2008-09-25

Bara polska idag :-)

W tytule wyjaśniam, że dzisiaj tylko polski. Aha, i bez zdjęć :-) Filozoficznie będzie, znaczy.
No więc: do przedziwnych numerów w moich polsko-szwedzkich relacjach gość-gospodarz jestem już przywyczajona. Ale takiego manewru, jak we środę, i to w dodatku w moim własnym domu, to jeszcze nie widziałam.
Miałyśmy się spotkać u mnie w domu, bo tak nam było najbliżej i najwygodniej (zwłaszcza mi :-). Finka, Szwedka i ja. Znamy się dość dobrze, zapowiadało się ostre dymienie z mózgownic, mniej więcej od 10 do 15-16, w związku z tym dla mnie było oczywiste, że w międzyczasie coś trzeba będzie zjeść i że ja, jako gospodyni, mam o to zadbać. Jak się okazało było to oczywiste tylko dla mnie. Szwedka po wejściu do mieszkania na wstępie oznajmiła, że będzie musiała w okolicach lunchu pobiec do sklepu i coś kupić do jedzenia. Na co ja zdzwiona, że przecież jest moim gościem, ja też coś muszę zjeść i jestem przygotowana, żeby je obydwie nakarmić. Na co Finka dla odmiany, że ona dziękuje. Ona ma SWOJE jedzenie w pudełku (sic!!!), więc tylko je odgrzeje w mojej mikrofalówce i sobie z tego pudełka zje. Yh, no dobra, ja nikogo nie zmuszam. Dla mnie dziwne, ale może ma alergie, może nie lubi czyjegoś gotowania, kto wie?
W okolicach 13 zabrałam się za gotowanie. Finka twardo oznajmiła, że poczeka z odgrzewaniem swojego jedzenia, aż nasze będzie gotowe. Szwedka z zaproponowanych rzeczy najbardziej miała ochotę na omlet. No i trzeba było uzgodnić parę rzeczy: Jesz masło? - Jem. - Krewetki? - Ooooo! - Papryka? - Taaak! - Grzyby? - (tu entuzjazm) - TAAAK! Patrzę na Finkę i widzę, że ma jakąś dziwną minę. Pytam dalej rozochoconą Szwedkę: Bazylia? No ale jak doszło do "ile jajek?" to Finka wyjąkała z desperacją w oczach - "...to moooże ja JEDNAK też mogłabym dostać trochę tego omletu....".
Mało tego. Finka wychodząc po zakończonej pracy ode mnie z domu spytała, czy ja może chcę, żeby mi zostawiła ten swój obiad, z którym ona przyszła...
Wieczorem opowiedziałam całą sytuację Johanowi. Który zaczął rechotać, jak opętany. Johan już jest po polsku przeszkolony w zakresie gościnności, ale przecież wie, jak tutaj się robi. Wyjaśnił mi to w następujący sposób: oni się boją zadłużenia. Zadłużenia się w jakikolwiek sposób, w tym wypadku emocjonalnego. Przecież jest ryzyko, że ja od nich teraz coś będę chciała, prawda? Dlatego lepiej nie przyjmować czyjejś pomocy. Licz tylko na siebie, a będziesz miał czyste konto. Bez zobowiązań.
Tak, wiem, co kraj, to obyczaj. Z grubsza jestem przyzwyczajona, zazwyczaj staram się wyłączyć moje polskie reakcje i zachowywać po szwedzku (tym razem mi się nawet udało :-). Ale mimo wszystko zawsze mnie zatyka, jak się nadziewam na tego typu różnice kulturowe... Tym bardziej, że w moim własnym domu...
...dużo się jeszcze muszę nauczyć :-)))

4 kommentarer:

  1. hmmciekawa historia..dziekuje,ze napisalas bo sie dowiedzialam..cos nowego poznalam..i tak sie zastanawiam..tym czystym koncie zobowiazaniu..moze to przesada w druga strone ale ta polska goscinnosc..zastaw sie a postaw sie to chyba w druga strone przesada..pozdrawiam ania

    SvaraRadera
  2. ależ ta dziewczyna musiała się męczyć, skoro przy takim nastawieniu wreszcie skusiła się na poczęstunek!

    SvaraRadera
  3. Tam męczyć, jak musiał wyglądać ten omlet że aż tak się przełamała! Pozdrawiam cieplutko.

    SvaraRadera
  4. bardzo fajne;teraz przynajmniej wiesz,że z wizytą idzie się z własnym prowiantem;
    Ale fakt faktem- tylko w Polsce taka gościnność

    SvaraRadera