2008-12-29

Widmo ciągłe - Spektrum

...czyli szalik okiem inżyniera :-)))
...dvs. en halsduk till en ingenjör :-)))
Na życzenie Edi i Brahdelt wklejam projekt rozpiskowy. Jak widać rozliczone co do pół centymetra :-)
Några personer undrade hur Johan gjorde projektet. Så såg det ut på pappret.
***


Szalik zrobiony, ale potem trzeba było powciągać nitki. Dwie godziny mi to zajęło i dlatego kolory na zdjęciach się różnią (jest słońce, nie ma słońca). Tak, wiem, że to lewa strona, której i tak nie widać, ale na pozostawienie takich dyndajowych chachmętów nie pozwoliła mi Wewnętrzna Kontrola Jakości. Następnie szalik został wrzucony na 20 minut do zimnej wody - chodzi o to, żeby włókna przesiąkły porządnie wodą. Uprałam ręcznie, odwirowałam, uzbroiłam się w szpile i benedyktyńską cierpliwość i zabrałam się do blokowania. Na co nadciągnął Johan, który tym razem nie zraził się ostrzegawczym spojrzeniem (cholera, tracę Moc...). Oczywiście udzielił mi Dobrej Rady: a gdyby tak nadziać ten szalik na listwy, które zostały sobie po remoncie i rozpiąć w ten sposób??? A szerokość listew i szalika zabiezpieczyć płytami kompaktowymi? Na ten przykład tak:
Sedan behövde jag dra in alla trådar och detta tog mig ca två timmar. Ljuset varierade starkt under tiden och därför skiljs färgerna lite på dessa två bilder. Efter att alla trådar fästs tvättade jag halsduken: jag la den ner i kallt vatten i ca 20 minuter, tvättade för hand och beväpnad i massor med synålar och mycket tålamod skulle jag ta itu och blocka den. Då kom Johan, låtsades att han inte såg min varningsblick och sa att han hade en idé: vi kunde ju blocka halsduken på några lister som fanns kvar efter renoveringen. Listerna skulle träs igenom halsduken och spännas upp på bredden med några CD-skivor. Så här:



Proszę państwa, to działa. Ja jeszcze nigdy nie miałam tak równego szalika :-)))
Japp, det funkar. Jag har aldrig haft en så pass fin, slät och jämn halsduk!
***

A tu całość. Długi na 1,90 metra, szerokość 19 cm na plaskato. Pisałam, ale przypomnę - Alpaka Dropsa, na okrągło, na pięciu drutach. Kompletnie nie kłuje, bardzo ciepły. Wady? Jedna, ale poważna: nie wolno mi go sobie pożyczyć :-)
Detta är hela halsduken – 1,90 meter lång, 19 cm bred på en sida. Jag har redan skrivit detta men skriver en gång till för säkerhets skull: stickad runt av Drops Alpacka, på stickor nummer 3. Garnet är inte stickigt ett dugg, det är mysigt och varmt. Om halsduken har några nackdelar? Ja, jag får inte låna den!
***
Cieszę się, że kartki się spodobały. Dziękuję :-)
Ania: moja silna wola jest bardzo słaba. Przecież wiadomo, że trzeba najpierw sprawdzić, czy galaretki się w ogóle nadają do jedzenia, a potem czy skruszały, a potem stwierdzić, że taki mały kawałek to głupio wygląda między tymi innymi... i tak dalej :-)))
Opakowana: Tak, różnice kulturowe to czasami niezła rozrywka :-) Szwedzkie główne danie wigilijne to szynka, a poza tym kiełbaski i na dodatek klopsiki. Więc o ile Jasiek barszcz uwielbia, to i tak w polskie wigilie cierpi wielce z powodu braku ukochanych klopsików :-) Galaretki: melatyna to jakaś roślinna żelatyna. Opakowanie wyrzucone, więc dokładnego składu nie podam. Podejrzewam, że bez problemu coś w tym stylu można kupić w sklepach z żywnością dla wegetarian. Co do lepienia się: trzeba je obtoczyć w cukrze i zostawić grzecznie na jakiś czas. Jeżeli dociągną do tego jakiegoś czasu, to się nie lepią :-))) Nie, Johan musztardy nie robi i wolę mu tego pomysłu nie podsuwać :-)
Brahdelt: przepis przetłumaczę i podeślę :-)
Gunilla: Det är kul att känna någon bloggare personligen. Det är ju en helt annorlunda känsla än att veta att man antagligen inte kommer att träffa dem vars bloggar man läser... Trevligt att du också tittar in här då och då :-)
Myszoptica: dziwadło jestem, wiem, ale ja naprawdę czuję różnicę w smaku np. leśnych malin i domowych... o wartościach odżywczych nie wspominając... A skoro i tak lubię łazić po krzakach i wertepach, to równie dobrze mogę w tych krzakach utknąć i coś przy okazji pozbierać :-) Odkrycie tej jesieni to krzaczory rokitnika; za późno je przyuważyłam, ale w przyszłym roku nadrobię - podobno dżem super z tego wychodzi.

2008-12-24

Wesołych Świąt! - God Jul!



Wszystkim Komentatorom, Czytaczom i Podglądaczom...
Wesołych Świąt i Dobrego Nowego Roku!

***
Till alla som kommenterar, läser och tjuvtittar... :-)
God Jul och ett riktigt Gott Nytt År!

2008-12-20

Bożonarodzeniowo - Juligt

Z kartkami to było tak: przed moim pierwszym szwedzkim Bożym Narodzeniem bardzo chciałam wysłać kartki świąteczne. Poszłam do księgarnio-papierniczego no i się niestety zdziwiłam. Kartki były, ale z koziołkami, gęsiami, plecionymi serduszkami, tudzież trolami w mikołajowych czapeczkach. Czyli symbolika wybitnie nie przemawiająca w naszej kulturze. A jak już było coś, co by się ewentualnie dało podciągnąć pod polskie święta, to w środku kartki były wymalowane dużymi literami życzenia. Co prawda dobrze życzyli, ale po szwedzku. Wzięłam i się wkurzyłam. Poszłam do domu; jakbym paliła papierosy, to bym pewnie zapaliła, ale ponieważ nie palę, więc tylko siadłam i zaczęłam myśleć. No i wymyśliłam: ni ma rady, kartki trzeba zrobić samemu. Od tamtej pory kartkuję bożonarodzeniowo i na sklepy się nie oglądam.
Inför min första jul i Sverige tänkte jag skicka lite kort till familjen som är kvar i Polen. Jag blev riktigt förvånad när jag upptäckte att det var svårt att hitta kort som skulle fungera utanför Sverige: antingen var symboliken på bilderna genomsvensk och skulle förmodligen inte tilltala någon men en annan bakgrund eller hade de svensk text inuti… Naja, då är har man bara ett val: göra sina julkort själv. Korten blev riktigt lyckade och sedan dess är det en tradition att Johan och jag skickar hemmagjorda julkort till både min och hans familj.


Kartki tegoroczne już wygląda na to, że doszły :-) więc nie psuję niespodzianki pokazując dizajn. Niektóre jeszcze niewykończone, ale widać zamysł.

Dessa är årets kort. Vissa är inte helt klara än men man ser tanken. De har redan kommit fram så jag förstör inte överraskningen :-)

Po czym ten dizajn trzeba było wsadzić w koperty. Poszłam do księgarnio-papierniczego i tu zdziwienie po raz kolejny. Sobie artystycznie wymyśliłam, na moje kartki kopert nie było, standardowe kwadratowe były dużo za duże... Czyli koperty trzeba w takim razie też zrobić samemu. I zakleić lakiem :-)
Sedan var det dags att köpa kuvert. Gissa hur förvånad jag blev när de färdiga kuverten i pappershandeln var alldeles för stora… Jag blev gråtfärdig att jag skulle behöva göra om alla kort men Johan kom på idén att göra egna kuvert. Och försegla dem med lacksigillen :-)
***


Szwedzkie tradycje bożonarodzeniowe obejmują robienie (i niezjadanie aż do świąt) drobnych słodyczy w ilościach hurtowych. Johan w związku w tym rozpoczął produkcje dóbr wszelakich: galaratki z melatyną, soku z wiśni dziczek, nazbieranych TEMI RENCAMI latem za miedzą u zaprzyjaźnionego Chłopa Wielorolnego (który na widok mnie z koszykiem w ręce rechocze). Prawdziwy soczysty, słoneczny smak wiśni... Nierówności w galaretkach spowodowane nierównościami folii aluminiowej, na której to folii trzeba było galaretki wystudzić. Oczywiście bezwzględny zakaz jedzenia póki co...
Julgodis! I somras plockade jag massor med körsbär från ett halvvilt träd som växer bredvid en skogsväg vid stugan i Småland. Bortglömt av alla förutom ekorrar och mig :-) Bären gjorde vi en solig, smakrik saft av. Nu tog Johan saften, blandade med melatin och hällde ut på en plåt för att massan skulle stelna. Sen återstod det bara att skära ut små hjärtan och rulla dem i socker. Och låta bli att äta…

A tu pierniki, według rodzinnego przepisu. Johan dziarsko wycinał swoje ulubione świnki, po czym nagle oznajmił: "Ojej, a może ja powinienem był kupić foremki o kształcie ryb!". Popatrzyłam na niego dużymi oczami; no cóż, oryginalnie by było bez wątpienia, ale skąd mu to do głowy przyszło? "Przecież wy nie możecie jeść mięsa w Wigilię!".
Pepparkakor. Johans favorit – grisar. Johan skar ut kakorna från degen och meddelade glatt: "Kanske skulle jag ha en fiskform istället". Det vore originellt, men – varför? "Ja, ni äter ju inte kött på julafton!" – fick jag svaret (helt rätt - polska katoliker äter faktiskt inte kött på julafton, däremot går det bra med fisk :-)
***
Anavilma: Kaloria to moje drugie imię :-)))
Myszoptica: dzięcioł to mi przylatywał na balkon. Siadał na doniczce z bluszczem, po czem z energią iście atomową grzebał w ziemi; radośnie rozbryzgując ową ziemię po oknach i innych podłogach :-)
Edi: Hmmm... to nie mógł być stan wojenny, bo na pamiętanie stanu byłam dużo za mała. Ale to, co pamiętam z późniejszych strajków wystarczy mi w zupełności...

2008-12-14

Nothing sweet about me

Grzecznie uprzedzam, że bezrobótkowo będzie dzisiaj. Nigdzie nie obiecywałam, że blog będzie tylko i wyłacznie druciano-niciany i tej wersji się póki co trzymam :-) Robótkowo robi się, robi (ponad połowę już mam :-), ale nie pokazuję na razie.
Varning: inga handarbeten idag :-) Meningen med bloggen var från början att underhålla kontakterna med mina kompisar, inte att bara skriva om garn och stickor. På stickfronten gäller fortfarande Johans halsduk som stickas flitigt (så flitigt att det bruna garnet har tagit slut) och det är mindre är hälften som är kvar att göra!
***
Siedem prawd na życzenie Myszopticy. Nie będzie siedem, tylko cztery, i nie będą prawdy, a dziwactwa. Poza tym _wszystko_ się będzie zgadzać:
En annan bloggare har manat mig att skriva sju sanningar om mig själv. Det blir inte sju utan fyra och konstigheter istället för sanningar. Allt annat stämmer :-)

1. Maniacko czytam ogłoszenia matrymonialne. Po części z podziwu, że takie ideały chodzą po tym świecie, a po części z fascynacji nad ludzką kreatwnością. Przy czym co ciekawsze przypadki z dziką satysfakcją wycinam i zachowuję. Oto rodzynek z kolekcji; ewentualnie zainteresowanym wyjaśniam, że ogłoszenie stare i zapewne już - ku ogólnemu ubolewaniu - nieaktualne:

Leniwy, nudny 44-latek poszukuje kobiety o podobnym nastawieniu do życia i bez poczucia humoru, aby dzielić szybkie żarcie, ogladać telewizję i może czasami dyskutować po angielsku.
1. Jag kollar maniskt kontaktannonser. Delvis för att jag beundrar att sådana ideala människor vandrar runt på denna sköna värld, delvis för att jag är helt fascinerad över andras kreativitet. De bästa annonserna klipper jag ut och behåller. Detta är min favorit; den är ganska gammal så dessvärre fruktar jag att den inte är aktuell längre:
Lat, långtråkig44-årik man söker likasinnad kvinna utan humor för att dela skräpmat, titta på TV och kanske diskutera ibland på engelska.
2. W ramach wywierania Dobrego Wrażenia na pierwszej randce z Johanem opowiedziałam mu o tym, jak to w ramach pokazu sił za świetlanych czasów komuny po ulicach w mojej miejscowości jeździły czołgi i transportery opancerzone. Jak już zapewne zrozumieliście z innych wpisów wrażenie wywarłam nawet nie tyle dobre, co piorunujące :-)))
På vår allra första dejt berättade jag för Johan hur under strejkarna i den mörkaste kommunisttiden visade makten upp alla sina militära styrkor: tankar och tunga pansarvagnar åkte runt på gatorna. Syftet med storyn var att göra ett bra intryck på honom. Naja, som ni säkert har märkt blev försöket lyckat.
3. Do momentu zamieszkania z Jaśkiem umiałam w porywach (i jak nie zapomniałam, że akurat to robię), ugotować jajko na twardo. W momencie mojego wejścia do kuchni jajka same spadały na podłogę, gaz sam gasł, garnki się same przypalały i w ogóle katastrofa, a o posoleniu ziemniaków to nawet zapominałam zapomnieć. Jaki z tej historii wniosek? Jak ktoś uwielbia jeść, to i gotować się powinien nauczyć :-)
3. Jag kunde inte laga någon mat alls innan jag flyttade ihop med Johan. Så fort jag gick in i köket blev det en enda katastrof. Nu kan jag slå ihop en lagom bra middag på en mycket kort tid. Slutsatsen är alltså att om man tycker om att laga mat ska man lära sig att laga den också!
4. Słyszę dźwięki wydawane przez nietoperze. Tak, wiem, że normalni ludzie nietoperzy nie słyszą; sama jestem przekonana, że wszystkiego moje ucho i tak nie wyłapuje.
4. Jag hör fladdermöss. Ja, jag vet att normala människor inte kan höra ljuden men jag har tränats till att lyssna och höra sen jag var barn. Dessutom är jag övertygad att jag inte hör allt de snackar mellan varandra.
Podobno trzeba wyzwanie przekazać dalej. Hmmm... kogo by tu... Anavilma, Ania - macie czas i chęci? :-)
***
W tym tygodniu zaliczyłam pracowy opłatek. Tematem tegorocznej imprezy był western i Dziki Zachód. No więc kto miał i mógł, to powyciągał dzieciom z szafy pistolety, kapelusze kowbojskie i pióropusze. Rozczulił mnie pan, który pojawił się w kowbojkach, kapelutku, kraciastej koszuli flanelowej oraz kalesonach (!!!) i podkoszulku rozpinanym pod szyją na guziczki, takiej a'la bezzębny , znudzony dziadek spod saloonu. W ramach tańców i hulanek był natomiast line dance pod kierunkiem pani instruktorki. Jeszcze dobrze ludzie się nie ustawili, a my (siedmioro najbliższych współpracowaczy) już dostaliśmy kompletnej głupawy. Pani instruktorka pokazała na scenie pierwszy układ, ale się okazało, że nie wszyscy są w stanie załapać, o co chodzi. A najbardziej nie mógł załapać mój kolega, na co dzień poważny naukowiec w kitelku, a prywatnie pół-Bahraińczyk, pół-Kuwejtczyk. Który to Morty transkulturalnie, stojąc w wery ferst lajn, tak, żeby go przypadkiem nikt nie przeoczył, do tego country odstawił przebierając nóżkami jakiś swój taniec ludowy. Przy czym pragnę podkreślić, że układ choreograficzny mu się z podkładem muzycznym zgrał idealnie :-))) Jedzeniowo było mało odkrywczo, ale jedną rzecz podłapałam: kukurydza gotowana w mleku i cukrze :-)
Nu i veckan hade vi julbord på jobbet. Och det var hur roligt som helst!!! Årets tema blev Vilda Västen och Western. Folk grävde upp hattar och pistoler ut ur sina barns skåp, indianerna målade ansikten. Vi kunde också lära oss att dansa line dance med en instruktör. En av mina närmaste medarbetare kunde inte hänga med i dansen, däremot presenterade han en kurdisk folkdans till en countrylåt. Det var otroligt men hans koreografi stämde perfekt med musiken :-))) Matmässigt blev majs kokt i mjölk och socker ett intressant inslag i den otraditionella men goda middagen.
***

A to to jest coś, co może nie wygląda, ale za to SMAKUJE. Autentyczny smolandzki, tradycyjny sernik. Kupuje się mleko niehomogenizowane, po czym do tego mleka się dodaje podpuszczkę (kupioną w aptece :-). Potem do masy serowej dodaje się siekane migdały obrane ze skórki (słodkie plus dla przełamania smaku kilka gorzkich). Sernik ma grudkową konsystencję, więc żeby to wygładzić, to nieodzowna jest bita śmietana. Ukoronowanie dzieła to tzw. Dżem Królowej - połowa czarnych jagód, połowa malin - u nas prawdziwych leśnych, oczywiście nazbieranych w pocie czoła TEMI RENCAMI
w smolandzkim lesie.
När jag firade jul för allra första gången med Johans familj i Småland blev jag bjuden på en småländsk, inköpt ostkaka. Det var ingen höjdare och jag var lite tveksam när Johan ville laga en själv hemma. Men han höll fast vid sina planer: han gjorde ostmassa på ohomogeniserat mjölk och löpe; sedan mandel, vispad grädde och vår egen drottningssylt. Sylten gjorde han på de blåbär och skogshallon som jag plockade i somras.

***


A tu tytułowe Nothing sweet :-)
Och så Nothing sweet :-)
***
Z ręką już w porządku, dziękuję za wsparcie moralne :-) BARDZO bym też chciała wierzyć w Waszą wersję powodu połamania drutów, ale uczciwość mi niestety każe wskazać Czarną Dziurę jako winną :-)
Fiubździu - ulga! Wreszcie ktoś, kto jest w stanie dłubać tylko jedną rzecz! Myślałam, że ja jedna. Szwedki z mojej grupy robótkowej swtierdziły, że to oznaka mocnego charakteru. Mam nadzieję, że to tłumaczenie Ci się równie podoba, jak mi :-)
Edi - normalny, normalny. Gada w trochę dziwnym narzeczu, ale idzie się przyzwyczaić :-)
Myszoptica - ze wszystkich ptaków, jakie mi się udało zobaczyć, najbardziej mi się podobały żurawie. Widziałam tylko dwa razy, ale stałam jak wmurowana i bałam się ruszyć. Pierwszym razem to było stado na wiosnę, koło 20 sztuk. Wrażenie niesamowite :-)
Truśka: tak jest, "Znaczy Kapitan" Borchardta :-) Stawiam Ci piwo/kawę, łatewer ju łisz. Ale najpierw mnie musisz dorwać :-)))

2008-12-11

Handszpaki pałamał!!! - En bruten sticka

...wszystkie handszpaki pałamał!!!
Cytat z pamięci, więc mogłam się rozjechać z dosłownością :-) Nooo??? Kto wie, z jakiej to książki?


A oto mój prywatny, miniaturowy handszpak. Czyli drut numer trzy... Nie, nie dłubałam tak zaciekle. To tylko zgubne skutki wożenia robótki w torbie, którą to torbę Jasiek pieszczotliwie nazywa "Czarna Dziura". Zgrzytając zębami (na co mi dziewięć drutów skarpetkowych o tym samym rozmiarze? Hmmm, może po to, żeby łamać następne? :-) stwierdzam, że najwyższy czas sprawić sobie jakiś Okazjonalny Przechowalnik Dotorebny. Pomysł wybitnie do przemyślenia...
Nej, tyvärr var det inte jag, som stickat så nitiskt. Den brutna bambustickan är bara ett resultat av att bära runt mitt handarbete i min stora väska; en väska som Johan kallar för svarta hålet... Kanske dags att sy ett fodral/en påse att ha sin stickning i??? En idé som definitivt ska tänkas igenom.
***




Moje hiacynty rozkwitły. Jak miałam kilka lat dostaliśmy "z zagranicy" cebulkę hiacynta. Mama ją posadziła; do dzisiaj pamiętam te białe, gęsto osadzone kwiatki i ten obłędny zapach. Ja swoje hiacynty kupiłam w ramach wyprzedaży w sklepie, za jakąś śmieszną cenę. Zaczepiacz wzroku i rozweselacz jednej strony, ale wspomnienie dzieciństwa z drugiej...
När jag var liten (under den mörka kommunisttiden alltså) fick min familj en liten hyacintlök. Mamma planterade den och när den utvecklade blommorna blev vi överrumplade över formen och doften. Hyacinter är med andra ord ett riktigt barndomsminne för mig; den renaste lyxen som kom direkt från den förbjudna, mytomspunna världen... Mina fina hyacinter, köpta för ett vrakpris på ICA, har börjat blomma hemma. En underbar njutning för ögat men även en stark påminnelse...
PS: Proszę nie sprawdzać nerwowo kalendarza, dzisiaj _nie_jest_ niedziela :-))) Tak mi sie przez tego połamańca nieplanowo napisało. A w związku z tym na komentarze odpowiem zbiorowo następnym razem :-)

2008-12-07

Stop(p)

Widziałam jemiołuszkę!!! Prawdziwą, pierzastą, śliczną, z charakterystycznym czubkiem! Siedziała z kwiczołami i na spółkę wcinała zmarzniętą jarzębinę :-) Jak mnie zobaczyła, to popatrzyła z pogardą i zwiała.
Jag såg en sidensvans i fredags! En äkta, vacker sidensvans med de karakteristiska fjädrarna på huvudet! Den satt och åt rönnbär tillsammans med björktrastar. När den fick syn på mig flög den bara iväg. Jag hade aldrig sett denna art innan, därför blev jag lyriskt entusiastisk :-)
Szalik dla Johana. Siedzę i dłubię, a tu mi Johan patrzy na ręce i nagle oznajmia, że on sobie to inaczej wyobrażał. Yyyy.... aha. I on mi zaraz rozrysuje najnowszą wersję, według której to wersji mam kontynuować od zaraz. Oniemiałam. A jak zobaczyłam rozrysownik, to oniemiałam do kwadratu. Na co Johan, że powinnam się cieszyć, że takie szczegółowe schematy dostaję i wiem do-kła-dnie, jak to ma wyglądać (czyżby przytyk do mojego prucia??? :-). Tak więc podsumowując: 1). odłożyłam poprzednią robótkę, w której naprawdę nie mam dużo do skończenia (jednorobótkowa zasada numer jeden złamana), po to, żeby 2). desperacko dłubać szalik na jakichś zapałkach i w dodatku 3). _ściśle_ pod wskazówki projektanta. Innymi słowy interes stulecia zrobiłam, biznesłumen jestem. A tak w ogóle, to po raz kolejny składam hołd osobom robiącym na zamówienie :-)))
Współczynnik Prucia w tym wielce skomplikowanym szaliku wynosi ZERO (hhhuuuuua!!!!). W dodatku mam wredny stan zapalny ręki, spowodowany pisaniem na kompie (nie, nie bloga :-), graniem, treningiem i, niestety, robieniem na drutach. Przeciążenie po prostu... Już jest lepiej, ale obowiązuje absolutny szlaban na machanie m.in. drutami przez parę najbliższych dni. W związku z tym łamię kolejną zasadę - pokazuję to, co jest nieskończone (auć):
Hur går det med Johans halsduk? Tja, jag satt en kväll och stickade. Då tittade Johan på mina händer och meddelade: ”Jag trodde att det skulle se annorlunda ut!”. Jasså, säger du! Han bestämde sig för att ändra mönstret lite grann. Detta nya mönster skulle jag följa från och med _nu_ . Naja, milt sagt blev jag förvånad - jag gjorde exakt enligt de instruktioner som jag fick från honom så det är faktiskt intressant hur annorlunda man uppfattar sticksätt, maskor och enkla ränder… Johan anser att jag ska vara glad för sådana noggranna instruktioner – då slipper jag ju repa upp så mycket som jag brukar göra. Sant, sant :-))) Med andra ord 1.) har jag lagt undan ett annat arbete (min ett-handarbete-åt-gången-regel bruten), 2). stickar jag desperat på några tändstickor (hallå, stickor nummer3!!!) och 3. gör jag (trots att jag undviker beskrivningar) strikt enligt någons instruktioner. Jag vet flera tjejer i Polen som stickar på beställning; jag måste erkänna att jag beundrar dem mer och mer...
I den extremt komplicerade halsduken är min berömda Repa-Upp-Faktor NOLL – tro eller ej :-))) Dessutom har jag överansträngt handen, den gör jätteont. För mycket datorskrivande, spelande, träning och antagligen även stickning ... Så trots jag har inte är klar med halsduken än visar jag upp en liten bit:


***


Pięknota nieskomplikowana - czyli jeszcze jeden kwitnący kaktus :-) Byłam przelatywałam jak orkan koło kwiaciarni, gdzie wystawili zygokaktusy innych odmian. Wyhamowałam z piskiem butów i się zaśliniłam patrząc na te cuda. Ale mieć kilka rodzajów tej samej rośliny tylko i wyłącznie dlatego, że kwiną na różne kolory??? :-)))

Och en vackert blommande julkaktus till! Jag sprang förbi någon blomhandel häromdagen och såg ännu mer julkaktusar med ännu mer blomfärger än jag har hemma. Vad jag var sugen på att skaffa fler! Med det kändes lite överdrivet att skaffa fler likadana växter bara för att man tycker om deras blommor… eller? :-)
***


A to _część_ rezultatu johanowego sobotniego urządowania w kuchni (ja w tym czasie marnowałam życie na jakieś bezsensowne sprzątanie łazienki :-). Znalazłam ciekawy przepis w tym tygodniu w "mojej" części gazety porannej (ano, mamy swoje części :-) i stwierdziłam, że jest na tyle wydziwione i wycudowane, że na pewno Johan będzie chciał sprawdzić, co zacz. Dobrze się domyśliłam: prawdziwa pigwa (nie pigwowiec), w zalewie z syropu cukrowego, cynamonu, wanilii (to czarne to nie piasek, to ziarenka wanilii :-), chili, liści laurowych i ziela angielskiego. Się to je albo z wieprzowiną, serem feta, albo deserowo z odpowiednikiem polskiego serka homogenizowanego. Chili super przełamuje słodycz, a kombinacja z pozostałymi przyprawami jest iście piekielna :-)
Vad är detta? En del av Johans matlagning i lördags. Jag såg ett recept i Dagens Nyheter förra veckan och gissade att Johan säkert skulle bli sugen på att prova göra det (tillräckligt komplicerat och knäppt alltså). Kvitten, syltad, med lagerblad, chili, kanel, kryddpeppar och vanlijstång! Smaken är minst sagt originell – chilin bryter igenom sötman och i kombinationen med de andra kryddorna blir det verkligen spännande!

***

Edi, Brahdelt - schemat wrzucę po zrobieniu całości. Będzie można porównać, jak bardzo Jaśkowi i mi różnie w głowach piszczy :-) A że ewenementowy Johan wie, o co mu chodzi, choćby i w szaliku? Johan zawsze wie, o co mu chodzi; ja bym z osobnikiem o innym nastawieniu do życia nie wytrzymała. A że ja też zawsze wiem, o co MI chodzi to... no cóż, czasami jest wesoło :-)))
Ania - gdzieś mi się o oczy obiło, że żony norweskich rybaków robiąc owym rybakom swetry wplatały w dzianinę w okolicach serca swój włos. Oczywiście w celu chronienia przed złymi mocami. Ja w ten szalik wplotę wściekłe mamrotanie po polsku - szalik będzie w ten sposób wielce energetyczny :-)))
Katarina - välkommen :-) Ja, halsduken blir säkert fin, jag har ju fått en riktigt bra inspirationskälla ;-)