin doft och mycket smakrikt.

2009-06-04

Dół gigant - En stor grop och en liten knapp

Znudzony życiem w szklanej klatce? Chcesz dotrzeć do Dna Twojego Istnienia?

Wykop sobie doła! Zdemoluj wnętrze, sterroryzuj sąsiada, przysyp jego działkę piaskiem i pół świata Twoje!
No dobra, już się przestaję wygłupiać, bo mnie za niesubordynację robótkową powywalają z czytników :-)))
Så roligt kan man ha i ett akvarium. Man kan t.ex. gräva ett stort hål och spotta ner all sand på sin granne. Nej, det funkar inte att jag jämnar till sandberget - så fort jag tar upp handen från akvariet tittar fisken fram och börjar sitt grävarbete på nytt. Fisken är otroligt effektiv och envis, måste jag säga :-)
***
Guzik niezbyt prefekcyjny, ale przyzwoity do swetra dokupiony, za to perfekcyjna tasiemka się znalazła (dlaczego ja mam zawsze takie okropne kłopoty z guzikami???). W związku z tym prace wykończeniowe ruszyły z kopyta. Jednego kopyta, bo...
Ett STORT tack till Katarina som tipsade om Matssons Band!!! Jag hade ingen aning om denna affär och just där hittade en knapp som passar till tröjan! Dessutom följde 4 andra knappar till (det kallas väl för impulsköp? :-), men dem visar jag upp i ett annat inlägg (en liten varning i parentes bara - de tar inte emot kort i affären, man måste ha kontanter med sig där). Så nu har jag inga ursäkter längre, det gäller att sy typ 8 meter band för hand och virka massor och först då bli helt klar med tröjan... oj, vad glad jag är... ;-) Och eftersom man måste hålla sig upptagen och allert emellanåt så har jag redan påbörjat ett annat projekt:


...drugie kopyto zajęłam już następnym pomysłem. Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie :-)
Vi får se vad som blir av detta. Än så länge är jag förtjust både i garnet, färgerna och strukturen av det som jag har stickat hittills. Men som jag känner mig själv så kan jag ändra på grundidén när som helst och då blir det bara att repa upp.
***
Czarcie Psoty i Trikada dopisały nowe komentarze do Paisley´a, bardzo Wam dziękuję :-) Co do stopnia trudności - tak, jak już napisałam, nie porwałabym się na ten szal nie mając doświadzenia z prostszymi wzorami. Ale jeżeli się już kruczki techniczne ma opanowane, to Paisley naprawdę nie jest trudny. Moje wskazówki dla zdesperowanych początkujących:
1) zaprzyjaźnić się z markerami rozdzielając poszczególne/pojedyncze motywy,
2) zanim się konkretnego wzoru nie rozpracuje nie robić tzw. ciągiem, czyli więcej niż 1-2 rzędów na raz,
3) lifelines, czyli nitka w kontrastującym kolorze przewlekana przez wszystkie oczka co 10 rzędów - jeżeli odkryjemy błąd, to nie prujemy 15 centymetrów, tylko po prostu do tego rzędu z nitką (osobiście tego rozwiązania nie stosowałam - byłam na to za leniwa... więc w czerwonym prułam po 10-15 cm :-),
4) nie robić ani przy, ani po piwie :-))).
Przyuważyłam też na paru blogach, że jest problem z przyszywaniem osobno dzierganych koronek do szala właściwego. Według wzorów bordiury się raczej wrabia od razu do brzegu szala. Ja tak nigdy nie robiłam - próbowałam, ale wydawało mi się, że ten szew wychodził za gruby i w związku z tym bordiury robiłam osobno i doszywałam za pomocą graftingu. Tak, wiem, to jest mnóstwo pracy - tyle, że w porównaniu, ile się tej pracy wkłada w samo zrobienie szala to po prostu chcę, żeby wszelkie połączenia się "wtopiły". Ale ja wychodzę z założenia, że to jest robota ręczna i końcowe efekty bardzo się mogą różnić od tego, co widzę w książce czy gazecie. W związku z tym moim zdaniem nie trzeba się niewolniczo trzymać wzoru, tylko po prostu spróbować obu wersji, porównać i wybrać, co nam najbardziej pasuje i co się podoba. Teorie fizoloficzne, które wysmażyłam powyżej to są oczywiście moje sposoby - na mnie one działają, ale ja mam tą paskudną cechę, że się mogę mylić :-)

2009-06-01

Tylko zdjęcia - Lite bilder

Do szczęścia, czyli wykończenia wydłubanego już swetra, brakuje mi Perfekcyjnej Tasiemki oraz Perfekcyjnego Guzika. Dzisiaj byłam w sklepach numer 1 i 2, a polu walki pozostają sklepy numer 3, 4 i 5. Z czego numer 4 jest z natury swej i charakteru okropnie drogi, a w numer 5 sprzedają oryginalne guziki Versace i Diora :-))) Cała ma nadzieja w sklepie numer 3, do którego kompletnie nie mam czasu się wybrać... Tak więc na froncie robótkowym kompletna posucha i w związku z tym muszę ludzi podręczyć zdjęciami z zeszłego długiego łikendu, tzw. Chrystusa Lotnika, czyli Wniebowstąpienia :-)
Nu är min tröja stickad, tvättad och blockad. Det som återstår är att hitta Den Perfekta Knappen och Det Perfekta Bandet och göra tröjan klar (vilket som också kommer att ta sin tid...). Idag var jag i syaffären i Sundbyberg, hittade inget som jag tyckte om. Sedan upptäckte jag att det fanns knappar i en liten affär med vita-väggar-rosa-blommor-vi-har-det-lantligt-hemma-grejer och som ligger precis vid ingången till tunnebanan. Fina knappar hade de, måste jag faktiskt erkänna, men inget som motsvarade mina uppskruvade kna(ä?)ppförväntningar... Då återstår Ohlssons tyger, NK och Regeringsgatan - dit ska jag så fort jag lämnar in min examinationuppgift och äntligen får lite tid :-( Så - eftersom det är torka på stickfronten visar jag upp några bilder från Kristi Himmelfärdshelgen:



Na kogo nadzialiśmy się w drodze do lasu?
Vem kom fram till oss på väg till skogen?


Tajess, wściekły rudzielec! Podobno jest bezczelny i nie ustępuje pierwszeństwa przejazdu samochodom... Trzeba wyjść z owego samochodu, kotecka za rude futro wziąć i przestawić i dopiero wtedy można ruszać dalej. Bogu dzięki Rudy mieszka przy polnej drodze, gdzie wszyscy przejeżdżający wiedzą, że kury, koty i dzieci występują stadami. Ale ryzyko, że ktoś kiedyś smoka nie zauważy niestety jest :-(
Jajamensan! Den rödhårige, galne katten... Johans mamma berättade att katten är lite fräck - står mitt på vägen när bilar kommer. Man måste kliva ut ur bilen, flytta på katten och först då får man köra vidare. Tack och lov är det en liten skogsväg som ägaren till katten bor vid, alla som kör där vet om alla djur som kan springa ut på vägen.

Pędy paproci. Mrówka gratis :-)
Och ett litet ormbunksskott. Myran var helt oplanerad :-)