2009-05-28

Badyle i komentarze - Balkongblommorna

Wpis po to, żeby pokazać moje kwitnące badyle domowe i balkonowe. No i żeby w końcu opowiedzieć na komentarze, bom się wielce opóźniła w tym zakresie.
Nu är balkongsäsongen äntligen inne. Jag vill visa de växter som håller på med och blommar nu:

Hibiskus. - Hibiskusen.


Goździki numer 1 - Nejlikor nummer 1
...i goździki numer 2.
Och nejlikor nummer 2 - oj, vilken stark doft de har! Man känner den även om man står 1 meter ifrån dem och de är verkligen inte några stora växter!


No i głóg - w zeszłym roku z kwiatami było marniutko, w tym roku trochę lepiej.
Och hagtornen. Den blommade inte förra året (naja, en enda ynklig blomklase hade den...), i år blev det lite bättre. Man ser faktiskt blommorna när man tittar på växten, man behöver inte LETA efter dem :-)
***
Myszoptica mnie wywołała do tablicy i zadała mnóstwo pytań :-) Ja natomiast zrobię jak zwykle po swojemu i odpowiem tylko na dwa pytania.
4 seriale/programy, które lubię:
Zasiadłam przygryzając paznokcie na kanapie, bo postanowiłam obejrzeć Project Runway. Jasiek był czymś zajęty, więc wzięłam samodzielnie pilota do ręki i... gdzie tu się naciska... hmmm.... może tutaj? A nie, chyba nie... No łypać łypie, ale nie działa... No to może tu?..... JAAAASIEEEEK! Przyszedł Szwed, spytał, co ja wyprawiam, popatrzył z politowaniem, nacisnął, gdzie trzeba i telewizor włączył. Tak jest, ja ZAPOMNIAŁAM, jak się włącza telewizor...
4 rzeczy, które chciałabym osiągnąć/przeżyć:
A w tej chwili to tylko dwie: napisać sążnistą pracę egzaminacyjną. W której tematyce nie mogę się dopatrzyć ani sensu, ani celu i w związku z tym motywacji mam proporcjonalnie do tego dużo. Druga rzecz idzie ściśle w parze z pierwszą, czyli jak to paskudztwo oddam, to osiągnę błogi stan świętego spokoju :-)))
***
Edi, Anavilma: to tylko mały fragment kulinarnej uprawy ogrodniczej, postaram się niedługo pokazać resztę :-) Wszystkie zielska z kupionych sadzonek, bo mamy za krótki okres wegetacyjny, żeby nam się udało wyhodować zioła w tych ilościach, które nam są na bieżąco potrzebne do gotowania (jak to miło zwalić swoje obżarstwo na za krótki okres wegetacyjny :-)))
Kolega od narzeczonej z fejsboka już oficjalnie zaręczony. Widziałam zdjęcia, wygląda na to, że nawet z właściwą dziewczyną ;-)))
Witam Kruliczycę, Kocurka, Ysabell i Monotema: zaglądajcie sobie, podczytujcie i komentujcie, kiedy tylko macie na to ochotę :-)
Pan stroiciel rozpoczął pracę wypiciem kawy siekiery, pochłonięciem ciastek orzechowych i informacją, że teraz to on musi sobie zapalić. Po zakończonym strojeniu najpierw mnie delikatnie objechał (i słusznie :-), a potem zaproponował mi _okazyjne_ kupno koncertowego Steinway'a po kapitalnym remoncie, za marne i jedyne 150 000 koron szwedzkich. Oj, jaka szkoda, że nie miałam przy sobie drobnych :-)))
Myszoptica: Kim Peek mi się przypomniał - sawant z nieprawdopodobną pamięcią muzyczną i w dodatku słuchem absolutnym. Oglądałam wywiad z jego ojcem - Kim nie może chodzić na koncerty, bo jak tylko ktoś w orkiestrze zagrał coś źle, to Kim wstawał i wrzeszczał na biednego muzyka. Mi do niego _bardzo_ daleko, no i zapewniam, że nie wstaję i nie wrzeszczę. Nawet jeżeli czasami mam na to ochotę :-)))
Monotema: _bardzo_ dziekuję za polecenie książki!!! W dalszym ciągu się upieram, że mój blog nie jest robótkowy - gdybym chciała pisać tylko i wyłącznie na te tematy, to podejrzewam, że wiatr by tu hulał :-) Ten blog jest dla mnie po prostu świetnym sposobem kontaktowania się z m.in. moją rodziną w Polsce - wypisuję sobie głupoty, wykładam zdjęcia i co tylko mi się żywnie podoba. Po czym oni to czytają i potem są dyskusje przez np. Skype :-)))

2009-05-22

Cecilia Bartoli


Igår var jag på Cecilia Bartolis absolut fantastiska konsert! Biljetten till denna konsert köpte jag för exakt ett år sedan... Jag lyssnade mycket på hennes skivor tidigare så jag visste vilken röst hon har, men att SE henne på scen var en otrolig upplevelse! Hon sjöng de flesta stycken från hennes näst sista skiva, Maria Malibran. Det var också intressant vilken orkester hon samarbetade med - de spelade på tidstrogna instrument- därav den mjuka, sköna klangen - och utan någon dirigent. Och ja, jag har fått hennes autograf också! :-)
O operze będzie, łolaboga. Ostrzegam, bo jak ktoś nie lubi, to już teraz może przerwać czytanie i iść posłuchać tego, co bardziej uważa za stosowne :-)
O ile dobrze zrozumiałam, to w XVII i XVIII wieku sceny operowe były zdominowane przez śpiewaków-kastratów (nie, Farinelli, ten z filmu, nie był ostatnim kastratem, to było fatalne tłumaczenie tytułu polskiego). Tak było do momentu, w którym na scenie nie zadebiutowała siedemnastoletnie Maria Malibran, a było to w roku 1825. Według informacji, do których ja dotarłam, Maria została uznana za pierwszą romantyczną śpiewaczkę-divę w hstorii opery. Aby uciec spod wpływu ojca (tenora i kompozytora) wyszła (w dalszym ciągu mając 17 lat...) za mąż za starszego od siebie o 28 lat kupca. Koncertowała w Stanach i Europie, była uwielbiana przez publiczność, inspirowała kompozytorów. Na przykład ta aria:




...była napisana przez Mendelssohna z uwagą , że partię skrzypiec ma wykonać Charles de Bériot. Ale sprytna siostra Mendelssohna domyśliła się sybko, że skoro partię skrzypiec ma wykonać de Bériot, to partię sopranu chyba w takim razie jego żona, czyli Maria :-) Tak czy inaczej aria została wykonana dwa razy przez innych muzyków, po czym zupełnie zapomniana. Do czasu, aż odgrzebała ją Cecilia Bartoli, a na której to Cecilii koncercie byłam wczoraj.
I właśnie repertuar wykonywany przez Marię, pisany dla niej i przez nią śpiewała wczoraj Bartoli. Już wcześniej podzwiałam jej niesamowitą technikę, giętkość i barwę głosu, ale zobaczyć ją na żywo - to było dopiero TO! Na scenie widać, że się świetnie bawi, a jej jodłowania by się nie powstydził żaden Tyrolczyk biorący udział w Oktoberfest :-))) Zaśpiewała cztery bisy, z czego do trzeciego (Yo oue soz contrabandista Garcii) Cecilia wyszła z kastanietami. A i owszem, grała na nich, po czym w połowie arii stwierdziła, że ręce jej są jednak potrzebne do czego innego, wsadziła kastaniety do stanika i... jechała z arią dalej :-)
Obłędna orkiestra - grali na instrumentach dawnych, których ja nigdy wcześniej na żywo w podobnym składzie nie miałam okazji usłyszeć. Miękkie brzmienie, o wiele bardziej dyskretne w porównaniu z oriekstrą współczesną, więc czasami trzeba się było naprawdę wsłuchać, żeby wszystko _usłyszeć_. Ale za to jakie piano... Do tego niesamowicie zgrani, grali bez dyrygenta, z pierwszym skrzypkiem jako koncertmistrzem (i solistą :-).
Przyuważyłam informację, że Bartoli będzie dawać autografy po zakończonym koncercie. Oczywiście pognałam w stosowne miejsce, u tu kolejka na oko jakoś ze 150 osób... Odstałam grzecznie swoje, pogadałam ze starszym panem kolejkowiczem, który mi się przestawił jako "opera freak", podchodzimy bliżej, a tu informacja, że Cecilia a i owszem, daje autografy, ale tylko i wyłącznie na swoich CD i DVD... A my wraz ze starszym panem obydwoje tylko programy w garściach... Miałam dwa wyjścia - albo udawać nagle, że nie znam szwedzkiego i informacja do mnie nie dotarła, albo - nauczona życiowym doświadczeniem - rżnąć tzw. głupa, czyli odczekać resztę kolejki, podejść do Cecilii z uśmiechem naookoło głowy, oznajamić, że się ją uwielbia, ma się jej wszyskie płyty (no dobra, tu trochę kłamałam :-), koncert był fanstastyczny, uściskać ją, poprosić o zdjęcie i na koniec zażądać autografu. Wybrałam wyjście numer dwa, no i co? Cecilia zalana takim potokiem miłości podziękowała, że poświęciłam swój czas i przyszłam na jej koncert. Ustawiła się do zdjęcia (jest dosyć niska, więc popatrzyła na mnie do góry i się zaczęła strasznie śmiać... i ludzie w kolejce za mną też się zaczęli strasznie śmiać :-))) Skutek akcji: zdjęcie mam? Mam. Autograf mam ?


MAM :-)))
Po koncercie spytałam obsługę, dlaczego i od kogo taka informacja o podpisywaniu tylko płyt. Wyjaśniono mi, że to sama Bartoli o to proposiła - poprzednim razem, jak była w Sztokholmie ludzie biegali z papierkami, biletami i fistaszkami, których podpisywanie zajęło bardzo dużo czasu. Dlatego organizatorzy próbowali tym razem wprowadzić - przynajmniej oficjalnie - jakieś ograniczenia.
Dla tych, którzy mimo początkowego ostrzeżenia wpis jednak przeczytali, dotarli do tego miejsca i się nie zanudzili na śmierć, mogę napisać, że Cecilia miała w pierwszej części koncertu białą suknie jedwabną z trenem i naszyjnik z brylantów wielce dających po oczach. A w drugiej części koncertu miała czerwoną suknię jedwabną z _gigantycznym_ trenem (tą z filmiku u góry) i bransoletkę z brylantami nieco mniej dającymi po oczach :-)
...miłego łikędu życzy B :-)

2009-05-18

Krótko, bo filozoficznie - Kort och filosofiskt

Chyba wolę iść do dentysty, niż słuchać stroiciela znęcającego się nad moim pianinem.
(Oj przepraszam... nad jakimkolwiek pianinem? :-)))
Jag tror att jag föredrar att gå till tandläkare än att lyssna på vad pianostämmaren gör med mitt piano i vardagsrummet.
(Nej, det gäller nog alla pianostämmare och alla pianon, tror jag... :-)

2009-05-08

Wpis o niczym - Trevlig helg!


Wirus mię był pokonał. Mały, acz wredny. W związku z jego wrednowatością mogę co najwyżej przedłikędowo pokazać...
Oj, vad jag blev förkyld... En sådan jobbig förkylning med feber då man bara vill sova... Då har jag inte stickat så mycket, kan bara visa...



...zielsko balkonowe...

...vilka fina örter jag har på balkongen...


...świeżo upieczony chleb (dzikie drożdże w dalszym ciągu :-). Ewentualnie mogę jeszcze zapodać do posłuchania to:

...och vilket fint bröd Johan har bakat! Sedan kan jag länka till en låt och önska en trevlig helg! :-)



... no i wreszcie mogę odpowiedzieć na komentarze i oficjalnie przywitać nowych czytaczy, czyli Laurę i Trikadę :-)

1. Zdjęcia
z tego wpisu robione były w Smålandzie, czyli jakieś 350 kilometrów od Sztokholmu. Jasiek pochodzi z małej wioski w środku Ciemnego Lasu i w miarę możliwości czasowych do tego lasu jeździmy. Co do nazywania Szwecji rajem - byłabym się kłóciła, niestety. Ja po prostu nie piszę o przykrych i wkurzających rzeczach/zdarzeniach. Miałabym o czym - wierzcie mi - ale po prostu nie chcę i nie będę tego robić, na pewno nie tutaj...
2. Szal Paisley: baaaardzo dziękuję za wszystkie pochwały!!! Zadowolona z niego jestem wielce :-) Myszoptica - dokładnie tak, to jeden z typów provisional cast on. Edi - Johan też by mi takich prezentów nie robił, gdybym mu nie wręczyła stosownej listy. A tak to biedak nie ma wyboru :-)))
***
Z cyklu "Nowoczesne Związki"
W pracy oczywiście, a jakże by inaczej :-))) Siedzieliśmy we trójkę i jakoś nic inteligentnego do roboty nie mieliśmy, więc zaczęliśmy rozmawiać o ślubach. Kolega E., bardzo wierzący, jest diakonem w ortodoksyjnym kościele asyryjskim. E. zaczął nam opowiadać o swojej dziewczynie, którą bardzo kocha i na pewno się z nią ożeni. Ze względu na religię będą mogli zamieszkać ze sobą dopiero po ślubie, więc póki co muszą się spotykać na mieście. Bardzo zaciekawione spytałyśmy go, czy ma zdjęcie owej narzeczonej. Ależ oczywiście, że zdjęcie jest! E. zalogował się na fejsbuka i wszedł na jej konto. A tam zdjęcie, na którym widać dwie dziewczyny, przy czym E. pokazał _palcem_ na monitorze tą po lewej i z dumą oznajmił "To ONA". Na co my z koleżanką reakcja: "ojej, ale śliczna, jakie ma piękne włosy!". E. słuchał cierpliwie naszych zachwytów, ale po twarzy widać było, że intensywnie myślał i myślał. A po chwili oznajmił: "O nie, czekajcie... to jej kuzynka... ta druga, ta z prawej to moja S!". Zanim się pokładłyśmy na podłogę ze śmiechu to spytałyśmy: "wy to się w ogóle spotykacie, czy tylko tak przez fejsbuka???".