2009-11-02

Sokolov 2

A co ty, groupie jesteś? - spytał mnie Niezawodny na wiadomość, że znowu idę na koncert Sokołowa. No wychodzi na to, że jestem, bo tym razem kupując bilety nawet nie sprawdziłam, co będzie w programie. Na parę dni przed koncertem stwierdziłam jednak, że wypadałoby sprawdzić cokolwiek, żebym nie siedziała jak zdziwiony kołek przez bite 2 godziny. Sprawdziłam więc, co będzie i oczy mi wypadły. Program się składał tylko z dwóch utworów, ale za to jakich... Sonata Schuberta DV 850, a potem Sonata Schumanna f-moll op. 14 (dla mniej zorientowanych w temacie: normalni ludzie tego nie grają :-)))
Obgryzając paznokcie razem z palcami siedziałam na sali i czekałam na koncert. A tu wychodzi pani, która zazwyczaj ludziom przypomina, że trzeba wyłączyć komórki (niektórym i to nie pomaga, niestety...). Tym razem oznajmiła, że jest zmiana w programie: zamiast trzech części Schumanna Sokołow ma zagrać cztery; ta dodatkowa część opublikowana była tylko w pierwszym wydaniu tego utworu (grzebałam w poszukiwaniu, o co chodzi, ale się nie mogę dogrzebać...). No jasne, jak się już gra taki program (a potem jeszcze poprawia sześcioma bisami), to jedna część więcej kompletnie nie ma znaczenia :-)))
Nie lubię się powtarzać; to co napisałam o nim w zeszłym roku podtrzymuję w całości, a nawet jeszcze bardziej. Ale zaczęłam się zastanawiać nad innym aspektem, a dokładniej wrażeniem o koncercie jako całości. Myślałam i myślałam
, co mnie tak w tej muzyce zachwyciło. W końcu wymyśliłam: dojrzałość. Po pierwsze dojrzałość jako pianista - żeby być w stanie technicznie zagrać taki program, od początku do końca i udźwignąć to czysto fizycznie. Po drugie - dojrzałość jako człowiek. Fascynuje mnie umiejętność znalezienia i w granych utworach i, przede wszystkim, w sobie samym takiego ładunku i takiego spektrum emocji. A potem jeszcze trzeba te emocje umieć urzeczywistnić i przekazać... Po trzecie dojrzałość jako artysta: on pozwolił sobie na zestawienie bardzo nietypowego programu, a mimo tego (a może dlatego? :-) sala była zapełniona. Jak zwykle u niego słychać było pewność interpretacji; on wie, że ludzie przyjdą na jego koncert, bo są ciekawi, jak _on_ to zagra...
För två veckor sedan var det dags för en konsert av den ryske pianisten Sokolov
igen. Jag var på Konserthuset och lyssnade på honom förra året, då blev jag helt förtjust i hans spel. Årets upplevelse var ännu starkare - han spelade ett mycket svårt program (dessutom följt av sex extranummer...). Mig fascinerar han med sin mognad - som pianist, som människa och som artist. En helt oförglömlig kväll, helt enkelt...

Inga kommentarer:

Skicka en kommentar