2008-09-14

Łikent z guru - En helg med två gurus

Sobota - guru num(m)er 1 - Lördag
Pat Hendricks
We środę na treningu rozkrwawiłam palec w stopie. Zeszłam z maty, żeby się oplastrować, a tam niechcący trafiłam w szpony Matsa. Który to Mats z oburzeniem zauważył, że nie będę na łikendowym zgrupowaniu z Pat Hendriks. No i jak to tak może być? No jak dla mnie, to mogło być bez problemów, bo ja na ten łikent plany miałam następujące: spać, snuć się, nicnierobić, ewentualnie z lekkim nalotem kurzodomowienia. Mało bojowe nastawienie, znaczy. No ale Mats mnie przypiął do muru, a ja z chłopami takimi jak Mats, (tzn. dwumetrowymi i dwa razy cięższymi) raczej nie dyskutuję. Więc (jęcząc w duszy) wykrztusiłam, że "no dobra, mam STRASZNIE dużo do zrobienia, ale jakoś się spróbuję wyrwać".
Pozostało mi tylko przekonanie Johana, że moja obecność na zgrupowaniu jest absolutnie niezbędna. Przyszłam do domu, zrobiłam mu kanapkę i nieśmiało zaczęłam: "A bo w łikent jest zgrupowanie... w niedzielę jest trening z bronią... cały dzień... bo ja bym baaardzo...". Na co Johan oburzony, że przecież w niedzielę mamy jechać do lasu, RAZEM, a ja tu taki numer mu wywijam. Kalosze w jednej ręce, koszyk na grzyby w drugiej, a ja go zostawiam i lecę się bić. No więc z rozpaczą w głosie oznajmiłam: "ojej, ja nie wiem... może mogłabym podejść w sobotę na to zgrupowanie chociaż na chwilę?". "W sobotę to możesz iść na cały dzień, ale w niedzielę NIE!".

..........OK, sobota mi też pasuje :-)))
Kto to jest Pat Hendricks? To jedyna kobieta z tak wysokim stopniem w aikido. No i w dodatku jedna z niewielu na osób na świecie, która w ogóle aż tak wysoki stopień ma... Tutaj jest jej oficjalna strona, a niżej krótki filmik z nią (niezbyt dobry, ale nic lepsiejszego mi się niestety nie udało znaleźć):
Då var det dags för ett aikidoläger med Pat Hendricks! Från början skulle jag inte vara med alls på det, men jag blev övertalad (läs: fick inte tacka nej :-) att komma och träna. Och det var inte alls fel – jag har lärt mig jättemycket där. Det var verkligen kul att se Pat, hennes aikido och hennes sätt att undervisa. Jag blev klart inspirerad av de fyra pass som jag fick vara med på. De mjuka, flytande rörelserna, den koncentrerade energin, elegansen… naja, en stor inspirationkälla helt enkelt! Jag har inte lyckats hitta en _bra_ film med henne så det får bli den här:







Aikido to nie jest tylko trening fizyczny, ale i mentalny - albo jestem atakowana, albo się muszę bronić przed czyimś atakiem. Czyli trzeba się skoncetrować i wiedzieć, co się robi i po co. Tempo było ostre, ale trening fantastyczny. Cała Pat to jest aikido: skoncentrowana energia, płynność, spokój, balans i perfekcyjna technika. Po w sumie jakichś siedmiu godzinach treningu wróciłam do domu prawie na czworakach, ale za to baaardzo zadowolona. No i i wyjątkowo pokojowo nastawiona do świata :-))).
***Niedziela - guru num(m)er 2 - Söndag
Pelle Holmberg
W Polsce zbieranie grzybów to sport narodowy. W Szwecji matomiast grzyby długo były traktowane jako pasza dla zwierząt (!!!); NIKT z naszych znajomych nie zbiera, a na nasze łażenie po lesie reagują "Aha, fajnie, ale ja się na grzybach nie znam!". Johan też się nie znał, ale po paru wycieczkach do lasu ze mną złapał bakcyla. A że on lubi wiedzieć także teoretycznie, co robi, to zaczął się doszkalać na własną rękę. No i skutek jest taki, że tej chwili zna więcej gatunków, niż ja, a w ramach - powiedzmy - rozwoju osobistego zameldował nas oboje na tą niedzelę na... kurs grzybowy. I to z nie byle jakim instruktorem - Pelle Holmberg jest biologiem, napisał ponad 20 książek o przyrodzie, no i najważniejsze - jest grzybowym ekspertem w Szwecji.
Kurs zbieractwa wyglądał w ten sposób, że cała grupa (około 20 osób) pojechała do lasu. Pelle zarządził, że każdy idzie w swoją stronę i zbiera co mu/jej w ręce wpadnie. Zbiórka za pół godziny, po czym on po kolei podchodzi do każdego i sprawdza, co kto nadarł. Po czym jedziemy do innego lasu, gdzie są inne gatunki i robimy dokładnie to samo. Ojojoj, co się tam działo... :-)))Muchomory u innych leciały gęsto, niektórzy byli święcie przekonani, że podgrzybki są trujące, no bo przecież niebieszczeją po dotknięciu. Pelle mi zwinął z koszyka pięknego prawdziwka, żeby pokazać wszystkim, jak się je czyści: najpierw obkroił dwucentymetrowy kant (!!!) z kapelusza, po czym obłupał i wyrzucił rurki od spodu. Na mój głośny protest popatrzył na mnie zdziwiony i spytał "to ty tak nie robisz?". Yyyyy - NIE! My problemów z koźlarzami nie mamy, więc raczej się skoncentrowaliśmy na nauce blaszkowców. Hmmm.... jakoś albo te blaszkowce są trudne, albo ja odporna na wiedzę :-)))
Vi bokade platser på en svampkurs med Pelle Holmberg. Johan och jag var ute efter att lära oss mer skivlingar; soppar kan vi ganska väl redan nu. Det var hur kul som helst att vara där – man skulle ut i skogen, plocka allt man var nyfiken på. Sedan gjorde Pelle en genomgång vad det var för sort och hur man kunde identifera den på egen hand (för de flesta i gruppen gällde det att slänga bort det mesta på en gång, tyvärr). Man fick också tips för matlagning, vad man använder vissa sorter bäst till. Och den här delen var jättebra, man vet ju inte alltid vad man ska göra med den svamp som man har hittat. En rolig och lärorik utflykt, tyckte vi!

Pelle w akcji - Pelle förklarar
***
Duży PS: Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i wiadomości od Was. Miło mi, że to co robię na drutach się komuś podoba i że to, co piszę, czyta ktoś więcej, niż tylko ja ;-). Na pytania i nie tylko będę od dzisiaj odpowiadać w komentarzach (tzn. sama sobie będę komentować :-))) - chyba tak będzie najłatwiej.

4 kommentarer:

  1. Ze mnie grzybiarz żaden ale podobno wybieram dobre ścieżki ( osoba idąca za mną może naprawdę dużo zebrać bo ja grzybów nie widzę). Aikidem mnie powaliłaś, ja kiedyś w bardzo zamierzchłych czasach tekwoondo ale przez chwilę. Pozdrawiam cieplutko.

    SvaraRadera
  2. ano co kraj to obyczaj..ja widzialam jak niektorzy czyszcza grzyby..niewiele z nich zostaje..ja grzybiarka nie jestm ale za to moj maz:)..bez wiadra nie wraca z lasu :0..pozdrawiam ania

    SvaraRadera
  3. Trafiłam dziś na Twój blog z innego (chyba od Ani - Persjanki) przez przypadek. I po chwili stwierdziłam, że przypadek był całkiem miły. Dlatego, że....: Tak sobie czytam o grzybach i zerknęłam na zdjęcia robótek z Twoich ostatnich wpisów (super sweterek - ten czekoladowy)... No i zerknęłam skąd piszesz - jakże mile zaskoczona byłam, jak zobaczyłam :) Mam nadzieję, że dobrze kombinuję, że Solna to ta od Sztokholmu? Mam ze Sztokholmu miłe wspomnienia :) Byłam tam z moim mężczyzną równo 2 lata temu u mojego brata. Baaaardzo nam się podobało - mimo, że pogoda była już wczesnojesienna (ale tak zimno jak tej jesieni w Polsce tam nie było - było znacznie więcej słońca). Chyba mogłabym tam mieszkać..... Morze, kanały, góry... No i moja alergia wcale się tam nie odzywała. Cuuudnie było... Pozdrawiam serdecznie - Asia

    ----
    artystyczny-nielad.blogspot.com

    SvaraRadera
  4. Edi: moje aikido się zaczęło od tego, że studiowałam z chłopakiem, który trenował taekwondo. Ja też się chciałam pobić, ale on mi doradził właśnie aikido :-)

    Ania: eeeh, to po co te grzyby w ogóle zbierać? Przecież wiadomo, że robale to naturalne, łatwo przyswajalne źródło białka ;-)

    Asia: witam i dziękuję :-) Tak, to TA Solna. Może się zamienimy na alergie, bo moje znikają po przyjeździe do Polski??? :-D

    SvaraRadera